Reklama

Wiceminister klimatu: Zmiana miksu energetycznego wymaga czasu

Chcemy, by cel redukcji emisji na 2030 rok był przyjęty dla całej Unii Europejskiej, a nie indywidualnie dla każdego państwa członkowskiego. Potrzebujemy na transformację energetyczną więcej czasu - mówi Interii Ireneusz Zyska, wiceminister klimatu, pełnomocnik rządu ds. OZE.

Rozmowa odbyła się w kuluarach V Konferencji Naukowej "Bezpieczeństwo energetyczne - filary i perspektywy rozwoju" na Politechnice Rzeszowskiej im. Ignacego Łukasiewicza.

Reklama

Monika Borkowska, Interia: Niedawno Komisja Europejska zaproponowała cel redukcji emisji w 2030 roku o 55 proc., tymczasem ostatnio Parlament Europejski podniósł ten próg do 60 proc. Czy Polska ma szansę wyjść naprzeciw tak ambitnym oczekiwaniom?

Ireneusz Zyska, wiceminister klimatu: - Już podwyższenie celu do 55 proc. zostało negatywnie ocenione przez resort klimatu, tym bardziej krytycznie oceniamy cel 60 proc. Jest to dla Polski bardzo trudny jak niemożliwy do osiągniecia indywidualnie cel w horyzoncie 2030 roku. Przecież Polska nie z własnej winy ma w miksie energetycznym 74 proc. udziału węgla. To kwestia dostępności kopaliny i pewnych zaszłości historycznych, realizowanej w tamtym czasie polityki. Potrzebujemy relatywnie więcej czasu lub pieniędzy, by osiągnąć wyśrubowane cele w tym samym terminie jak inne kraje, których struktura wytwarzania jest bardziej zróżnicowana.

Co w takim razie zaproponuje polski rząd? Jaka będzie jego strategia negocjacyjna?

- Chcemy, by cel ostateczny przyjęty był dla całej Unii Europejskiej, a nie indywidualnie dla każdego państwa członkowskiego. Nie da się osiągnąć jednego celu w jednym czasie przy tak dużej różnorodności systemów poszczególnych państw. To niewykonalne i nie chodzi o naszą złą wolę, a o czynniki obiektywne. Jeśli jakiś kraj może osiągnąć szybciej neutralność klimatyczną, jestem za tym, by ten ambitny cel realizował. My natomiast musimy zrobimy wszystko, by nie utracić konkurencyjności polskiej gospodarki. Będziemy przedstawiać argumenty w oparciu o konkretną wiedzę, tak, by to było dla wszystkich zrozumiałe.

Ale rozumiem, że nie obrażamy się na politykę unijną, bo stawia zbyt ambitne cele? Podejmiemy działania związane z transformacją?

- Robimy to przecież już od jakiegoś czasu. Polska ma duży potencjał, dynamicznie się rozwija, chce skorzystać z szansy, jaką jest Europejski Zielony Ład. Zależy nam na transformacji, zamierzamy korzystać z dostępnych w Unii środków finansowych, by zmieniać naszą energetykę, ciepłownictwo, przemysł i transport. Jesteśmy gotowi do zmian, co pokazują choćby nasze osiągnięcia w obszarze fotowoltaiki. Postęp, jeśli chodzi o moc zainstalowaną w instalacjach PV, jest ogromny. I ta dynamika nie słabnie. Prowadzimy też intensywne prace w sektorze morskiej energetyki wiatrowej. Wiatraki morskie to nasz priorytet, fundament myślenia o krajowym miksie w 2030-2040 roku. Ale trzeba pamiętać, że pierwsze farmy na Bałtyku w polskiej strefie będą instalowane dopiero w 2025 roku. Wcześniej fizycznie nie byłoby to możliwe. Potrzebujemy na transformację więcej czasu.

Jakie są losy projektu ustawy dedykowanej morskim farmom wiatrowym?

- W ubiegłym tygodniu został on przyjęty przez Komitet Stały Rady Ministrów. W tym tygodniu pracuje nad nim komisja prawnicza. Mam nadzieję, że jeszcze w październiku projekt trafi do Sejmu i na posiedzeniu listopadowym Sejm będzie go procedował. Chcemy, by ustawa weszła w życie do końca bieżącego roku. Dokument ma już optymalny kształt, musieliśmy pewne elementy wycofać do odrębnych regulacji, by nie obciążać procesu legislacyjnego. Chodzi m.in. o terminal instalacyjny. To temat fundamentalnie ważny, regulacje z nim związane zostały wyłączone do osobnego aktu prawnego, by nie opóźniać prac nad projektem ustawy.

- Czas jest tu bardzo ważny. W pierwszej fazie działania systemu będzie przyznawane wsparcie prezesa URE dla farm o łącznej mocy zainstalowanej 5,9 GW. Datą graniczną dołączenia do tego systemu będzie 30 czerwca 2021. To bardzo nieodległy termin. Wnioski będą składane do końca marca 2021 roku, a decyzja o udzieleniu wsparcia będą wydana przez prezesa URE do 30 czerwca 2021 r. i będzie poprzedzona indywidualną notyfikacją każdego projektu z Komisją Europejską. To sprawa niesłychanie istotna, dlatego bardzo zależy nam, by ustawa weszła w życie do końca tego roku, by było wystarczająco dużo czasu na tamte działania.

Kwestia terminalu instalacyjnego jest jedną z kluczowych. W portach powinny już toczyć się prace przygotowawcze, tymczasem nie znamy jeszcze lokalizacji.

- Mam nadzieję, że do końca roku taka lokalizacja zostanie wskazana. Jest kilka propozycji. Przygotowaliśmy nawet projekt uchwały Rady Ministrów w tym zakresie. Pracujemy nad tą kwestią. Analizujemy, gdzie byłyby optymalne warunki dla ogromnych statków, jack-upów, obsługujących inwestycje offshorowe. One potrzebują basenu portowego o głębokości 12,5-16 m. Dziś większość polskich portów takimi warunkami nie dysponuje. Stąd prawdopodobnie taki terminal będzie portem zewnętrznym, nowobudowanym, dedykowanym wyłącznie morskiej energetyce wiatrowej, umożliwiającym przeładunki ogromnych elementów instalacyjnych - wież, śmigieł, turbin wiatrowych, generatorów. Należy wziąć pod uwagę odległość do miejsc, w których budowane będą farmy. Dlatego raczej stawiamy na Pomorze Środkowe. Niebawem ostateczna decyzja zostanie ogłoszona.

Ile trzeba będzie zainwestować w budowę takiego portu?

- Szacunki są różne, w zależności od warunków technicznych. Myślę, że będzie to rząd wielkości ok. 500-800 mln zł, nie więcej.

Rozmawiała Monika Borkowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »