Reklama

Zajęcia WF w klubie fitness? "Korzyści byłyby kolosalne"

Nowe wytyczne dla szkół dotyczące organizacji nauczania stacjonarnego w czasie pandemii mogą doprowadzić do ograniczenia zajęć wychowania fizycznego - alarmują lekarze i trenerzy. To problem w dobie alarmujących doniesień na temat rosnącej liczby dzieci z nadwagą i otyłością oraz problemów z pandemicznym bezruchem młodzieży. Branża fitness proponuje, aby nie rezygnować z WF-u, ale przenieść go do klubów fitness i na siłownie.

Resort edukacji we współpracy z Ministerstwem Zdrowia i Głównym Inspektorem Sanitarnym przygotował nowe wytyczne dla szkół podstawowych i ponadpodstawowych na temat ich funkcjonowania w trybie stacjonarnym. Z dokumentu wynika, że "podczas realizacji zajęć, w tym zajęć wychowania fizycznego i sportowych, w których nie można zachować dystansu, należy zrezygnować z ćwiczeń i gier kontaktowych. Zaleca się też "korzystanie przez uczniów z boiska szkolnego oraz pobyt na świeżym powietrzu na terenie szkoły" oraz wychodzenie z uczniami na spacery.

Czytaj również: Dlaczego warto ćwiczyć i chodzić na lekcje WF-u?

Reklama

Idzie jesień, co z ćwiczeniami?

Rekomendacje nie spodobały się branży fitness oraz lekarzom. Chociaż to jedynie zalecenia, to w praktyce mogą oznaczać rezygnację z zajęć WF w tych placówkach, które nie dysponują infrastrukturą umożliwiającą zachowanie odpowiedniego dystansu między uczniami.

- Dzieci i tak spędzają ze sobą większość czasu podczas zajęć w klasie i na przerwach - zauważa kardiolog sportu prof. dr hab. n. med. Łukasz Małek z Narodowego Instytutu Kardiologii i dodaje, że z tego punktu widzenia wytyczne resortu są niezrozumiałe, bo kontakt podczas zajęć WF nie będzie obarczony dużo większym ryzykiem niż w trakcie innych lekcji.

Kardiolog wskazuje też, że w wytycznych ministerstwa nie wyszczególniono, o jakie gry kontaktowe chodzi, a większość zajęć WF odbywa się właśnie w formie gier zespołowych. W dodatku nadchodzi jesień, więc większość zajęć odbywa się na salach gimnastycznych.

 - W związku z tym istnieje obawa, że dzieci albo nie będą miały w ogóle WF-u z racji tego, że odbywa się on na sali gimnastycznej i ktoś uzna, że większość uczniów jest kontakcie, albo zgodnie z zaleceniami dzieci będą wychodzić na spacery. A to nie jest aktywność, której dzieci w wieku szkolnym potrzebują. Wytyczne kardiologiczne mówią, że dzieci powinny mieć minimum godzinę dziennie żywiołowej aktywności. Spacer czy niewielka aktywność nie zaspokaja tych potrzeb - ocenia prof. Małek. Wskazuje też, że dzieciom, które nie były uczone aktywności fizycznej w wieku szkolnym, będzie coraz trudniej podejmować wysiłek fizyczny.

Koszty na lata

Zalecenia mogą też ograniczyć zajęcia pozalekcyjne i działalność Szkolnych Klubów Sportowych. Nauczyciele z obawy przed nieprzestrzeganiem rekomendacji resortu mogą bowiem rezygnować nie tylko z lekcji WF-u, ale także z dodatkowych zajęć sportowych.

- Zamiast odrabiać te straty, które dokonały się przez ostatnie półtora roku, kiedy dzieci praktycznie w ogóle nie miały aktywności fizycznej, siedziały w domach i uczyły się zdalnie, to wprowadza się zalecenie, które jeszcze pogłębia te problemy związane z bezruchem - mówi kardiolog.

Wtóruje mu Bogdan Krauss, specjalista treningu medycznego. - Trzeba zwrócić uwagę na bardzo konkretne koszty takich ograniczeń. Kosztem jest przede wszystkim to, że dzieciom w dalszym ciągu ogranicza się aktywność ruchową, której i tak mają za mało. Moja żona jest nauczycielką WF-u i obserwuje, że poziom sprawności fizycznej u dzieci obniża się z roku na rok. Wiadomo też, że procent zapadalności na choroby cywilizacyjne takie jak cukrzyca typu II, nadciśnienie, otyłość też sukcesywnie rośnie u dzieci. Koszty zdrowotne takich działań będą więc bardzo wysokie - uważa.

Zaniepokojeni są również dietetycy. - Na co dzień współpracują z nastolatkami, które przez okres pandemii niestety borykają się z problemami z nadwagą i otyłością. Przez te półtora roku rekordziści przytyli nawet po kilkanaście kilogramów. Problem jest bardzo duży. Dochodzą do tego aspekty depresyjne. Dzieci były zamknięte, odizolowane, brakowało im kontaktu z rówieśnikami, a to pociąga za sobą podjadanie i rekompensatę izolowania. To błędne koło. Z medycznego punktu widzenia ja jako dietetyk i trener pod takimi zaleceniami się nie podpisuję i mam nadzieję, że ograniczenie aktywności ruchowej dzieci nie będzie wdrożone w najbliższym czasie, bo byłoby to z dużą krzywdą dla młodego pokolenia - mówi Monika Krynicka-Gać. Jak dodaje, skutki pandemii młode pokolenie będzie odczuwało o wiele dłużej niż ewentualne następstwa samej choroby covid-19.

Narodowy problem

- Pod względem otyłości społeczeństwa Polska znajduje się niestety na europejskim podium. Jak wiemy ryba psuje się od głowy, więc wszelkie początki otyłości zaczynają się w wieku wczesnoszkolnym. Dlatego już na tym wczesnym etapie, na przykład podczas szkolnych lekcji WF, których i tak jest stanowczo za mało, należy zadbać o profilaktykę związane z aktywnością fizyczną wśród najmłodszych. Mamy wystarczająco obciążoną służbę zdrowia, żeby dokładać jej kolejnych pacjentów, bo nie dbamy o aspekty związane z aktywnością ruchową, chociaż odbieramy sygnały, że należy się zająć tym problemem - tłumaczy Tomasz Napiórkowski, prezes Polskiej Federacji Fitness.

W imieniu branży proponuje Ministerstwu Edukacji rozwiązanie kwestii WF-u w czasie pandemii. - Te szkoły, które nie mają odpowiedniej infrastruktury do prowadzenia zajęć wychowania fizycznego zgodnie z zaleceniami, mogłyby realizować WF w klubach fitness i na siłowniach, które w godzinach zajęć szkolnych praktycznie świecą pustkami. Koszt takiego przedsięwzięcia z pewnością zmieściłby się w budżecie ministerstwa, a korzyści z tego płynące byłyby kolosalne - uważa Napiórkowski.

Dodaje też, że w wielu krajach europejskich, ale również w Stanach Zjednoczonych, oblicza się oszczędności, jakie zyskuje służba zdrowia na profilaktyce związanej z aktywnością fizyczną. - W Stanach Zjednoczonych obliczono, że każdy dolar wydany na aktywność fizyczną, to 4 dolary oszczędności w budżecie na ochronę zdrowia. Każdy milion złotych zainwestowany z pozycji resortu edukacji w taki program, to 4 mln złotych oszczędności w budżecie Ministerstwa Zdrowia. Każda inwestycja, która jest na plusie jest warta rozważenia i to z tego miejsca, rekomendujemy Ministerstwu Edukacji - podsumowuje prezes PFF.

Jak wynika z danych  na które powoływał się NFZ w swoim raporcie o szkodliwości cukru w Polsce z nadmiarem zbędnych kilogramów zmaga się 31 proc. chłopców i 20 proc. dziewczynek. Otyłość to z kolei problem aż 13 proc. chłopców i 5 proc. dziewczynek.

Dominika Pietrzyk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »