Reklama

Zabrać nasze składki do ZUS!

Sądzę, że przekonam rząd do przygotowanego przez mój resort projektu zmian w ustawie o emeryturach kapitałowych - powiedziała minister pracy Jolanta Fedak.

Fedak poinformowała, że projekt zmian w ustawie o emeryturach kapitałowych ma być przedmiotem obrad przyszłotygodniowego posiedzenia Komitetu Stałego Rady Ministrów. Jej zdaniem, mimo trwających od wielu miesięcy dyskusji nad tym projektem, nie spowoduje on nieporozumień między koalicjantami. Według założeń do projektu nowelizacji ustawy o emeryturach kapitałowych przygotowanych przez resort pracy, osoby odchodzące na emeryturę będą mogły wybrać oszczędności z Otwartych Funduszy Emerytalnych i przeznaczyć je na dowolny cel.

Inna propozycja zakłada zmianę podziału składki między ZUS i OFE. Do ZUS miałoby trafiać 16,5 proc. miesięcznej pensji pracownika, zaś do OFE 3 proc. Obecnie do ZUS trafia 12,2 proc. pensji, a do OFE 7,3 proc.

Reklama

W projekcie założeń znalazły się też przepisy, które będą umożliwiały wychodzenie z OFE przez osoby, które je dobrowolnie wybrały (urodzone w l. 1949-1968). Dopiero rozpoczynający pracę mają mieć prawo decydowania, czy chcą oszczędzać na emeryturę w ZUS i OFE, czy tylko w ZUS.

- Jednoznacznie za moim projektem opowiada się minister finansów Jacek Rostowski, a jesteśmy przecież z różnych ugrupowań wchodzących w skład koalicji - powiedziała Fedak.

Wyjaśniła, że zastrzeżenia do projektu zgłosił minister skarbu Aleksander Grad obawiając się, że - gdyby wszedł on w życie - to zbyt mało pieniędzy gromadzonych na przyszłe emerytury mogłoby być lokowane w akcjach. Fedak uważa jednak, że nie jest to żadne konkretne zagrożenie, choćby dlatego, że obecnie OFE mogą nawet 100 proc. swoich aktywów ulokować w obligacjach, rezygnując z akcji.

Przepisy przewidują, że OFE mogą inwestować w akcje do 40 proc. swoich aktywów. Reszta lokowana jest w obligacjach. Ten stosunek może być inny, z większą przewagą obligacji nad akcjami.

Fedak zaprzeczyła pojawiającym się w mediach informacjom, że jej projektowi przeciwny jest szef MSZ Radosław Sikorski. - W rozmowie ze mną deklarował, że opowiada się za projektem - powiedziała. - W przygotowanym przez resort pracy projekcie rozwiązujemy wszystkie najpilniejsze problemy, nie tylko te związane z długiem publicznym, ale także z bezpieczeństwem emerytur. Przedstawiamy też sposób wypłaty emerytur osobom funkcjonujących w systemie kapitałowym, które otrzymają emerytury z OFE i ZUS - powiedziała Fedak.

Minister pracy Jolanta Fedak uważa, że wysokość rent powinna zależeć od kwoty składek zebranych przez ubezpieczonego w trakcie pracy zawodowej. Projekt przepisów w tej sprawie został już skierowany do uzgodnień międzyresortowych i społecznych. Fedak powiedziała PAP, że sposób naliczania rent powinien być oparty o system kapitałowy tak, jak emerytury osób należących do ZUS i Otwartych Funduszy Emerytalnych.

Minister pracy wyjaśniła, że chodzi o to, by w przyszłości renty były wyliczanie na podstawie kwot, jakie ubezpieczony zgromadził na swoim indywidualnym koncie emerytalno-rentowym oraz o hipotetyczne kwoty, jakie zebrałby na tym koncie do osiągnięcia wieku emerytalnego, gdyby wcześniej nie zachorował i nie musiał odejść na rentę. - Zmieniamy też dodatki, np. do rent z tytułu utraty jedynego żywiciela rodziny, co ma pomóc kobietom wychowującym dzieci i samym dzieciom - powiedziała minister. Zaznaczyła, że "takie renty mają charakter ubezpieczeniowy i powinny mieć odpowiednią wysokość". Nie sprecyzowała, o jaką kwotę chodzi.

Zdaniem Fedak nowy sposób wyliczania rent może doprowadzić do tego, że w niektórych przypadkach renty będą niższe od obecnych. - Trzeba jednak pamiętać, że osoby, które będą stosunkowo długo pracowały i dobrze zarabiały, będę miały renty wyższe od tych, które mogłyby otrzymać w obecnym systemie - dodała. - Chcemy zapobiec sytuacjom, w których renty, bez uzasadnionej przyczyny, mogą być wyższe niż emerytury - powiedziała Fedak.

Zaznaczyła, że projekt resortu pracy nie wprowadza żadnych zmian dla obecnych rencistów. "W ich wypadku nic się nie zmieni, a nowe zasady będą dotyczyły jedynie osób, które zostaną rencistami po wejściu w życie nowych przepisów" - wyjaśniła.

Wojna o kasę

Od 1 marca 2010 r. najniższa renta z tytułu całkowitej niezdolności do pracy i renta rodzinna wynoszą 706 zł 29 gr. Renta z tytułu częściowej niezdolności do pracy to 543 zł 29 gr. Renta z tytułu całkowitej niezdolności do pracy w związku z wypadkiem lub chorobą zawodową i renta rodzinna wypadkowa - 847 zł 55 gr. Renta z tytułu częściowej niezdolności do pracy w związku z wypadkiem lub chorobą zawodową - 651 zł 95 gr.

Fedak zaznaczyła, że istotnym elementem przygotowanego przez resort pracy nowego systemu rentowego będzie możliwość nieograniczonego dorabiania przez rencistów. - Jeżeli rencista znajdzie pracę pozwalającą mu na osiąganie dodatkowych dochodów, to nie chcielibyśmy tego ograniczać żadnymi limitami - powiedziała minister pracy.

Obecnie rencista, bez obawy o utratę lub zmniejszenie świadczenia z ZUS, może zarobić rocznie do 70 proc. przeciętnego rocznego wynagrodzenia (za 2009 r. jest to kwota 25 tys. 999 zł 80 gr.). Gdy wielkość tę przekroczy, renta zostanie mu odpowiednio zmniejszona. Jeżeli natomiast roczne wynagrodzenie rencisty przekroczy 130 proc. średniej rocznej płacy (za 2009 r. jest to kwota 48 tys. 285 zł 20 gr.), renta zostaje zawieszona do czasu, gdy dochody rencisty ulegną zmniejszeniu lub w ogóle przestanie on zarabiać.

Eksperci krytykują pomysł Fedak ws. składek do OFE

W opinii ekspertów pomysł minister pracy Jolanty Fedak, by na dwa lata zawiesić przekazywanie przez ZUS składek do OFE jest zły, bo narusza zasady reformy emerytalnej i rodzi niebezpieczeństwo, że przyszłe emerytury będą jeszcze niższe od przewidywanych.

Minister Fedak powiedziała na czwartkowej konferencji prasowej, że zaproponuje rządowi obniżenie lub zawieszenie na dwa lata przekazywania przez ZUS składek do Otwartych Funduszy Emerytalnych.

Obecnie z pensji ubezpieczonego potrącane jest na cele emerytalno-rentowe 19,5 proc. Pieniądze te trafiają do ZUS, po czym 12,2 proc. składki pozostaje w ZUS, a 7,3 proc. przekazywane jest na indywidualne konto ubezpieczonego w OFE.

Zdaniem Jeremiego Mordasewicza z PKPP Lewiatan propozycja minister Fedak jest zła, bo "podważa zaufanie do systemu emerytalnego opartego na dwóch filarach - ZUS i OFE".

Zgodnie z reformą, która weszła w życie z początkiem 1999 r., system emerytalny opiera się na dwóch filarach. Pierwszy to ZUS, w którym składki gromadzone są na kontach ubezpieczonych i waloryzowane w zależności od wzrostu wynagrodzeń. Drugi filar to OFE. Składki, które tam trafiają, są inwestowane w akcje lub obligacje, a więc wartość tych środków uzależniona jest od sytuacji rynkowej. - Skoro politycy mogą teraz sięgnąć po nasze pieniądze dla bieżących potrzeb budżetu, to nie ma żadnej pewności, że nie będą robić tego w przyszłości. W efekcie należy spodziewać się, że ludzie będą starali się, w większym stopniu niż obecnie, unikać płacenia składek na swoje przyszłe emerytury, np. uciekając w szarą strefę - powiedział Mordasewicz.

Wyjaśnił, że propozycja Fedak prowadzi do sytuacji, w której pieniądze ubezpieczonych będą wprawdzie księgowane na ich kontach w ZUS, ale natychmiast wydawane na bieżące potrzeby obecnych emerytów. - kładki będą waloryzowane, ale należy spodziewać się, że zysk ubezpieczonych będzie niższy od tego, jaki mieliby, gdyby składki trafiły do OFE - powiedział ekspert Lewiatana.

Mordasewicz zaznaczył, że nie ma pewności, czy po dwóch latach pieniądze pozostawione w ZUS zostałyby przekazane na konta ubezpieczonych w OFE. - Istnieje niebezpieczeństwo, że już zawsze pozostałyby one w ZUS, a to całkowicie naruszałoby reformę emerytalną z 1999 r. - dodał.

W opinii Bogdana Wyżnikiewicza z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową zawieszenie przekazywania czy obniżenie przekazywanych do OFE składek wpłynie na zmniejszenie przyszłych emerytur. - Jest to próba wyrwania z OFE pieniędzy, za wszelką cenę - podkreślił.

Wiktor Wojciechowski z Forum Obywatelskiego Rozwoju powiedział, że "gdyby rząd zdecydował się na nieprzekazywanie składek do OFE, choćby na pewien czas, skutkiem byłoby formalne zmniejszenie długu publicznego, ale nie rozwiązałoby to problemu zbyt wysokich wydatków publicznych". - Byłby to zabieg czysto księgowy, bo zobowiązania emerytalne nadal by narastały, tyle że na kontach Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, z którego wypłacane są emerytury z ZUS. Problem zostałby więc odłożony w czasie, ale w przyszłości budżet i tak musiałby znaleźć pieniądze na wypłaty dla emerytów - powiedział Wojciechowski. Ekspert FOR podkreślił, że "wprawdzie część państw europejskich zdecydowała się ostatnio na zawieszenie lub ograniczenie przekazywania składek do filara kapitałowego, czyli odpowiedników polskich OFE, ale państwa te są w znacznie gorszej sytuacji finansowej niż Polska".

- Propozycja minister pracy nas zaskoczyła. Mam wątpliwość, czy dla ratowania budżetu trzeba wykonywać tak radykalne ruchy - powiedziała wiceprzewodnicząca Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych Wiesława Taranowska. Jej zdaniem "minister przedstawiła swoją propozycję raczej sondażowo". Taranowska podkreśliła, że trzeba poznać więcej szczegółów pomysłu Fedak. Według Taranowskiej, "lepsza byłaby kompleksowa reforma systemu emerytalnego skierowana już przez resort pracy do rządu, pozwalająca ubezpieczonym wychodzić z OFE lub w ogóle do nich nie przystępować".

Naszym zdaniem

Nasze OFE po 10 dobrych latach dla polskiej gospodarki i intensywnych wysiłkach inwestycyjnych zarobiły od 16 do 90 zł, tj. średnio 56 zł na głowę. Dziw bierze, że władze odpowiedzialne za finanse publiczne i system emerytury tak późno dostrzegły, że coś tu nie gra.

Zamiast likwidować OFE lub zmniejszać przekazywaną do nich część składki, co proponuje MPiPS, powinniśmy wyciągnąć wnioski z dziesięcioletnich doświadczeń działalności OFE. Należy zmienić regulacje, by efektywnie płacić za korzystne pomnażanie naszych oszczędności i wypracowane zyski, a nie kupowanie obligacji skarbowych.

MZ

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »