Reklama

Zmiany w motoryzacji. Zagrożone miejsca pracy w Polsce?

Dania domaga się od Komisji Europejskiej wprowadzenia w 2030 r. zakazu sprzedawania nowych samochodów z napędem konwencjonalnym. Stowarzyszenie Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych SDCM alarmuje, że to może mieć zasadnicze konsekwencje dla sektora motoryzacji, w tym w Polsce. Obawia się likwidacji wielu przedsiębiorstw, a co za tym idzie - miejsc pracy.

Dania wystosowała jakiś czas temu do Komisji Europejskiej apel, by od 2030 roku zaprzestać sprzedawania nowych samochodów z silnikami spalinowymi. Duńczycy nie byli sami. Ich propozycję poparło jeszcze dziesięć innych krajów wspólnoty. Docelowo miejsce aut o napędzie tradycyjnym mają zająć pojazdy zeroemisyjne, w tym auta elektryczne.

Branży grozi katastrofa?

SDCM ocenia, że tego typu radykalne propozycje mogą odbić się na kondycji europejskiego sektora motoryzacyjnego. - Wprowadzenie duńskiego postulatu w życie oznaczałoby katastrofę dla europejskiego przemysłu motoryzacyjnego, któremu już wcześniej postawiono poprzeczkę na granicy wykonalności, określając niezwykle wyśrubowaną normę Euro7, która ma wejść w życie w 2025 roku - ostrzega Stowarzyszenie.

Alfred Franke, ekspert SDCM, przytacza szacunki niemieckich ekspertów, którzy oceniają, że w Europie w wyniku takich zmian zniknie kilka milionów miejsc pracy w przemyśle i usługach. - Ofiarą tych redukcji w znacznej mierze padnie również Polska, która nazywana jest europejskim zagłębiem produkcji części motoryzacyjnych. Polskie zakłady w znacznej mierze wytwarzają bowiem elementy związane z technologią napędu konwencjonalnego - mówi Franke.

Reklama

SDCM podkreśla, że poziom dochodów w Polsce wciąż odbiega od średniej unijnej, a to oznacza, że spora część Polaków dotknięta zostałaby wykluczeniem komunikacyjnym. Na nowe samochody elektryczne, znacznie droższe od pojazdów z konwencjonalnym napędem, pozwolić sobie może jedynie wąska grupa najbogatszych.

Kosztowne skutki

Według Tomasza Bębna, dyrektora zarządzającego SDCM, wycofanie już w 2030 roku ze sprzedaży nowych pojazdów osobowych i dostawczych z napędem spalinowym w rzeczywistości sprawiłoby, że auta stałyby się mniej dostępnym dobrem. - Gwałtownie wzrosną ceny pojazdów używanych, co wpłynie na podwyższenie wieku parku samochodowego w Polsce. Polacy będą jeździć samochodami nie tylko coraz starszymi, ale i siłą rzeczy w coraz gorszym stanie technicznym, a to na pewno nie przyniesie zakładanej redukcji emisji. Efekt będzie więc odwrotny od zamierzonego - mówi dyrektor.

Zastrzega on jednocześnie, że SDCM nie jest przeciwny elektromobilności. - Wprost przeciwnie, jesteśmy za tym, żeby się rozwijała i liczba samochodów elektrycznych na drogach rosła. Ale nie można przy tym wylewać dziecka z kąpielą, likwidując ogromną część sektora produkcji motoryzacyjnej związanej na przykład z napędami konwencjonalnymi. Technologia ta ma również potencjał, który można wykorzystać do redukcji emisji w transporcie. Konstrukcje hybrydowe, w tym coraz popularniejsze hybrydy plug-in, dowsizing, start-stop, coraz doskonalsze układy zasilania, zastosowanie neutralnych emisyjnie e-paliw - wszystkie te rozwiązania również prowadzą do zmniejszenia emisji - informuje Bęben.

Jak wyliczają inżynierowie, auto elektryczne składa się nawet z sześciokrotnie mniejszej liczny części niż pojazd o napędzie konwencjonalnym. Nic dziwnego, że producenci części i podzespołów martwią się o swoją przyszłość.

Propozycja Danii poparta przez część innych krajów ma pomóc w wykonaniu ambitnych celów redukcji emisji, które nakreśliła Unia Europejska, a które zakładają ograniczenie emisji co najmniej o 55 proc. w 2030 roku. To część planu transformacji, który dotyczy nie tylko energetyki, ale też innych sektorów, jak budownictwo, rolnictwo, przemysł i transport.

Dania już w październiku 2018 r. ogłosiła, że wprowadzi do 2030 roku zakaz sprzedaży nowych aut o napędzie tradycyjnym, ale później zarzuciła te plany, bo naruszałoby to przepisy unijne. Duński minister klimatu i energii Dan Jorgensen mówił wówczas, że skoro UE nie może zgodzić się na unijny zakaz, byłoby dobrze, gdyby przynajmniej pojedyncze kraje miały możliwość wprowadzenia takiego środka.

Ambitne cele

W grudniu zeszłego roku Dania ogłosiła, że chce, by do 2030 roku po duńskich drogach jeździło co najmniej 775 tys. aut elektrycznych lub hybrydowych. Na koniec minionego roku zarejestrowanych było tam zaledwie 20 tys. samochodów elektrycznych na 2,5 miliona wszystkich aut. Rosnąć mają podatki i opłaty od samochodów napędzanych paliwami kopalnymi, co ma stanowić zachętę do zakupu elektryków.

Duński rząd ma przeznaczyć na program wspierania elektromobilności ponad 400 mln dol. Program ma zostać poddany przeglądowi w 2025 roku, by ewentualnie nakreślić ambitniejszy cel - nawet miliona samochodów o zerowej emisji do 2030 roku. Dania zamierza ograniczyć emisje CO2 do 2030 r. o 70 proc.

Komisja Europejska zakłada, że do 2030 roku udział aut elektrycznych wyniesie między 35 a 40 proc., co dałoby ok. 30 milion sztuk. W 2020 roku udział ten wynosił 10,5 proc. wobec 3 proc. w 2019 r.

Monika Borkowska

Dowiedz się więcej na temat: motoryzacja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »