Reklama

Wielki skok cen. Putinflacja wszystkiego nie tłumaczy

Inflacja w wielu krajach świata przybrała wielkie rozmiary, gdyż banki centralne - w tym Rezerwa Federalna Stanów Zjednoczonych - zareagowały zdecydowanie zbyt późno na pierwsze jej symptomy. W Polsce dynamika cen była niepokojąco wysoka zanim wybuchła pandemia. Rada Polityki Pieniężnej stopy procentowe podnosi od jesieni 2021 roku, choć zdaniem niektórych analityków powinna zacząć to robić nawet 4 lata wcześniej.

  •        Amerykański bank centralny znalazł się pomiędzy wysoką inflacją a nadchodzącą recesją
  •        Stanom Zjednoczonym grozi powtórka z "inflacyjnej nędzy" lat 70. XX wieku
  •        Putinflacja nie wyjaśnia wszystkich przyczyn wielkiego skoku cen w naszym kraju
  •        W 1994 r. za kilogram szynki płaciło się w Polsce 128 tys. zł, a za kilogram cukru - 9 500 zł. W efekcie doszło do denominacja pieniądza - stare 10 tys. zł stało się nową złotówką

Ekspert finansowy i autor bestsellerów ekonomicznych John Mauldin uważa, że sytuacja inflacyjna jest bardziej dramatyczna niż wynika to z oficjalnych danych. W USA w dużej części odpowiada za nią Fed, który działania antyinflacyjne rozpoczął zbyt późno.

Reklama

Spóźniony Fed

- Inflacja była już poza kontrolą, zanim w Stanach Zjednoczonych rozpoczęła się debata nad walką z nią. Władze monetarne powinny były wznowić "normalną" politykę pod koniec 2020 lub na początku 2021 roku, kiedy szczepionki osłabiły siłę Covid-19. Gdyby Fed zadziałał wcześniej, miałby dziś więcej możliwości. Teraz jednak nie ma innego wyjścia, jak pogrążyć się w inflacji - konkluduje John Mauldin.

Dodaje, że prezes Fed Jerome Powell świadomie podejmuje ryzyko recesji, mimo że jeszcze niedawno wyrażał przekonanie, że gospodarka USA jest wystarczająco silna, by przetrwać podwyżki stóp procentowych. - Inflacja będzie przychodzić falami o różnym natężeniu, tak jak to miało miejsce w latach 70. ubiegłego wieku. Dzisiejsza sytuacja może być nawet gorsza niż 50 lat temu. Jeśli spojrzeć na ceny konsumpcyjne w kategoriach, nad którymi typowe gospodarstwo domowe nie ma prawie żadnej kontroli, czyli benzyny, żywności i elektryczności, okazuje się, że inflacja jest już niebezpiecznie bliska nędzy z końca lat 70. - ostrzega ekspert finansowy.

Zlekceważona inflacja

Bartosz Sawicki, analityk Cinkciarz.pl, jest zdania, że presja cenowa w polskiej gospodarce nasilała się i kumulowała od dłuższego czasu. Pierwsze symptomy pojawiły się jeszcze przed wybuchem pandemii, zwłaszcza w przypadku cen bazowych, nieuwzględniających paliw i żywności.

W Polsce w październiku 2019 roku wskaźnik wzrostu cen towarów i usług wyniósł 2,5 proc., ale już w lutym 2020 roku podskoczył do 4,7 proc. Potem inflacja przygasła, by w drugiej połowie 2021 roku na dobre przekroczyć granicę 5 proc. Dziś wynosi 15,6 proc. Rada Polityki Pieniężnej dopiero od października 2021 roku zaczęła podnosić stopy procentowe z niemal zerowego poziomu. Od tamtej pory Narodowy Bank Polski zaostrzał politykę monetarną dziesięciokrotnie i wywindował stopy do 6,5 proc.

Ćwierć wieku temu w Czechach i w Polsce szalała bardzo wysoka inflacja. Odpowiedzią na nią była stopa czeskiego banku centralnego na poziomie 15 proc. i prawie 25-procentowa stopa w Polsce. Dziś w obu krajach powrót do tak ostrej polityki monetarnej jest wykluczony. - W podręcznikach ekonomii czytamy, że stopy procentowe powinny "przyduszać" inflację. W Polsce przestały to robić na przełomie lat 2016-17. W tej chwili nasza inflacja jedzie ferrari, a gonimy ją na rowerze - komentuje Maciej Leściorz z CMC Markets.

Cezary Głuch (znany jako Trader21) uważa, że RPP powinna już w 2017 roku podnieść stopę referencyjną z 2 do 4 proc. Jak twierdzi, dla wielu Polaków byłby to szok, ale NBP dałaby w ten sposób wyraźny sygnał, że nie zgadza się na rosnącą inflację. Efektem takiego działania byłby między innymi mniejszy popyt na mieszkania i na kredyty hipoteczne. Dziś szacuje się, że jeśli nasza główna stopa wzrośnie do 7,5 proc, to wysokość raty dla kredytu o wartości 500 tysięcy złotych podniesie się do około 80 proc. średniego wynagrodzenia w Polsce.

Hiperinflacji nie będzie

Jednak naszemu krajowi z pewnością nie zagraża galopująca inflacja. Hiperinflację definiuje się najczęściej jako wzrost cen o około tysiąc procent rocznie. Jest ona niezwykłą rzadkością w krajach rozwiniętych. Jednak w Wenezueli w 2018 roku stopa inflacji przekroczyła milion procent w skali roku.

W Polsce z hiperinflacją mieliśmy do czynienia na przełomie lat 80. i 90., zaraz po upadku PRL. Jej zduszeniem zajmował się wicepremier pierwszego niekomunistycznego rządu Leszek Balcerowicz. W 1994 roku za kilogram szynki płaciło się 128 tysięcy złotych, a za kilogram cukru - 9 500 złotych. Pokłosiem tamtych burzliwych wydarzeń była denominacja pieniądza przeprowadzona w 1995 roku przez NBP  - stare 10 tysięcy złotych stało się nową złotówką.

Hiperinflacja powoduje obniżenie wartości waluty i może sprawić, że zaczyna być ona bezwartościowa. Ma to wielki wpływ na gospodarkę kraju. Pozbawia wpływów z podatków, zamyka przedsiębiorstwa, podnosi stopę bezrobocia i powoduje, że koszty życia stają się tak wysokie, że dochodzi do niestabilności politycznej. Gdy ceny nadmiernie rosną, gotówka lub oszczędności zdeponowane w bankach lawinowo tracą na wartości. Ludzie zazwyczaj gromadzą w nadmiarze towary, w tym łatwo psujące się, co z kolei może powodować niedobory w zaopatrzeniu w żywność.

Nie tylko putinflacja

Bartosz Sawicki podkreśla, że dzisiejsza wysoka inflacja w Polsce to w dużej mierze rezultat napaści Rosji na Ukrainę. Jednak choć dynamika cen jest następstwem przede wszystkim szoków podażowych, które w ostatnich trzech latach zaburzyły procesy gospodarcze, to w naszym przypadku trafiły one na podatny grunt rosnącej w kilkuprocentowym tempie konsumpcji i rozgrzanego rynku pracy.

Analityk Cinkciarz.pl zwraca uwagę na fakt, że bardzo złe skutki przynosi spór polskiego rządu z Komisją Europejską o wielkie pieniądze składające się na Krajowy Plan Odbudowy. Ich brak odciska piętno na notowaniach polskiej waluty, i tak już mocno poturbowanej w okresie zawirowań rynkowych.

Słabość złotego sprawia, że w swoisty sposób importujemy do Polski dodatkowe procenty inflacji, więcej płacąc za wszystkie towary rozliczane w głównych walutach świata. Zdecydowanie najsilniejszy wśród nich jest dolar amerykański, który w tym roku podrożał o prawie 20 procent - z 4,05 do 4,80 złotego. Mocniejszy dolar to między innymi droższa ropa naftowa i dlatego właśnie duży udział w podbijaniu polskiej inflacji mają ceny paliw na stacjach benzynowych.

USD/PLN

4,5887 -0,0102 -0,22% akt.: 17.08.2022, 07:16
  • Kurs kupna 4,5869
  • Kurs sprzedaży 4,5904
  • Max 4,5957
  • Min 4,5834
  • Kurs średni 4,5887
  • Kurs odniesienia 4,5989
Zobacz również: USD/GBP SEK/PLN NZD/PLN

Co gorsza, pojawiają się sygnały, że polska gospodarka (to samo dotyczy innych państw UE) zaczęła ostro hamować. Seria ostatnich danych statystycznych jednoznacznie pokazuje, że rozczarowała zarówno dynamika sprzedaży detalicznej, jak i produkcji przemysłowej. Nastroje przedsiębiorstw i konsumentów są minorowe, a wskaźnik koniunktury PMI w przemyśle znalazł się na wyjątkowo niskim poziomie. Wynosi 44,4, podczas gdy wynik poniżej 50 jest uznawany za przejaw tendencji recesyjnych.

- Światełkiem w tunelu, zwiastującym słabnięcie ryzyka utrwalenia się niebezpiecznie wysokiej inflacji, jest zahamowanie dynamiki wynagrodzeń, która w maju pierwszy raz od epizodu na początku pandemii jest poniżej rocznego tempa wzrostu cen. Schłodzenie popytu w gospodarce jest nieuniknione i od dawna było spodziewane, a dla złotego może być wręcz korzystne. Jest bowiem szansą uniknięcia większej destabilizacji makroekonomicznej. Czarny scenariusz na przyszłość mógłby polegać na gwałtownym pogorszeniu się sytuacji w bilansie płatniczym, wzroście deficytu budżetowego i słabnięciu dynamiki PKB przy utrzymywaniu się inflacji wyższej niż w innych krajach - podsumowuje Bartosz Sawicki.

Jacek Brzeski

Zaobacz również: 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »