Reklama

Wszystko trzeba odbudować na Ukrainie

Bezpośrednie straty w ukraińskiej infrastrukturze wyrządzone przez rosyjskiego agresora jeszcze wiosną przekroczyły 100 mld dol. i z dnia na dzień stają się coraz większe. Wśród państw, jakie już zadeklarowały udział w odbudowie Ukrainy ze zniszczeń wojennych znalazła się także Polska.

Pomagajmy Ukrainie - Ty też możesz pomóc

  • Setki przedsiębiorstw zostały zniszczone. Wśród nich jest skomplikowana, niebezpieczna produkcja - chemia, metalurgia
  • Z miast najbardziej ucierpiały Mariupol, Charków, Czernihów, Siewierodonieck i Lisiczańsk
  • Wojna jeszcze się nie skończyła, ale w niektórych miejscach, uwolnionych spod rosyjskiej okupacji, już zaczęła się odbudowa

Reklama

Na skutek działań wojennych ucierpiały tereny 10 obwodów, czyli ukraińskiego odpowiednika polskich województw z niemal 4 tys. miejscowości. Ukrainie udało się około tysiąca z nich wyzwolić i tam można rozpocząć prace nad odbudową ze zniszczeń.

Gigantyczna skala zniszczeń

"Większość z nich potrzebuje odbudowy, setki z nich zostały całkowicie zniszczone przez rosyjska armię, trzeba je będzie faktycznie zbudować na nowo. Ale oprócz tego, dziesiątki miast w innych obwodach Ukrainy było celem ataków rakietowych. Setki przedsiębiorstw zostało zniszczone. Wśród nich jest skomplikowana, bardzo niebezpieczna produkcja - to chemia, to metalurgia. Oczywiście, zaczęliśmy już przywracać normalne życie na własną rękę na wyzwolonych terenach. Ale aby realizować tak ogromny projekt w całym kraju, aby zapewnić nowe standardy bezpieczeństwa, nową jakość życia, można to osiągnąć tylko włączając w to międzynarodowe siły" - tak w lipcu, w przeddzień rozpoczęcia międzynarodowej konferencji w szwajcarskim Lugano, poświęconej odbudowie Ukrainy, opisywał sytuację ukraiński prezydent Wołodymyr Zelenski.

Jego zdaniem konieczna jest nie tylko odbudowa wszystkiego co zniszczyli najeźdźcy, ale też stworzenie fundamentów pod nową rzeczywistość. A to wymagać będzie miliardowych nakładów, wielokrotnie przewyższających wartość tego co zniszczyli Rosjanie, a oprócz pieniędzy także nowoczesnych technologii, najlepszych praktyk, doświadczenia i oczywiście reform.

"W rzeczywistości jest to największy gospodarczy projekt naszych czasów w Europie i dający nadzwyczajne możliwości pokazania się i państwom, i firmom, jakie zaprosimy do pracy na Ukrainie" - zachęcał ukraiński prezydent.

Minister infrastruktury Ołeksandr Kubrakow szacował pod koniec czerwca, że straty Ukrainy w zakresie infrastruktury, spowodowane zniszczeniami wojennymi, sięgają 20-30 proc. Trzeba będzie odbudować zniszczone mosty, drogi, porty, kolej i lotniska. Jeśli chodzi o sferę mieszkaniową najbardziej ucierpiały Mariupol, Charków, Czernihów, Siewierodonieck i Lisiczańsk. Ogólna suma strat Ukrainy spowodowanych zniszczeniem infrastruktury, budynków i obiektów gospodarczych oraz substancji mieszkaniowej sięgnęła pod koniec maja 105,5 mld dol.

"Domy straciło setki tysięcy ludzi, oczekujemy że takich osób będzie więcej. W Mariupolu na przykład zrujnowano wszystko. Łącznie w rezultacie wojny uszkodzono, zrujnowano albo zagarnięto ponad 44 mln mkw. powierzchni mieszkaniowej" - opowiadał w wywiadzie dla francuskiego "Le Monde".

Wojna jeszcze się nie skończyła, ale w niektórych miejscach, uwolnionych spod rosyjskiej okupacji, już zaczęła się odbudowa. Z powodu jednak braku środków jest ona mocno spowolniona i na razie obejmuje jedynie najniezbędniejsze obiekty.

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Konferencja w Lugano

Ukraina swój punkt widzenia na temat problemów odbudowy i udziału w niej państw zachodnich, przedstawiła podczas poświęconej temu zagadnieniu międzynarodowej konferencji w szwajcarskim Lugano. Jednak, jak ocenia część ukraińskich komentatorów, szansy na jasne postawienie sprawy - czego konkretnie oczekuje nasz sąsiad - nie wykorzystano.

Szef kijowskiego think-tanku Ukraińskiego Instytutu Przyszłości Jurij Romanenko uważa, że zamiast jasnego postawienia sprawy zachodnim partnerom przedstawiono rozpisany na 750 mld dol. "koncert życzeń".

Spośród aż 17 "narodowych programów" przygotowanych przez ukraiński rząd w ramach "Planu odbudowy i rozwoju" jedynie dwa w całości rzeczywiście dotyczą odbudowy Ukrainy ze zniszczeń wojennych. Są to: "Odbudowa i modernizacja obiektów mieszkaniowych i infrastruktury regionów", plan oszacowany na 150-250 mld dol. oraz "Odbudowa i modernizacja infrastruktury socjalnej" wartości 35 mld dol.

Pośrednio związane z odbudową są programy: "Wzmocnienie obrony i bezpieczeństwa", "Rozszerzenie i integracja logistyki z UE" (choć akurat te dwa programy same w sobie mogą być interesujące w szczególności dla Polski) oraz "Energetyczna niezależność i Zielony Kurs".

Reszta to kolejne urzędnicze pomysły zrobienia "czegoś", z których zazwyczaj potem nic lub niewiele wynika. Mamy więc i "Wzmocnienie instytucjonalnej zdolności", gdzie wpisano drobiazgowo mało interesujące dla uczestników procesu odbudowy kwestie organizacji struktur administracyjnych, które jeśli Ukraina uważa za właściwe powinna po prostu załatwiać we własnym zakresie zamiast absorbować nimi swoich zagranicznych partnerów. Mamy niezwiązane z odbudową takie programy, jak "Cyfrowe państwo", "Dążenie do integracji z UE", "Odbudowę czystego i zabezpieczonego środowiska", "Poprawa środowiska biznesowego" (to nie rosyjskie rakiety je wszak zniszczyły, tylko wszechobecna rodzima korupcja i równie rodzime urzędnicze bezprawie), "Zabezpieczenie konkurencyjnego dostępu do kapitału", "Zabezpieczenie makrofinansowej stabilności", "Rozwój sektorów gospodarki z wartością dodaną", "Rozwój systemu oświaty", "Modernizację systemu ochrony zdrowia", "Rozwój systemu kultury i sportu", "Zabezpieczenie efektywnej polityki socjalnej" (szczególnie "udany" program zważywszy na ostatnie decyzje kadrowe, o czym niżej).

W sumie projekty niezwiązane lub słabo związane z odbudową Ukrainy ze zniszczeń wojennych kwotowo kilkakrotnie przekraczają te realnie związane z wojną.

Pewnym wyjaśnieniem, dlaczego rządowy program odbudowy przyjął taką a nie inną formę, jest informacja podana przez ukraińskiego premiera Denisa Szmyhala o tym, że nad powstaniem, stworzonego w sześć tygodni dokumentu, pracowało aż 3000 współautorów, co miałoby być jego atutem, a w rzeczywistości dowodzi jedynie braku elementarnej wiedzy z zakresu zarządzania. I biorąc pod uwagę rządowy pomysł dotyczący mianowania, w newralgicznym w czasie wojny, na stanowisko wiceminister w ministerstwie polityki socjalnej 25-latki Anna Siergiejewnej, której jedynym doświadczeniem zawodowym jest "konsultowanie salonów piękności i zakładów fryzjerskich", to na jakieś szczególne zmiany w tym zakresie nad Dnieprem raczej się nie zanosi.

Nie należy się więc dziwić, że szczyt w Lugano, zamiast konkretów, przyniósł dość mętną deklarację, w której zachodni partnerzy Ukrainy nie tylko podkreślili, że "nie ma ona obowiązującej mocy", ale też wpisali w nią m.in. obowiązek przestrzegania przez Ukrainę w procesie odbudowy "równości genderowej".

W oczekiwaniu na Polskę

Wśród państw, jakie już zadeklarowały udział w odbudowie Ukrainy ze zniszczeń wojennych znalazła się i Polska.

W czerwcu rządy Ukrainy i Polski podpisały wspólną deklarację,  zgodnie z którą firmy z naszego kraju mają zaangażować się na terenie jednego z głównych technologicznych centrów Ukrainy - obwodu charkowskiego. W dokumencie wskazano też priorytetowe kierunki współpracy gospodarczej - to: sfera wojskowo-techniczna, obronno-przemysłowa, handlowa, gałęzie wysokotechnologiczne, energetyka.

Na polskie firmy, zainteresowane udziałem w odbudowie Ukrainy, czekają nad Dnieprem z niecierpliwością. Warto jednak pamiętać, że wojna wcale nie zmienia ludzkich zachowań, a prywatne animozje wciąż potrafią wygrać z interesem publicznym. Przekonali się o tym całkiem niedawno mieszkańcy zrujnowanego rosyjskimi bombardowaniami Czernihowa, a wraz z nimi władze lokalne polskiego Rzeszowa.

Pod koniec czerwca mer Czernihowa Władysław Atroszenko i władze miejskie Rzeszowa mieli  podpisać umowę o wsparciu odbudowy położonego na północy Ukrainy miasta, które w lutym i w marcu zostało zrujnowane przez rosyjskich agresorów. W grę wchodziła m.in. odbudowa sieci wodociągowej, oczyszczalni ścieków i gospodarowanie odpadami komunalnymi. I choć rzeszowska rada miasta zwołała w tym celu specjalną sesję, do uroczystego podpisania umowy w ustalonym terminie nie doszło, bo... jadącego do Rzeszowa Atroszenki nie wypuszczono z Ukrainy.

Jak informował szef kijowskiego think-tanku Ukraiński Instytut Przyszłości Jurij Romanenko, który uczestniczył w negocjacjach dotyczących polskiego wsparcia dla Czernihowa, powodem takiej decyzji ukraińskich władz były animozje pomiędzy szefem podlegającej prezydentowi administracji obwodu czernihowskiego a merem.

"Trzy miesiące temu z przyjaciółmi stworzyłem Ukraiński Fundusz Przyszłości. Wykorzystując nasze kontakty w Europie, spróbowaliśmy organizować pomoc dla miast, które ucierpiały w działaniach wojennych. Atroszenko był jednym z tych, którzy podchwycili propozycje od razu. Mój przyjaciel organizował rozmowy z Polakami, projekty i wszystko inne od początku do końca. No i jak pracować w tym kraju i starać się zrobić go lepszym? (...) Ta historia to jakaś hańba. Wy w ten sposób wszystkich darczyńców rozpędzicie" - komentował sytuację ukraiński ekspert.

Michał Kozak
Dziennikarz ekonomiczny, korespondent Obserwatora Finansowego na Ukrainie.

***

Obserwator Finansowy
Dowiedz się więcej na temat: wojna w Ukrainie | Ukraina | Rosja | odbudowa Ukrainy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »