Kraj zamożny, a jednak brakuje milionów mieszkań. Rząd ostrzega przed kryzysem

Kanada potrzebuje dodatkowo 3,5 mln nowych mieszkań i domów do 2030 r., by zaspokoić potrzeby i przywrócić dostępność cenową na rynku. Rząd federalny zajął się kryzysem mieszkaniowym na zakończonym w środę posiedzeniu.



Według szacunków Canadian Mortgage and Housing Corporation (CMHC - rządowa korporacja kredytów hipotecznych i mieszkalnictwa) przy obecnym tempie budowy nowych domów i mieszkań w latach 2021-2030 przybędzie ich 2,3 mln, wskutek czego w Kanadzie będzie 19 mln domów i mieszkań. Tymczasem, jak wskazało CMHC w raporcie z czerwca br., na koniec bieżącego dziesięciolecia Kanada powinna mieć ok. 22 mln domów i mieszkań, czyli dodatkowo 3,5 mln, by zapewnić miejsce zamieszkania dla każdego Kanadyjczyka.

Poleganie na prywatnym finansowaniu nie sprawdziło się - wskazują eksperci cytowani w mediach. Za wzrost cen nieruchomości odpowiada m.in. imigracja (obecnie do pół mln. osób rocznie) i traktowanie nieruchomości jako inwestycji. Raport CMHC wskazuje, że wśród potrzeb mieszkaniowych są 2 mln mieszkań na wynajem. 

Reklama

Rynek sprzyjał klientowi ostatni raz 20 lat temu. Rząd chce to zmienić

Rynek mieszkaniowy był uważany za dostępny cenowo ostatni raz w latach 2003 i 2004. Wówczas gospodarstwo domowe o średnich dochodach poświęcało 40 proc. dochodów do dyspozycji, by kupić średniej wielkości dom w Ontario, największej prowincji Kanady. Obecnie to 60 proc. dochodu do dyspozycji przy średniej cenie domu wynoszącej w Ontario w lipcu br. ponad 856 tys. dolarów kanadyjskich (ok. 2,6 mln zł). Przy tym o ile np. w 1945 r. średnia powierzchnia domu w Kanadzie wynosiła niecałe 80 mkw, to obecnie - ok. 180 mkw. 

Kryzys mieszkaniowy był jednym z głównych tematów trzydniowych obrad rządu w ub. tygodniu. Agencja The Canadian Press podała, że gośćmi obrad byli eksperci. Planu na razie nie ma, premier Justin Trudeau zapowiedział dalsze prace, dodając, że "Kanadyjczycy wiedzą, że nie ma jednego czarodziejskiego rozwiązania". Podkreślił, że rząd postrzega "zagęszczanie zabudowy i partnerstwo z miastami we wszystkich prowincjach jako podstawę". 

Przy tym rząd federalny nie odpowiada w Kanadzie za rynek mieszkaniowy; kanadyjska konstytucja wskazuje na odpowiedzialność prowincji. Trudeau, którego opozycja krytykuje za kryzys, mówił w ub. tyg., że "mieszkalnictwo nie jest podstawowym zadaniem rządu federalnego (...) jednak jest to coś, w czym możemy i musimy pomóc". Rząd Kanady ma agencje i instytucje, które wspierają budownictwo, jak CMHC. Są też akty prawne, jak ustawa o krajowej strategii mieszkalnictwa z 2019 r., określająca prawo do mieszkania jako jedno z praw człowieka.

"Mamy trzydziestoletni deficyt na niekomercyjnym rynku mieszkaniowym" - mówił cytowany przez publicznego nadawcę CBC Andy Yan, szef City Program na Uniwersytecie Simona Frasera w Kolumbii Brytyjskiej. 

Kanadyjski rząd wycofał się z polityki mieszkaniowej lata temu

Brak federalnej polityki mieszkaniowej to m.in. efekt cięć budżetowych w połowie lat 80-ych, wprowadzanych przez konserwatywny rząd premiera Briana Mulroneya. Wsparcie federalne zmniejszano, a do 1993 r. rząd Mulroneya wycofał się z finansowania budownictwa socjalnego i przekazał zarządzanie takim wsparciem prowincjom. Tę politykę kontynuowały późniejsze rządy liberalne i konserwatywne. 

Wcześniej jednak rząd federalny był aktywny w mieszkalnictwie; przed drugą wojną światową wspierał m.in. budownictwo komunalne, spółdzielcze i tworzenie miejsc pracy w sektorze. W czasie drugiej wojny światowej powstało prawie 46 tys. domów. Od powołania CMHC w 1946 r. rząd federalny wspierał ubezpieczenia kredytów oraz subsydiowane budownictwo dla osób niezamożnych. W latach 70-ych rząd federalny udzielał pomocy dla 40 proc. wszystkich rozpoczętych budów. 

Obecnie ok. 66 proc. Kanadyjczyków jest właścicielami domu lub mieszkania, w którym mieszkają, wynika z danych kanadyjskiego urzędu statystycznego ze spisu powszechnego w 2021 r. Jednak, jak zwracał uwagę w swoim raporcie największy kanadyjski bank - RBC, w minionym dziesięcioleciu liczba najemców rosła trzy razy szybciej niż liczba właścicieli nieruchomości. Liczba wynajmowanych nieruchomości, głównie przez młodych ludzi, wzrosła o 22 proc. w tym czasie, liczba kupionych - o 8 proc. "Wzrost liczby najemców nie będzie zwalniał" - podkreślili analitycy banku.  

PAP
Dowiedz się więcej na temat: Kanada | rynek mieszkaniowy
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »