Reklama

Felieton Gwiazdowskiego: Podatkowy reset ministra finansów

Minister Finansów zapowiedział "reset podatkowy". W skrócie - marginalne stawki podatkowe zostaną podwyższone. Używając tradycyjnej orwellowskiej nowomowy pan minister Kościński powiedział, że jego resort nie chce podnoszenia podatków. Ale "chce, by mniej zarabiający płacili mniej podatku procentowo, a ci, co więcej zarabiają, procentowo płacili więcej".

Niespecjalnie zmartwili się tym podniesieniem procentowych stawek podatku ci, którzy zarabiają mniej - oni ich nie płacą, oraz ci, którzy zarabiają najwięcej - oni... też ich nie płacą. A ta garstka, która płaci, bo nie są jeszcze tak bogaci, żeby w ogóle nie płacić, skorzysta na tym, że więcej zapłacą ci, którzy jeszcze nie są tak bogaci jak oni. Po podwyższeniu stawek podatkowych, bogacenie się zajmie im znacznie więcej czasu.

Reklama

Na "resecie" straci znienawidzona przez polityków klasa średnia - określana nie tylko na podstawie wysokości dochodów, ale także ich źródeł. Klasa średnia to ci, którzy swoje dochody osiągają dzięki decyzjom konsumentów - sprzedając im swoje towary lub usługi -  a nie decyzjom swoich przełożonych - politycznych lub biznesowych. To oni są "solą ziemi". Jednocześnie "solą w oku" polityków i różnych analityków.

Mali i średni przedsiębiorcy (MSP, tak zwane "Misie")  wytwarzają większość polskiego PKB i zatrudniają większość pracujących Polaków. W naszym kraju ludzie ci prowadzą najczęściej jednoosobową działalność gospodarczą. Co wcale nie oznacza, że prowadzą ją rzeczywiście jednoosobowo. Wielu z nich zatrudnia pracowników, ale nie zakładają spółek - działają w oparciu o wpis do ewidencji działalności gospodarczej pod własnym nazwiskiem. 700 tys. z nich płaci podatek liniowy 19 proc. To właśnie te "Misie", a nie jakieś "grube ryby" biznesu, będą musiały zapłacić najwięcej za wydatki rozrzutnego rządu. Owszem, cześć z nich pracuje dla jednego klienta - czyli w zasadzie wykonuje pracę, a nie prowadzi działalność gospodarczą. Ilu ich jest? Tak trudno sprawdzić po wprowadzeniu Jednolitego Pliku Kontrolnego? Może nikt nie chce sprawdzić, bo by się narracja zachwiała.

Jest różnica, czy ma się dochód 100 tys. zł brutto miesięcznie jak członek zarządu PKN Orlen, czy jako niezależny przedsiębiorca. W  pierwszym przypadku trzeba znać właściwego polityka. W tym drugim przypadku trzeba się znać na tym co się robi. A żeby mieć dochód 100 tys. zł trzeba zarobić znacznie więcej. Na pokrycie kosztów. Członek zarządu PKN Orlen ma swój gabinet, biurko, na biurku komputer, w komputerze oprogramowanie, prąd do tego, sekretarkę (albo dwie), kawę i ciasteczka (albo owoce z warzywami - w zależności od upodobań), samochód służbowy z kierowcą i paliwem, też służbowym. Jak czegoś nie wie, a chce (wyjątkowo) się dowiedzieć (bo zazwyczaj uważa, że nie potrzebuje), to PKN Orlen zamawia opinię zewnętrzną, za którą płaci.

Prywaciarz za to wszystko musi zapłacić sam. Ze swoich. Żeby mu zostało te same 100 tys. zł brutto miesięcznie musi zarobić jakieś 150 tys. zł. Wynająć biuro, zapłacić za prąd, komputer, oprogramowanie do niego, drukarkę, skaner, papier biurowy, kawiarkę  i kawę do niej, ratę leasingu za samochód, za paliwo do niego, zatrudnić sekretarkę i księgową, a jak czegoś nie  wie, to się musi sam nauczyć, albo skorzystać z pomocy jakiegoś specjalisty, któremu musi zapłacić. Ze swojego własnego przychodu. A stawkę podatkową mają mieć po "resecie" taką samą. Mimo, że wysiłek wkładany w uzyskanie takiego samego dochodu wkładają nieporównywalny.

W 2018 roku (nowszych danych jakoś się naszemu państwu nie udało jeszcze zgromadzić) 10 proc. najbogatszych podatników zarabiało raptem co najmniej 7,2 tys. zł brutto miesięcznie. 1 proc. - powyżej 22 tys. zł; 0,1 proc. - powyżej 96 tys. zł, a tylko 0,01 proc. - powyżej 335 tys. zł. Mogą więc zaśpiewać, jak śpiewali w przedszkolu: "Mało nas do pieczenia chleba". Jak już nałożymy na nich te bardziej sprawiedliwe (czyli wyższe) podatki, a oni je potulnie uiszczą nie uciekając się do jakiejś optymalizacji (jak na przykład zarejestrowanie działalności na Słowacji, czy Litwie), to będzie to kwota nieistotna z punktu widzenia potrzeb budżetowych.

W zestawieniu tym nie ma oczywiście tych naprawdę bogatych, którzy od dawna są rezydentami podatkowymi w Monako, Andorze, Szwajcarii, Luksemburgu, Liechtensteinie, Malcie, czy Cyprze. Jakby przez ostatnich 30 lat byli rezydentami podatkowymi w Polsce, to przecież nie byliby aż tak bogaci. Do roku 2004 musieli oddawać państwu 40 proc.  (a w niektórych latach podatkowych nawet 45 proc.) dochodu przekraczającego kwotę stanowiącą w złotych równowartość dwukrotności kwoty niemieckich marek, a później euro, w ogóle wolnej od podatku u naszych zachodnich sąsiadów.

Dali radę wtedy, dadzą radę i teraz. Gorzej będą mieć ci, którzy dopiero aspirują, by stać się bogatymi. Jak ktoś przez minionych 10 lat zarabiał 150 tys. zł miesięcznie brutto (100 tys. netto), to był w stanie zaoszczędzić jakieś 10 mln zł - nawet przy dość rozrzutnej konsumpcji. Jak od przyszłego roku od nadwyżki ponad 100 tys. zł miesięcznie będzie musiał zapłacić 50 proc. podatku i składkę emerytalną od całego wynagrodzenia, to mu zostanie 70 tys. zł. miesięcznie. Trochę szkoda tych 30 tys. zł, o które dochód mu się zmniejszy w porównaniu z dzisiejszym, ale jak się jest członkiem zarządu PKN Orlen, to i tak będzie to znacznie więcej, niż umiałoby się zarobić samemu. Podzielenie się z państwem tym, co się od państwa dostało za "free" można nawet uznać za przejaw "sprawiedliwości". A jak ktoś inny dopiero zacznie zarabiać te 150 tys. zł brutto miesięcznie, to w ciągu 10 lat będzie musiał znacząco ograniczyć swoją konsumpcję, a i tak raczej trudno będzie mu odłożyć 10 mln zł.

No chyba, że się jest tak gospodarnym i oszczędnym, jak były wójt Pcimia.

A niektórzy to podpowiadają nawet rządowi, by unieszczęśliwił również rolników podatkiem dochodowym. Niech się nauczą amortyzować konia. Ten stosunek niektórych analityków do rolników unaocznia jak mocno tkwi w nich zawiść do ludzi, którzy nie mają aż tak źle, jak oni sami. Zamiast pogarszać sytuację rolników, może trzeba poprawić sytuację pozostałych podatników? Napiszę o tym więcej przy innej okazji.

Robert Gwiazdowski

Autor felietonu wyraża własne opinie.

- - - - -

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »