Reklama

"Podatek od korporacji" uderzy w sieci handlowe. PiS nakłada na branżę kolejną daninę

Zaledwie rok po faktycznym wejściu w życie sektorowego podatku od sprzedaży detalicznej, branża handlowa musi się szykować na kolejny podatek wdrażany w ramach Polskiego Ładu. Rozmówcy portalu wiadomoscihandlowe.pl nie mają wątpliwości, że nowa danina, ochrzczona propagandowo mianem "podatku od korporacji", wymierzona jest głównie w branżę handlową. Niektóre sieci zapłacą nawet kilkadziesiąt milionów złotych rocznie, a jest to kwota uwzględniająca zaledwie jeden komponent podatku - ten, który da się wyliczyć w oparciu o ogólnodostępne dane.

Nowym podatkiem, który ma zacząć obowiązywać już od przyszłego roku, objęte będą spółki wykazujące stratę z działalności operacyjnej lub takie, których dochód nie przekracza 1 proc. obrotu. Danina wyniesie 0,4 proc. przychodów (pierwszy komponent) plus 10 proc. tzw. kosztów nadmiarowych (drugi komponent). Podatek - wbrew temu, co sugeruje jego nazwa - płacony będzie nie tylko przez duże, ale również średnie, a nawet małe firmy. Brakuje jakichkolwiek wyłączeń powiązanych z rozmiarami firmy, przewidziano natomiast je dla nowych podmiotów, przedsiębiorstw finansowych, spółek o prostej strukturze własnościowej, a także dla podatników, których przychody spadły o co najmniej 30 proc. rok do roku.

Reklama

Handel na celowniku

- Danina będzie dotyczyć przedsiębiorstw z wielu branż, lecz sieci handlowe znajdą się w grupie firm najsilniej dotkniętych planowanymi zmianami, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, iż zgodnie ze złożoną przez rząd autopoprawką, z podatku mają zostać wyłączone firmy energetyczne, wydobywcze oraz lotnicze - mówi portalowi wiadomoscihandlowe.pl Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich. - To w zakresie opodatkowania pozostawia głównie firmy z sektora handlowego, nie tylko w zakresie artykułów spożywczych i FMCG, lecz również np. elektroniki i wyrobów farmaceutycznych, a także niektóre firmy z przemysłu ciężkiego (hutnictwo) i motoryzacyjnego oraz sektora turystyki - dodaje.

Również Marek Kończak, radca prawny i senior associate w Kancelarii Ożóg Tomczykowski ocenia, że nowy podatek uderzy głównie w podatników z branży handlowej. Dochody niższe niż 1 proc. przychodów są charakterystyczne właśnie dla tego rodzaju biznesu. - Charakter prowadzonej działalności skutkuje niskimi marżami, a uzyskiwany zysk wynika ze skali prowadzonej działalności, a nie z zysku na jednostce towaru - wskazuje Kończak.

Dlaczego "podatek od korporacji" został wymierzony w branżę handlową, która objęta jest już przecież podatkiem od sprzedaży detalicznej, podczas gdy Ministerstwo Finansów przewidziało wyłączenie chociażby dla branży finansowej, także objętej od kilku lat odrębnym podatkiem sektorowym (bankowym)? - Brak jest racjonalnych powodów dla takiego rozróżnienia - ocenia Marek Kończak, zwracając uwagę na fakt, że wyłączenie podmiotów działających w branży handlowej "mogłoby skutkować wyeliminowaniem większości potencjalnych podatników tego podatku i byłoby sprzeczne z fiskalnymi celami". - Poza tym istotna część banków jest w rękach Skarbu Państwa, co również może mieć znaczenie dla ustalenia kręgu podatników. Dodatkowo, możliwe, że Ministerstwo Finansów nie chce dodatkowo obciążać banków zmagających się obecnie z problemem kredytów frankowych - dodaje przedstawiciel Kancelarii Ożóg Tomczykowski.

- Wyłączenie sektora finansowego prawdopodobnie wynika z faktu, iż marża brutto w przypadku tej działalności jest wyjątkowo niska, a jednocześnie jest to sektor generujący największe obroty - uważa Łukasz Kozłowski z FPP. - W podobnym stopniu uzasadnione jest jednak również wyłączenie innych branż z tego podatku, w tym branży handlowej, płacącej już swój podatek sektorowy. Najlepszym rozwiązaniem w takiej sytuacji byłoby usunięcie przychodowego komponentu podatku minimalnego i skupienie się na bardziej efektywnych i generujących mniej skutków ubocznych metodach uszczelniania CIT - sugeruje Kozłowski.

Niektórym się upiecze

Ile konkretnie zapłaci branża handlowa? Dane z rozliczeń podatkowych za 2019 r. pokazują, że w przypadku dużych graczy będzie to od kilku mln do nawet kilkudziesięciu mln zł w skali rocznej. Podatek minimalny w przypadku Eurocashu wyniósłby niespełna 65 mln zł, Auchan uiściłoby 46 mln zł, Tesco (które wynosi się z Polski) 42 mln zł, Stokrotka 16 mln zł, Intermarche (SCA PR) 8,6 mln zł, Polomarket 7,9 mln zł, a Aldi 6 mln zł.

To wyliczenia oparte o samą tylko podstawę przychodową podatku (pierwszy komponent). Trzeba pamiętać, że posługując się ogólnodostępnymi danymi nie jest możliwe określenie kwoty tzw. wydatków pasywnych poszczególnych spółek, np. opłat licencyjnych lub usług doradczych, które objęte zostaną dodatkowym podatkiem 10 proc. Te kwoty w niektórych przypadkach mogłyby się okazać zauważalnie większe.

- W przypadku Auchan i Tesco kalkulacja nie uwzględnia innych podstaw opodatkowania niż podstawa przychodowa, tj. w szczególności odroczonego podatku dochodowego, wydatków o charakterze pasywnym itd. Oznacza to, że rzeczywisty podatek do zapłaty przez tych podatników byłby wyższy - wskazuje Marek Kończak.

Niektóre duże sieci - w tym największe z branży handlu spożywczego - nie zostaną objęte nowym podatkiem, gdyż ich dochód przekracza granicę 1 proc. przychodów. Daniny w 2019 roku nie zapłaciłyby Biedronka/Jeronimo Martins, Lidl, Carrefour ani Żabka.

Znowu do Luksemburga?

W 2020 r. Trybunał Sprawiedliwości UE zadecydował, że wprowadzony przez Prawo i Sprawiedliwość podatek od sprzedaży detalicznej jest zgodny z prawem unijnym. Jednak wcześniej danina była zamrożona przez kilka lat z powodu przeciągającego się sporu między Polską a Komisją Europejską. Niewykluczone, że w przypadku "podatku od korporacji" czeka nas taki sam scenariusz - pojawią się próby podważenia legalności daniny. Zdaniem Małgorzaty Samborskiej, partnera i doradcy podatkowego w Grant thornton, można się tego spodziewać.

Podobieństwa między "podatkiem od korporacji" a podatkiem od sprzedaży detalicznej mogą okazać się problematyczne. Obie daniny są bowiem de facto podatkami przychodowymi. - Obawiam, że dojdzie do podwójnego opodatkowania - podkreśla Samborska.

- Biorąc pod uwagę, jak długo trwało rozstrzyganie kwestii podatku handlowego, wydaje się, że minimalny podatek przychodowy może wzbudzić jeszcze poważniejsze wątpliwości. Zgodnie z dyrektywą VAT, państwa członkowskie nie mają nieograniczonej swobody we wprowadzaniu dodatkowych podatków obrotowych, gdyż stanowiłoby to ingerencję w funkcjonowanie wspólnego rynku - zauważa w komentarzu dla portalu wiadomoscihandlowe.pl Łukasz Kozłowski.

Przypomina też, że rząd wprowadzając podatek od sprzedaży detalicznej argumentował, że celem tego działania jest dodatkowe opodatkowanie firm, które unikają płacenia CIT w Polsce. - Niewątpliwie wprowadzanie kolejnego podatku przychodowego w postaci minimalnego CIT stoi w sprzeczności z tym uzasadnieniem - podkreśla Kozłowski.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Również według Marka Kończaka nie można wykluczyć prób kwestionowania "podatku od korporacji" przed TSUE. Jednak jego zdaniem "skala ewentualnego społecznego sprzeciwu powinna być mniejsza niż w przypadku podatku od sprzedaży detalicznej".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »