Reklama

Zakaz chowu klatkowego w Unii od 2027 roku? "Sprzeciwiamy się temu"

Komisja Europejska zaproponuje stopniowe znoszenie klatek dla zwierząt gospodarskich na terenie UE. To odpowiedź na europejską inicjatywę obywatelską "End the Cage Age" ("Koniec epoki klatkowej"). Koniec ery chowu klatkowego miałby nastąpić w 2027 roku. Pomysł ten spotyka się ze sprzeciwem hodowców zwierząt.

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Wniosek ustawodawczy w sprawie stopniowego znoszenia, a ostatecznie zakazu chowu klatkowego na terenie Unii Europejskiej ma pojawić się do 2023 roku. Wniosek Komisji Europejskiej będzie dotyczył w szczególności zwierząt już objętych prawodawstwem, np. kur niosek, loch i cieląt oraz innych zwierząt wymienionych w europejskiej inicjatywie obywatelskiej: królików, młodych kur, hodowlanych kur niosek, hodowlanych kur brojlerów, przepiórek, kaczek i gęsi.

Reklama

KE zapowiedziała, że rolnicy, którzy obecnie zajmują się chowem klatkowym, nie zostaną bez pomocy. W nowej polityce rolnej ma pojawić się wsparcie finansowe i zachęty - takie jak nowy instrument dotyczący ekoprogramów - które mają wesprzeć rolników w przejściu na obiekty bardziej przyjazne zwierzętom zgodnie z nowymi normami. Proponowane przepisy miałyby wejść w życie od 2027 roku.

Spór o klatkę

- Nie byłbym taki pewien, że wszystkie kraje Unii Europejskiej zgodzą się na taki dyktat grupki ludzi, którzy podpisali się pod wnioskiem o zniesienie chowu klatkowego. My się temu sprzeciwiamy, bo to wniosek, który kieruje się emocjami, a nie faktami. Kury nioski, które żyją w klatkach, wcale nie czują się nieszczęśliwe. Mało tego one czują się szczęśliwe, mają duże poczucie komfortu i odzwierciedlają to wielką produktywnością, największą ze wszystkich rodzajów produkcji - mówi Interii Andrzej Danielak, prezes Polskiego Związku Zrzeszeń i Hodowców i Producentów Drobiu.

- Naszym zdaniem organizacje, które rzekomo kierują się dobrem zwierząt, są opłacane przez konkurencję po to, żeby zniszczyć produkcję europejską i żeby nasi zagraniczni konkurenci mieli gigantyczne korzyści z tego tytułu. To jest w interesie obcych, gospodarczych sił - dodaje Danielak.

Na jego argumenty odpowiada Małgorzata Szadkowska, prezeska Fundacji Compassion Polska i członkini komitetu obywatelskiego EIO "Koniec Epoki Klatkowej". - Żaden z dotychczas opracowanych systemów klatkowych nie zapewnia przestrzeni wystarczającej do zaspokojenia potrzeb etologicznych jakiegokolwiek gatunku zwierząt hodowlanych - ocenia. Odnosi się również do zarzutu o wspieraniu wrogiej konkurencji spoza UE. - To wyjątkowo absurdalny zarzut. Nasza fundacja została założona przez hodowcę (!), a działa tylko dzięki wpłatom darczyńców, którym zależy na losie zwierząt. I naszym zadaniem jest najbardziej efektywne wykorzystywanie zebranych w ten sposób środków, a więc pomoc największej liczbie zwierząt takich jak kury, cielęta, świnie czy króliki - podkreśla Szadkowka.

Dobrostan ptaków

W Polsce funkcjonuje ok. 600 ferm drobiu. Jak wynika z danych Krajowej Izby Producentów Drobiu i Pasz w 2018 roku w Polsce zarejestrowanych było 48,5 mln stanowisk dla kur nieśnych. Chów klatkowy stanowił wówczas 84,5 proc. hodowli. W przypadku całej Unii Europejskiej odpowiadał za 50,4 proc. hodowli.

- W Unii Europejskiej hodowla jaj klatkowych jest regulowana przez bardzo szczegółowe przepisy dyrektywy, które zostały dodatkowo zaostrzone kilka lat temu. Kury żyjące w klatkach są otoczone najlepszą opieką - mówi Andrzej Danielak. Jak argumentuje, każda kura musi mieć odpowiednią liczbę metrów kwadratowych do dyspozycji. - Powietrze, którym oddychają kury, jest takiej samej jakości jak powietrze na zewnątrz. Dostają do picia taką samą wodę, jaką piją ludzie. Pasza, którą spożywają jest w 100 proc. kontrolowana przez weterynarza. Dostają różne zabawki, mają miejsce do kąpieli w piasku. To jest przestrzeń, która w pełni zaspokaja poziom emocjonalny kury - uważa hodowca.

- Nie ma powodu, dla którego dobrze zaprojektowane systemy alternatywne nie mogłyby mieć tych samych standardów jeśli chodzi o paszę, wodę i jakość powietrza - ocenia Małgorzata Szadkowska. Wskazuje też, że przepisy dotyczące kur zostały ustanowione po raz pierwszy ponad 20 lat temu i nawet "ulepszone" klatki dla kur, które zaczęły obowiązywać później, są dziś w 2021 roku zupełnie nieadekwatne. Jak dodaje, badania naukowe, w tym raporty Weterynaryjnego Komitetu Naukowego Komisji Europejskiej oraz Europejskiej Agencji Bezpieczeństwa Żywności stwierdzają, że kury mają silny instynkt składania jaj w gniazdach, dziobania i grzebania w ziemi, kąpieli w piasku, grzędowania oraz rozkładania skrzydeł i trzepotania nimi.

- Brak możliwości wykonywania tych czynności ma po prostu negatywny wpływ na dobrostan ptaków. A bieganie, skakanie i latanie - powszechne i zdrowe zachowania kur - są po prostu niemożliwe w klatkach. Klatki przy wysokości 45 cm nie mają wystarczającej przestrzeni w pionie do trzepotania skrzydłami, ponadto uniemożliwiają grzędowanie na wysokości czy swobodne kąpiele piaskowe. Dodatkowo badania pokazują, że kury w klatkach są bardziej bojaźliwe - wyjaśnia Szadkowska.

Bezpieczne jajko

Andrzej Danielak wskazuje, że produkcja jajczarska w Polsce to 50 mln kur i w kraju nie ma tylu rolników, żeby pomieścić wszystkie kury na zewnątrz w komfortowych warunkach. - Nie krytykujemy innych metod hodowli, ale proszę sobie wyobrazić chów ściółkowy. Ściółka wykorzystywana w hodowli to mieszanina słomy, torfu i innych wiór, ale do tego dochodzi mieszanina odchodów kurzych. To fabryka biologiczna, która produkuje różnorodne gazy i te kury niestety oddychają wyziewami ze ściółki. Inne rodzaje hodowli prowolnościowych również opierają się na takiej czy innej formie ściółki - podkreśla prezes związku drobiarzy.

Wskazuje przy tym, że jeżeli weźmiemy do ręki jajko z chowu klatkowego i jajko z innego rodzaju produkcji, to bezpieczniejsze dla człowieka jest jajko z klatki. Bo kura nie wychodzi na zewnątrz i nie ulega wpływowi czynników zewnętrznych, nie jest narażona na pasożyty i choroby pochodzące od innych ptaków. Jak tłumaczy Danielak, Unia Europejska przyjęła sobie za punkt honoru produkowanie żywności o największym stopniu bezpieczeństwa i tak rzeczywiście jest. A to jajko z chowu klatkowego - podkreśla - jest odzwierciedleniem największego poziomu bezpieczeństwa dla człowieka. - Pod względem wartości odżywczej nie różni się niczym od jajek z innych rodzajów produkcji. A czym się różni? Ceną, bo jajka z wolnego wybiegu są o 60 proc. droższe niż te z klatki. Nie można pozbawić konsumentów dostępu do taniej i bezpiecznej żywności - wskazuje prezes PZZiHiPD.

Inne zdanie na temat bezpieczeństwa chowu klatkowego ma Małgorzata Szadkowska. - Hodowle masowe, przemysłowe mogą stwarzać większe ryzyko przenoszenia się patogenów i ich mutacji. Dowody zebrane przez Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności sugerują, że w przypadku kur i kurczaków hodowanych na mięso, przypadki ptasiej grypy występowały wręcz rzadziej wśród kur wolnowybiegowych. Są badania pokazujące, że to wśród kur klatkowych występuje więcej salmonelli i to ryzyko oszacowano nawet na dziesięciokrotnie wyższe wśród stad klatkowych w porównaniu ze stadami wolnowybiegowymi - podkreśla. I dodaje, że kury, które mają zapewnioną możliwość realizacji swoich potrzeb gatunkowych, cechują się niższym poziomem stresu, a w konsekwencji wyższym poziomem odporności.

Dominika Pietrzyk

Dowiedz się więcej na temat: chów klatkowy | Komisja Europejska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »