Zmiany zwiększą obieg nielegalnych treści

Rząd dziś zajmie się nowelą ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Resort kultury obawia się, że proponowane przez MAC zniesienie odpowiedzialności właścicieli wyszukiwarek i katalogów linków zwiększy obieg nielegalnych treści w internecie. Chodzi m.in. o dostęp do filmów i muzyki nielegalnie zamieszczonych w internecie.

Resort kultury nie zgadza się na proponowane przez MAC zniesienie odpowiedzialności właścicieli wyszukiwarek za umieszczanie w wynikach wyszukiwania linków do nielegalnych treści. Kwestia odpowiedzialności operatorów wyszukiwarek i katalogów linków ma zostać rozstrzygnięta na wtorkowym posiedzeniu rządu.

Według resortu cyfryzacji istnieje obecnie stan niepewności prawnej co do tego, czy i w jakim zakresie dostawcy usług wyszukiwania oraz katalogów linków mają odpowiadać za bezprawne dane zamieszczone w sieci przez kogoś innego. "Stan niepewności prawnej jest wysoce niepożądany z punktu widzenia prowadzenia działalności gospodarczej" - czytamy w informacji ministerstwa cyfryzacji.

Reklama

Zgodnie z jego propozycją, wyłączenie odpowiedzialności właściciela wyszukiwarki będzie działać tylko w przypadku, gdy przekazuje on informacje automatycznie, bez żadnego wpływu na ich treść. Resort cyfryzacji argumentuje, że rozwiązanie to stanowi kontynuację kierunku nadanego przez UE dyrektywą o handlu elektronicznym. Jak podkreśla, dyrektywa o handlu elektronicznym przewiduje wyłączenie odpowiedzialności dostawców usług zwykłego przekazu, buforowania i hostingu, pozwalając państwom członkowskim na rozszerzenie zakresu wyłączeń na dostawców innych typów usług elektronicznych.

Na takie rozwiązanie nie zgadza się resort kultury. W przesłanym PAP komunikacie dyrektor Departamentu Własności Intelektualnej i Mediów Karol Kościński podkreślił, że taka zmiana będzie służyła międzynarodowym koncernom i przedsiębiorcom wykorzystującym portale "do gromadzenia i udostępniania treści, często nielegalnych", a nie polskiemu przedsiębiorcy lub twórcy, który utraci możliwość pociągnięcia do odpowiedzialności właścicieli wyszukiwarek przed polskim sądem.

Jak zaznaczyło Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, proponowane przez resort cyfryzacji zmiany nie mają związku z kierunkiem obranym przez UE, a w projekcie nowelizacji "niesłusznie próbuje się przekonać o tym, że także właściciel wyszukiwarki lub dostawca usługi umożliwiającej tworzenie katalogów z linkami są bierni".

- To błędne przekonanie, ponieważ właściciel wyszukiwarki kształtuje wyniki wyszukiwania za pomocą algorytmów, a to z kolei oznacza, że ma on realny wpływ na to, jakiego rodzaju treści pojawią się w pierwszej kolejności lub czy pojawią się w ogóle. Dodatkowo ma możliwość usuwania stron z wyników wyszukiwania, czyli może uniemożliwić dostęp do nich osobom, które nie dysponują adresem internetowym strony - tłumaczył Kościński.

Według niego biernym pośrednikiem nie jest również dostawca usługi umożliwiającej tworzenie katalogów odesłań do cudzych treści. "Dostawca takiej usługi ma wpływ na charakter katalogów z linkami, niektóre z nich są konstruowane wyłącznie po to, by zapewnić łatwy dostęp do nielegalnie udostępnianych książek, filmów czy plików muzycznych" - podkreślił Kościński.

Zdaniem resortu kultury wprowadzenie proponowanych regulacji może przyczynić się do zwiększenia "udostępniania treści naruszających prawo autorskie i wpłynąć na ograniczenie dostępu do legalnych dóbr kultury". Kościński zaznaczył, że "dostawcy legalnych treści ponoszą koszty nabywania licencji i nie będą w stanie konkurować z usługodawcami, którzy udostępniają nielegalne treści". Dodatkowo, zmiany mogą prowadzić do naruszeń dóbr osobistych, wzrostu cyberprzestępczości i udostępniania dziecięcej pornografii.

Zmiany proponowane przez Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji mają ułatwić działalność przedsiębiorców oferujących swoje towary i usługi w internecie. Mają też zwiększyć bezpieczeństwo użytkowników sieci. W projekcie ustawy zaproponowano procedurę zgłaszania i uniemożliwiania dostępu do danych (ang. notice and takedown). Zgodnie z projektem każdy, kto znajdzie np. na portalu informacje naruszające prawa autorskie lub dobra osobiste, będzie mógł wysłać do usługodawcy wiarygodną wiadomość za pomocą formularza udostępnionego na jego stronie internetowej. Na usunięcie bezprawnych danych usługodawca będzie mieć trzy dni.

Projekt nowelizacji ma na celu wyjaśnienie niejasności związanych z definicjami m.in. informacji handlowej i usługi świadczonej drogą elektroniczną. Jedną z propozycji resortu cyfryzacji jest też usunięcie obowiązku zapłaty podatku od dokonanych przez konsumenta przedpłat w przypadku odstąpienia przez niego od umowy. Ma to obniżyć koszty przedsiębiorców związanych z handlem w sieci.

Zgodnie z obecnie obowiązującymi przepisami wymaganie od konsumenta zapłaty za towar lub usługę przed otrzymaniem świadczenia było zakazane. Zakaz ten zdaniem projektodawców jest jednak niezgodny z powszechnie akceptowaną praktyką handlu elektronicznego, bo w większości klienci najpierw płacą za usługę lub towar, a dopiero potem zostaje on im dostarczony. Projektodawcy chcą więc uchylenia zakazu. Jak podkreślają, rozdźwięk pomiędzy praktyką handlu elektronicznego a obowiązującymi przepisami prawa skutkuje powstaniem niekorzystnego dla przedsiębiorców stanu niepewności prawnej.

Kolejna zmiana umożliwi przedsiębiorcom handlującym w sieci zastąpienie papierowego potwierdzenia informacji przedkontraktowych wiadomością w postaci elektronicznej.

Dziś zapadnie bardzo ważny wyrok Czy przeglądarka internetowa Google musi usuwać informacje na temat jakiejś osoby, jeśli ona sobie tego zażyczy? Na to pytanie ma dziś odpowiedzieć unijny Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu. Sprawa ma związek z Hiszpanem, którego nazwisko pojawiło się w jednej z gazet. Napisała o licytacji jego nieruchomości zajętej z powodu zaległości w składkach na ubezpieczenie społeczne. Od tego czasu, gdy Hiszpan wprowadzał swoje imię i nazwisko do wyszukiwarki Google, pojawiała się informacja właśnie na ten temat i to mimo że później wszystkie zaległości zostały spłacone. Hiszpan zwrócił się więc do krajowej agencji ochrony danych osobowych z prośbą, by nakazała wyszukiwarce internetowej usunięcie informacji. Ta odwołała się do sądu, który nie potrafił rozstrzygnąć sporu. Stąd wniosek do unijnego Trybunału. Sędziowie w Luksemburgu powinni dziś rozstrzygnąć, czy urząd, który zajmuje się ochroną danych osobowych, może nakazać wyszukiwarce Google usunięcie wszystkich informacji opublikowanych na stronach internetowych na temat osoby, która tego zażąda.

Sprawdź: PROGRAM PIT 2012

PAP/IAR
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »