Reklama

Luksus w czasach zagłady

Apokalipsa nadchodzi zawsze. Każda epoka zaklina swój własny kres, każdy mierzy się z wizją końca. Choć największa fortuna nie jest w stanie wybawić nas od ostateczności, z pewnością zwiększa szanse na przetrwanie. W oczekiwaniu najgorszego najbogatsi inwestują w luksusową samoobronę. Jaka jest cena ich bezpieczeństwa, czy można kupić sobie dożywotnią gwarancję?

Świat nakręca się spektakularnym końcem. Ebola, Dżihad, wojna na Ukrainie, nie wspominając o przebiegunowaniu ziemi czy okrutnych przepowiedniach... Życie każdego przebiega w cieniu nieuniknionej, stale nadchodzącej, niezmiennie zbliżającej się zagłady. Na przekór wiszącego nad nim fatum, człowiek zawsze wierzy, że uda mu się znaleźć przytulne schronienie, w którym nie tylko ocali skórę, ale zachowa ją w dobrej formie, po czym wypełznie na powierzchnię i stworzy nową rasę.

Mój dom - moja twierdza

Przeczucie złego oraz instynkt przetrwania w czasach zimnej wojny dyktował każdemu szanującemu się obywatelowi Kalifornii posiadanie, nieopodal basenu, choćby i małego schronu. Podobnie dzisiaj, wśród najzamożniejszych zaniepokojonych eskalacją możliwych zagrożeń, w zawrotnym tempie rośnie popyt na bunkry deluxe, komfortowe kryjówki i wyrafinowane "arki Noego".

Reklama

Ofert na rynku nie brakuje. Pochodzący z Kansas Larry Hall, który "zjadł zęby" w branży deweloperskiej, pragnie zrealizować ambitny plan adaptacji starych silosów rakietowych na luksusowe bunkro-apartamenty, wyposażone m.in. w jacuzzi, sale kinowe i biblioteki. Schrony mają funkcjonować w czasach wojny i pokoju. Dopóki nie nadejdzie "czarna godzina" apartamenty można wynająć na czas urlopu, żeby wczuć się w atmosferę wszechogarniającego zniszczenia. Perspektywa bycia "jednym wśród jedynych ocalonych" relaksuje jak nic innego na świecie. Jeśli jednak widok wielkiego ognia czy wody lub innej śmiertelnie zagrażającej siły "zza tytanowego okienka" w końcu się nam znudzi, można zwrócić wzrok w stronę wielkich niczym okiennice ekranów, na których w rekompensacie przewijają się rajskie krajobrazy. Poza tym wewnątrz bunkra (14 podziemnych kondygnacji) będzie ogród, w którym przewidziana jest uprawa warzyw i hodowla zwierząt. Energię elektryczną będą dostarczać generatory podłączone do wewnętrznej elektrowni korzystającej z dobrodziejstw wiatrów na okolicznych pustkowiach. Na wyposażeniu jest również studnia głębinowa oraz zaawansowana technologicznie oczyszczalnia wody. Nie wiadomo, czy to część kampanii reklamowej, ale pan Larry twierdzi, że większość "odlotowych" apartamentów w silosach została już wykupiona, chociaż ceny lokali zaczynają się od 1,5 mln dol.

Właścicielem pierwszego apartamentu jest sam autor projektu, który rozpoczął pracę nad jego realizacją w 2008 r., planując zakończenie inwestycji przed upływem kolejnej dekady.

Amerykańskim pionierem w dziedzinie architektury o podwyższonym standardzie jest założyciel i szef firmy Safe - Al V. Corbi, który podobno chwali się, że jego domu nie ruszy żadna apokalipsa. Stworzona pod koniec lat 90. firma zakłada, że w kwestii bezpieczeństwa najistotniejsze są trzy aspekty: izolacja, konfrontacja, ucieczka. Priorytetowym zadaniem dla projektantów jest kreowanie samowystarczalnych budowli, które zapewnią maksymalną ochronę przez izolację w komfortowych warunkach, korzystając z najnowszych rozwiązań dizajnersko-technologicznych. W razie, gdyby dalsza ochrona z jakiś przyczyn była nieskuteczna, niezawodnie umożliwią mieszkańcom szczęśliwą ucieczkę. Reprezentujący firmę projekt domu Corbiego jest położony na szczycie jednego z hollywoodzkich wzgórz. Na wyposażeniu rezydencji są system biometrycznej identyfikacji, potężny nadajnik radiowy, elektrownia, olbrzymie podziemne bunkry oraz liczne tajne komnaty i pasaże. Wszystko "zanurzone" w smart hi-tech, gdzie drzwi same decydują przed kim mają się otworzyć. Właściciel z nieukrywaną dumą przekonuje, że jego inteligentna twierdza przetrwa bombę atomową, atak chemiczny czy trzęsienie ziemi. Nawet gdy runie całe wzgórze, jego dom będzie nadal stał na swoim miejscu, podtrzymywany przez stalowe szczudła. Jeśli tego będzie za mało, w krytycznej chwili pan Al naciska mrugnięciem oka odpowiedni "guzik" i za pięć minut na specjalnie przystosowanym dachu ląduje helikopter, by ewakuować całą rodzinę.

Dom autorstwa Corbiego plasuje się w ścisłej czołówce najbezpieczniejszych domostw w Stanach Zjednoczonych, a jego wartość jest wyceniana na kilkadziesiąt milionów dolarów.

Zobacz ilustrację do tekstu w PEŁNYM WYMIARZE

Magiczne portale do bezpieczeństwa

Nie wszystkim podoba się moda na "bunkrowanie". Jak podaje "The Guardian", "ekskluzywne, londyńskie ulice zamieniają się w ser szwajcarski". Brytyjski milioner David Graham, podobnie jak wielu jego zamożnych sąsiadów w dzielnicy Knightsbridge, postanowił "wgłębić się" w swój i tak ultrabezpieczny dom, rozszerzając go o czterokondygnacyjny schron składający się z obszernych magazynów żywności, sali balowej, a nawet pokojów dla służby.

Czy komuś się to podoba, czy nie, odkąd wkroczyliśmy w nowe tysiąclecie, można zauważyć systematyczny wzrost wydatków w sferze ekskluzywnego, indywidualnego bezpieczeństwa domowego. Świadczy o tym zwiększający się popyt na szczególnego rodzaju produkty i usługi. Dużą popularnością cieszą się na rynku, tzw. sekretne drzwi, czyli starannie zakamuflowane przejścia do luksusowych izolatek, w których można przetrwać nawet kilka miesięcy. Amerykańska firma Saferoom Door Company inkasuje średnio dwadzieścia tysięcy dolarów za produkcję i montaż takiego magicznego portalu. Koszty związane z izolatką to już osobna kwestia.

Jeszcze większym zainteresowaniem cieszą się inteligentne systemy rozpoznawania głosu czy rysów twarzy lub gestów. W 2006 r. emerytowany izraelski generał Aharon Ze'evi-Farkash stworzył unikatowy system bezpieczeństwa łączący wszystkie elementy zaawansowanej detekcji - FST21 Ltd (Advanced Security technology Services). Jak twierdzi autor, system transformuje cię w ciągu dwóch sekund w jedyny klucz do twojego domu. Konkurencyjne, zdobywające coraz więcej zwolenników są systemy monitoringu z kamer termowizyjnych - FLIR, które potrafią określić z dużą precyzją, czy jakiś intruz nie czai się w promieniu nawet kilkunastu kilometrów. W związku z dużymi kosztami związanych z nabyciem owych systemów, które mają zamienić posesję w twierdzę nie do zdobycia, prawdziwe inteligentne fortece obronne, gwarantujące bezpieczeństwo w skrajnych przypadkach, nadal pozostają zarezerwowane tylko dla najbogatszych wśród najbogatszych.

Wizja przeciwatomowych bunkrów przeznaczonych dla klasy średniej wydaje się raczej odległa od realizacji. Jedyną ekonomiczną wersją na dzień dzisiejszy jest wykupienie miejsca w nowoczesnym bunkrze - w salach zbiorowych, co kosztuje od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy dolarów. Godna uwagi jest inicjatywa Amerykanina Roberta Vicino, który swój pierwszy zbiorowy schron wybudował w 1980 r. w Indianie. Obecnie jest założycielem i szefem organizacji Vivos, której celem jest stworzenie globalnej sieci schronów. Przekonany o rychło nadchodzącym drastycznym końcu, Vicino chce ocalić przed zagładą jak najwięcej ludzi na całym świecie, traktując to jako swoją ludzką powinność. Ekscentryka nie zdołał złamać nawet brak oczekiwanej przez wszystkich zagłady w 2012 r., jak wieszczył kalendarz Majów. Pomimo braku spektakularnego końca końców, nadal niezłomnie kontynuuje swoją misję.

Dla mniej radykalnych wyznawców apokalipsy, i również tych, którzy chcieliby wypróbować schyłkową atmosferę w podziemnym odosobnieniu, zanim zainwestują "grube miliony" w swój własny schron, dobrym rozwiązaniem może być weekend spędzony w holenderskim bunkrze zaadaptowanym na cele turystyczne przez belgijskie studio architektoniczne B-ILD.

Ocalić gatunek

Ekskluzywna kryjówka to nie tylko paranoidalny kaprys tuzów światowej finansjery. Świadczy też o czymś zupełnie innym - o szczerym i uzasadnionym strachu przed katastrofą z ludzkiej ręki czy takim lub innym kataklizmie globalnym, który przecież może się wydarzyć, który nieuchronnie zbliża się każdego dnia.

Mniej zamożni skazani są na techniki medytacyjne, wyzwolenie za życia, praktykowanie carpe diem, albo wyobrażanie sobie, że katastrofy zdarzają się w egzotycznych, odległych krajach, a jak już wojna zapuka do naszych drzwi, to będą walczyć inni... Niestety skonfrontowani z realizacją najczarniejszego ze scenariuszy niewiele możemy zrobić, najczęściej korzystając z jedynego możliwego wyboru, czyli ucieczki - "na całego", byle dalej. Desperacja niemal całkowicie skazana na klęskę jest traumą biedy. I choć najsolidniejszy schron nie może dać pełnej gwarancji przetrwania, nawet jeżeli istnieje tylko cień szansy, warto zainwestować w pięciogwiazdkowe bezpieczeństwo dla swojej rodziny. Koniec końców przetrwanie gatunku to podstawa! Dlatego kto ma, niech inwestuje w bunkier, najlepiej luksusowy, w którymś pokoleniu na pewno się opłaci. Nawet jeśli ocali tylko jedno życie.

Michał Mądracki

Pobierz darmowy program do rozliczeń PIT

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »