Reklama

Koniec dyktatury ceny na placach budów?

Znowelizowane Prawo zamówień publicznych, mimo poddania go istotnym zmianom, nie stanie się remedium na wszystkie problemy pojawiające się na placach budów.

Reklama

Nowe prawo stanowi między innymi, że wyboru najkorzystniejszej oferty w przetargu należy dokonywać, opierając się na korzystnym bilansie ceny i jakości. Premiowani mają być przedsiębiorcy, którzy zatrudniają pracowników na umowę o pracę. Od roku 2018 obowiązkowe stanie się wprowadzenie elektronicznej komunikacji pomiędzy zamawiającymi i wykonawcami, co usprawni procedury.

Rząd zapowiedział, że nowelizacja jest tylko przystankiem na drodze do napisania całkiem nowej ustawy, co branża przyjęła z nadzieją. Nie zadeklarował jednak jasno, kiedy te plany miałyby się ziścić.

Bez rewolucji

Niestety nie należy oczekiwać, że wraz ze zmianami regulacyjnymi inwestycje publiczne nagle staną się przedsięwzięciami łatwiejszymi w realizacji. Rafał Bałdys, wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa, podkreśla, że po obecnej nowelizacji nie spodziewa się niczego, co by zrewolucjonizowało sposób wyłaniania wykonawców robót budowlanych w ciągu najbliższych 2-3 lat.

- Nie doprowadzi ona do tego, że dokumentacja techniczna oraz wzory umów, którymi się posługują zamawiający, staną się lepsze i bardziej zrównoważone - wyjaśnia swoje stanowisko.

Z drugiej jednak strony zauważa, że bardzo istotne dla rynku, zwłaszcza w dziedzinie usług projektowych oraz inżynierskich, jest to, że znowelizowane PZP zakłada minimum 40-procentowy udział kryteriów pozacenowych przy wyborze ofert.

Podobnie uważa Wojciech Hartung, counsel w kancelarii prawniczej DZP, który dodaje jeszcze, że na szczególną uwagę zasługuje możliwość oceny kwalifikacji osób wskazanych do realizacji zadania.

Dotychczas bowiem nie zachęcano do stosowania kryteriów pozacenowych; teraz wymuszono to zmianą przepisów. Dlatego zarówno Hartung, jak i Bałdys, postulują: powinien szybko powstać praktyczny przewodnik dla zamawiających, który wyjaśniałby, jak stosować pozacenowe kryteria oceny ofert.

- Przy wprowadzaniu nowego prawa niech państwo służy pomocą w tym względzie, gdyż powodzenie inwestycji leży w jego interesie. A więc - i podatników - mówi Hartung.

Jego zdaniem, często do plusów nowelizacji PZP można też zaliczyć przepisy określające zasady i warunki wprowadzania zmian do zawartych umów. Wcześniej te kwestie były traktowane dosyć enigmatycznie, co rodziło liczne wątpliwości.

Istotny problem Wojciech Hartung dostrzega natomiast we wprowadzeniu formularza jednolitego europejskiego dokumentu zamówienia. Ten ruch podyktowany był myślą o odformalizowaniu przetargów, przede wszystkim z punktu widzenia wykonawców. Miał też umożliwiać bardziej skrupulatną weryfikację potencjału firm przez zamawiających.

- Wydaje się, że przepisy ujęte w ustawie, w połączeniu z tymi zawartymi w rozporządzeniu o dokumentach, doprowadzą do tego, że wykonawcy będą musieli gromadzić jeszcze więcej dokumentów - stwierdza. - A zamawiający w momencie podpisywania umów nie będą mieli instrumentów wystarczających do zbadania aktualnej kondycji wykonawców.

Prawo i praktyka

Prawo, nawet dobre, musi też odpowiednio stosowane oraz interpretowane. Na początku sierpnia opublikowano raport "Stan otoczenia biznesowego sektora budowlanego w Polsce", przygotowany przez firmę KPMG oraz Polski Związek Pracodawców Budownictwa. Z zawartych w nim konkluzji wynika, że ponad 95 proc. wykonawców wskazało "stare" PZP jako obszar, który wymaga modyfikacji, a przeszło 82 proc. uważa, że sposób jego stosowania należy poddać działaniom naprawczym.

- Wykonawcy podkreślają, że należy zmieniać nie tyle prawo, co praktykę jego stosowania i interpretowania. W szczególności dotyczy to tych obszarów, w których dokumenty, pomimo formalnej zgodności z prawem, bywają niskiej jakości - komentuje Michał Skorupski, dyrektor w polskim oddziale KPMG.

Autorzy raportu stwierdzają, że kwestia współpracy z zamawiającymi z sektora publicznego w ostatnich trzech latach pozostaje sferą niezmiennie rodzącą problemy. Nie poprawiły się jej warunki, a umowy wciąż obarczają większym ryzykiem wykonawców. Najpoważniejszym zarzutem stawianym zamawiającym jest ich niekompetencja - tak stwierdziło ponad 24 proc. ankietowanych, a na niejasność zasad, która utrudnia współpracę oraz brak decyzyjności wskazało po 13 proc. respondentów.

Nadzieja na realne zmiany

W opinii Rafała Bałdysa, większą szansę na odmianę oblicza rynku zamówień publicznych rodzą prace, które prowadzi już Rada Ekspertów powołana przy Ministerstwie Infrastruktury i Budownictwa. Stanowi ona zaczątek Narodowego Forum Kontraktowego, które - wedle przyjętych założeń - miałoby stać się platformą efektywnej współpracy pomiędzy stroną publiczną a rynkiem budowlanym.

Na Forum mają zostać wypracowane rozwiązania, których nie przynosi PZP, a które są kluczowe dla osiągnięcia sukcesu procesu budowlanego - od wyboru podmiotów zaangażowanych w inwestycję po jej oddanie do użytku. Chodzi też między innymi o stworzenie wyczekiwanego od lat standardu umowy budowlanej.

Tak zupełnie, mniejszych lub większych problemów na budowie uniknąć się nie da. Niemal zawsze pojawiają się rozbieżności między tym, co jest zapisane w projekcie, a tym, co wykonawca zastaje na placu budowy.

- Dotychczas tacy zamawiający jak GDDKiA czy PKP PLK raczej markowali dialog. Tak naprawdę politykę wobec wykonawców kształtuje ministerstwo odpowiedzialne za infrastrukturę, a GDDKiA i PKP PLK są tylko jej realizatorami - zaznacza Bałdys.

Jego zdaniem, prace podjęte przez Radę Ekspertów - prowadzone w szerokim gronie przedstawicieli resortu infrastruktury i budownictwa - dają jednak nadzieję, że przyjęte przez nią rozwiązania doczekają się trwałego wdrożenia.

Także Wojciech Hartung ocenia, że realia zamówień publicznych w budownictwie w większym stopniu niż od prawa zależą od tego, jak inwestor przygotuje się do realizacji zadania, a następnie jak będzie zachowywał się w trakcie budowy. Odpowiedniej jakości dokumentacja, zrównoważone umowy oraz partnerskie praktyki na placu budowy stanowiły i wciąż stanowią główne wyzwania przy inwestycjach publicznych. Dlatego Hartung pozytywnie ocenia stworzenie Rady Ekspertów, w skład której weszli przedstawiciele różnych obszarów rynku inwestycyjnego.

- Trzeba mieć nadzieję, że wystarczy im zapału i determinacji, aby zrealizować założone cele. Tym bardziej że otwarcie się Ministerstwa Infrastruktury i Budownicta, GDDKiA czy PKP PLK na szeroką współpracę ze środowiskiem budowlanym nie było dotychczas standardem - podsumowuje Hartung.

Tomasz Elżbieciak

Więcej informacji w portalu "Wirtualny Nowy Przemysł"

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »