Reklama

O co chodzi w Panama Papers?

Nie łudźmy się, że naprawdę sensacyjne informacje wychodzą na światło dzienne przypadkiem. Jeśli już jednak do tego dojdzie, jest to jedynie wyjątek potwierdzający regułę. W przypadku "Panama papers" nie ma mowy o wyjątku. Z całą pewnością jest to przemyślany plan. Rozpisano bowiem szczegółowy scenariusz, z wieloma alternatywnymi zakończeniami i nic nie pozostawiono tu przypadkowi.

Reklama

Pobierz darmowy program do rozliczeń PIT 2015

Zanim jednak spróbujemy zdemaskować możliwych twórców wspomnianego planu i scenariusza, warto przyjrzeć się tym, których pokazano w napisach początkowych.

Jeśli wierzyć informacjom pochodzącym z redakcji Suddeutsche Zeitung, około roku temu zgłosił się do gazety "John Doe", proponując przekazanie gigantycznej ilości informacji dotyczących działalności kancelarii prawnej Mossack Fonseca. Jako motyw podał niemożność pogodzenia się z faktem, że firma umożliwia złym ludziom pomnażanie i ukrywanie ich majątków.

Bardzo to szczytne i pożądane, a że materiałów było bez liku, monachijski dziennik postanowił podzielić się nimi z Międzynarodowym Stowarzyszeniem Dziennikarzy Śledczych (ICIJ). W efekcie, ponad setka (a według niektórych źródeł nawet trzy setki) żurnalistów z całego świata, rozkolportowały materiały według kryterium geograficznego. Sprawą zajmowały się redakcje najbardziej wpływowych dzienników świata. Efekt tego, największego w historii, dziennikarskiego śledztwa oglądamy w ostatnich dniach we wszystkich mediach. Z potoku informacji wynika, że mamiące przybyszów palmami, białymi plażami i turkusową wodą rajskie wyspy, to tak naprawdę przedsionek piekieł, gdzie wszelkiej maści przestępcy, skorumpowani politycy i kryjący ich bankierzy, próbują schować nielegalnie zgromadzone majątki przed troskliwym, obiektywnym i praworządnym okiem fiskalnych instytucji z całego świata.

Jednak zamiast bezmyślnie powtarzać zasłyszane frazesy, warto - wbrew zasadom gry w głuchy telefon, spróbować zastanowić się nad tym, o co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi. Bo jeśli rzeczywiście w grę wchodzą miliardy, a może nawet biliony dolarów, to sprawa jest tego warta. Tym bardziej, że im więcej materiałów zaczyna wychodzić na jaw, tym więcej wątpliwości budzą motywy jakie przyświecają autorom publikacji.

Twierdzą oni bowiem, że celem jest napiętnowanie kancelarii oraz obłudy jej pracowników, którzy umożliwiają ukrywanie majątków oraz transakcji nie tylko zwykłym biznesmenom, próbującym uciec przed podatkowymi restrykcjami, ale również handlarzom bronią i narkotykami oraz politykom obchodzącym sankcje nałożone na reprezentowane przez nich reżimy.

Jednocześnie jednak ICIJ zastrzega, że większość z otrzymanych materiałów nie ujrzy nigdy światła dziennego, lub też będzie publikowana w zależności od okoliczności. Przypomina to trochę policyjny strzał ostrzegawczy, poprzedzający użycie broni bezpośrednio przeciw danej osobie i mający skutecznie ją przekonać, by zastosowała się do poleceń funkcjonariuszy. Przyjmijmy zatem na potrzeby niniejszego artykułu, że to, co się stało istotnie jest ostrzeżeniem lub, jak kto woli, groźbą.

Groźby natomiast mają to do siebie, że po pierwsze muszą być realne i dotkliwe w skutkach, a po drugie, są skuteczne tylko do chwili zrealizowania. Na czym w tym przypadku miałaby polegać dolegliwość gróźb?

Jako pierwszy przekonał się o tym premier Islandii. Trzy dni po publikacji ujawnionych materiałów, pożegnał się ze stanowiskiem. Warto podkreślić, że był on jedynym przedstawicielem elity rządzącej demokratycznego kraju, który znalazł się pośród 12 wspomnianych w "Panama papers" przywódców.

Pozostali to członkowie mniej lub bardziej lekceważących prawo reżimów, dla których ujawnione informacje nie stanowią większego, bezpośredniego zagrożenia. Można więc stwierdzić, że strzał ostrzegawczy był nie tylko demonstracją siły, ale również wskazaniem, kto jest na nią znacząco podatny.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »