Rząd przyjął projekt ustawy i teraz trafi on na parlamentarną ścieżkę legislacyjną. Będą mogły z niego skorzystać osoby, które nie ukończyły 45. roku życia oraz nie posiadają ani nie posiadały innego mieszkania. Do rat kredytowych państwo będzie dopłacać przez 10 lat, a w tym czasie oprocentowanie będzie stałe (ustalane dwa razy na 5 lat). Istotna w tym przypadku jest konstrukcja kredytu, bo będzie spłacany w ratach malejących (formule stałych rat kapitałowych), co powoduje, że w okresie, kiedy będzie on dotowany, spłacona zostanie duża część kapitału.
Podczas konferencji padła ważna deklaracja, która rozwiewa obawy o to, że po uruchomieniu programu pod bankami ustawią się długie kolejki chętnych, żeby zdążyć, zanim tegoroczna pula się wyczerpie.
- Trzymamy się daty 1 lipca 2023 r. Ale najpierw proces legislacyjny. Jeżeli chodzi o limity, to w 2023 r. nie przewidujemy żadnych limitów. W 2024 roku będą limity, to też będzie związane z ustawą budżetową, ale wydaje mi się, że wszyscy zainteresowani będą mogli załapać się na program. Nie trzeba śpieszyć się z wnioskiem - zapowiedział minister rozwoju Waldemar Buda.
Przed wyborami tanich kredytów starczy dla wszystkich
Taka deklaracja zapobiegnie chaosowi, który mógłby mieć miejsce po uruchomieniu programu i to w dodatku w roku wyborczym.
- Ogłoszenie przez ministra Waldemara Budę braku limitów ilościowych i wartościowych oznacza, że każdy, kto spełni warunki programu i będzie posiadał zdolność kredytową - ten preferencyjny kredyt w tym roku otrzyma. Taka decyzja pozwoli uniknąć kłopotów młodych ludzi, którzy wcześniej podpiszą umowę kupna mieszkania i wpłacą zadatek, który w przypadku nieotrzymania finansowania by po prostu przepadł. Drugim aspektem jest to, że ta informacja pozwoli spokojnie przejść procedury bankowe bez konieczności wyścigów na złożenie wniosku w pierwszy dzień obowiązywania programu, co mogłoby doprowadzić do wielu medialnych kontrowersji - ocenia Tomasz Narkun, inwestor i analityk rynku mieszkaniowego.
Jak pisała Interia, już teraz do pośredników kredytowych zgłasza się sporo osób, którzy chcą się dowiedzieć, czy spełniają warunki programu i jaką kwotę będą w stanie pożyczyć z banku.
Zdaniem Jarosława Sadowskiego, głównego analityka Expandera, zlikwidowanie limitów w pierwszym roku pozwoli spokojniej zagospodarować odłożony w czasie popyt na kredyt hipoteczny, którego wiele osób nie mogło dostać w związku z brakiem zdolności kredytowej.
- Wprowadzenie limitów spowodowałoby jeszcze większą presję, żeby jak najszybciej składać wnioski, tuż po wejściu w życie programu. Byłoby to bardzo trudne do przeprocesowania i w praktyce banki mogłyby mieć problemy, żeby "przerobić" dużą liczbę wniosków w krótkim czasie. Skoro nie będzie limitów, to nie będzie miało znaczenia, czy wniosek złożony zostanie pierwszego dnia obowiązywania programu, czy trochę później. Poza tym bardzo ciężko byłoby oszacować, jaki w pierwszym roku powinien być ten limit, ile osób chętnych mogłoby i chciało skorzystać. To pewnie jedna z przyczyn tej decyzji. Dlatego uważam, że w pierwszym roku, czyli na początku działania programu, brak takiego limitu wydaje się rozsądny - ocenia Jarosław Sadowski.
Banki już się szykują na oferowanie kredytów z dopłatami
Bankowcy zapowiadają, że wejdą do programu. Jako pierwsze, te kontrolowane przez Skarb Państwa.
- Ta propozycja daje szanse istotnej grupie osób, które mają ograniczone możliwości na wejście we własność mieszkania. W tym sensie trzeba rozważać ten projekt. Myślę, że on jest racjonalny i skrojony na potrzeby tych młodszych i w średnim wieku osób, które chcą założyć rodziny i potrzebują pierwszego kredytu - powiedział podczas spotkania z dziennikarzami w Londynie Paweł Gruza, wiceprezes zarządu, kierujący pracami zarządu PKO Banku Polskiego.
Pytany o ewentualne zaangażowanie sektora bankowego w "kredyt na 2 proc.", Gruza stwierdził, że to "naturalne, że banki są zainteresowane projektem". - PKO Bank Polski także będzie uczestnikiem tego programu - zapowiedział. - Będziemy musieli dopracować sam produkt, do tego przygotować infrastrukturę bankową, przeszkolić pracowników i czekać na klientów - podsumował.
Odniósł się także do innych pomysłów, w tym kredytu 0 proc., który zaproponował lider PO Donald Tusk. - W debacie publicznej pada wiele propozycji, które na tym etapie wydają się poza możliwością oceny. Sytuacja, w której mamy do czynienia z darmowym kredytem, to już wychodzenie poza jego znany mechanizm - dodał Gruza.
Jak pisała Interia, pomysł darmowego kredytu jaki zapowiedział lider PO został przez ekspertów rynkowych oceniony dość krytycznie.
Monika Krześniak-Sajewicz, BB













