Reklama

Felieton Gwiazdowskiego: Jak, podnosząc akcyzę, można zmniejszyć sprzedaż i wpływy do budżetu

Prawo malejących wpływów podatkowych przy wzroście stawek podatkowych obrazowane przez słynną krzywą Laffera, o której pisałem w poprzednim felietonie, wielokrotne znalazło swoje potwierdzenie praktyczne. W ekonomii zjawisko break even point jest akceptowane powszechnie. Ciekawe, dlaczego nie jest akceptowane przez tych samych ekonomistów w odniesieniu do podatków?

Wielka Brytania doświadczyła tego efektu już w XIX wieku, gdy nową politykę finansową wdrażali William Huskisson, Robert Peel i William Gladstone. Zmniejszali oni podatki, co stymulowało rozwój gospodarczy zwiększający podstawę opodatkowania - przyczyniając się w praktyce do zwiększenia wpływów budżetowych.

Reklama

"Tak jest zawsze - komentował to zjawisko już w roku 1888 Sydney Buxton - wzrost wydatków i niedostatek wpływów zawsze idą w parze. Konieczność utrzymywania wysokich podatków dla zapewnienia wysokich wydatków ogranicza wpływy i hamuje ich wzrost - błędne koło, które może być przerwane tylko przez oszczędność w wydatkach. Oszczędność w wydatkach umożliwia zmniejszenie ciężaru i wzrost wpływów; podatki mogą być zmniejszone, co powoduje dalszy wzrost dochodów".

Pierwszym eksperymentem tego rodzaju była reforma ceł w Wielkiej Brytanii przedstawiona Parlamentowi przez Williama Huskissona 25 marca 1825 roku. Polegała ona na radykalnym obniżeniu większości stawek celnych na artykuły importowane. Niektóre cła na bawełnę zmniejszono nawet z 75 do 10 proc. Cło na żelazo zmniejszono z 6 funtów i 10 szylingów do 1 funta i 10 szylingów za tonę.

13 marca 1826 roku minister finansów przedstawił Parlamentowi sprawozdanie, z którego wynikało, że dochody skarbu państwa z tytułu ceł nie tylko nie spadły, ale nawet zaczęły rosnąć. Prawo Laffera zadziałało od razu. Od razu też podsumował to zjawisko Poulett Thomson, pisząc, że podniesienie poziomu ceł powyżej pewnego punktu powoduje spadek dochodów państwa, podczas gdy ich obniżenie powoduje ich wzrost przy jednoczesnym spadku cen.

Potwierdziły to kolejne reformy. Choć w ciągu pięciu lat Robert Peel zmniejszył opłaty celne o 2,5 miliona funtów rocznie, to rozwój gospodarczy tymi reformami spowodowany zaowocował zwiększeniem wpływów budżetowych z 50 mln funtów w roku 1841 do 55 milionów w roku 1846.

Rzecz jasna nie każda redukcja ceł powodowała wzrost wpływów już w następnym roku podatkowym. Początkowo na imporcie niektórych towarów budżet odnotowywał stratę. Na przykład strata wpływów z tytułu zmniejszenia stawek celnych na skóry garbowane do roku 1845 wyniosła prawie 37 tys. funtów, na terpentynę prawie 80 tys. funtów, a na olej palmowy 8,5 tys. funtów. Ale handel tymi towarami zwiększył się odpowiednio o 454 tys., 53 tys. i 123 tys. funtów. Na każdy funt redukcji dochodów państwa przypadały 4 funty korzyści dla sektora prywatnego. W perspektywie długofalowej owocowało to zwiększeniem wpływów budżetowych.

W odniesieniu do innych grup towarów na potwierdzenie tego prawa nie trzeba było nawet czekać. Cło na rudę miedzi w roku 1842 nie przyniosło praktycznie żadnych wpływów budżetowych. Po jego zmniejszeniu w roku 1843 wpływy wyniosły 47 tys. funtów, a w roku 1844 już 70 tys. funtów. Podobnie było z przetworami z wielorybów. Choć cła na nie zmalały, to wpływy budżetowe z tytułu ich importu wzrosły już w następnym roku prawie o 50 tys. funtów.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

W Polsce też to mogliśmy obserwować. W 1990 roku rzuciliśmy się do sprowadzania samochodów z zagranicy. I "liberalny" rząd Jana Krzysztofa Bieleckiego podwyższył cła i podatek obrotowy do poziomu prawie najwyższego na świecie. W Europie tylko w Danii podatki były wyższe. Jak się łatwo domyśleć, wpływy budżetowe w kolejnym roku zmalały.

Na odwrót rząd postąpił z wyrobami spirytusowymi. Od 1996 r. stale spadała ich sprzedaż. Szczególnie wyraźnie było to widoczne w 1998 r. Obroty wyrobami spirytusowymi zmniejszyły się o 24,4 proc.! Przestali ludzie pić? W 2003 r. nastąpił równe nagły wzrost sprzedaży mocnych alkoholi - o 25 proc.! Znowu zaczęli pić? Zmniejszono akcyzę! O 30 punktów procentowych. Więc wpływy wzrosły, bo przestał się opłacać przemyt i pokątna produkcja.

Po 10 latach rząd znów zmienił podejście. Akcyzę podniósł. W pierwszej połowie 2014 roku wpływy z akcyzy od wyrobów spirytusowych były o 109,4 mln zł niższe niż w roku 2012 i o 63,4 mln zł niższe niż w roku 2013. Znowu przestali ludzie pić? Czy zaczęli pić co innego?

Dla konsumentów wódki ani piwo, ani wino alternatywą nie jest. W segmencie premium dla dobrego wina alternatywą jest dobry koniak lub whisky. W segmencie ekonomicznym - piwo. A dla wódki w segmencie ekonomicznym alternatywą bywa cokolwiek, zwłaszcza, że elastyczność cenowa popytu dla miłośników dobrych win jest zupełnie inna niż w przypadku konsumentów wódki.

Niektórzy robią ją nawet z metanolu. Ale to ryzykowne zajęcie bo kończyć się może śmiercią pijącego. A policja prowadzi w sprawach śmierci na skutek zatrucia metanolem poważniejsze akcje, niż w przypadku znalezienia w wódce wolnych rodników chloru. A skąd się one tam biorą? Oczywiście można do produkcji wódki użyć wody z kranu - a w wodzie jest przecież chlor. Ale pojawiają się one tak samo, gdy do etanolu skażonego dla potrzeb przemysłowych benzoesanem denatonium dodamy podchloryn sodu. Jest gorzki jak cholera, ale za to mało toksyczny. Nie zmienia też koloru ani zapachu etanolu. Na pytanie: "jak wytrącić benzoesan denatonium", Google pokazuje ponad tysiąc wyników w pół sekundy.

Tak samo było z tytoniem. Kolejne podwyżki stawek akcyzy doprowadziły do spadku sprzedaży papierosów w legalnym sektorze i przełamania punktu "E" (Equilibrium) na krzywej Laffera, gdyż wzrost stawki podatkowej skutkuje zmniejszeniem wpływów do budżetu, a te spadły z 18,6 mld zł w roku 2012 do 18,2 mld zł w roku 2013.

A przy okazji państwo traci nie tylko finansowo. Wysokie stawki podatkowe przyciągają przestępców, którzy stosują rozbój, posługują się bronią, szantażem i przekupstwem. A z zysków opłacają urzędników i polityków. Ja ten punkt "E" nazywam punktem "G" - od swojego nazwiska oczywiście - jakby ktoś miał wątpliwości. Niby każdy wie, że on gdzieś tam jest, ale nie każdy potrafi go znaleźć.

Robert Gwiazdowski, prawnik, przewodniczący Rady Programowej Centrum im. Adama Smitha

Felietony Roberta Gwiazdowskiego

Dowiedz się więcej na temat: podatki | akcyza | budżet | Robert Gwiazdowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »