Reklama

Barcelona protestuje przeciwko zamknięciu Nissana

Protesty w Barcelonie po ogłoszeniu przez Nissana, że zamyka fabryki w Katalonii. Zablokowana jest jedna z głównych arterii miasta. Rząd centralny i administracja Katalonii zapowiedziały, że będą negocjować z Japończykami, by zmienili zdanie.

“Nissan zamyka", “Nissan walczy" - to hasztagi, które od kilku godzin zagrzewają pracowników japońskiego koncernu do protestów. Po zdalnej konferencji prasowej Makoto Uchidy, dyrektora generalnego Nissana, podczas której poinformował o zamknięciu fabryk, zatrudnieni w Barcelonie zablokowali Gran Vię - jedną z głównych arterii miasta. Przed wejściem do fabryki palone są opony. Teraz policja usiłuje nie dopuścić aby protestujący zablokowali Ronda Litoral - obwodnicę stolicy Katalonii. 

Solidarne wiece pod hasłem: “Wszyscy jesteśmy Nissanem" odbyły się w Avili i Kantabrii - dwóch fabrykach koncernu, które nie zostaną zamknięte. Obie zatrudniają ponad tysiąc osób i produkują podzespoły dla Renault-Nissan-Mitsubishi.

Reklama

Przez panującą pandemię, Nissan po raz pierwszy od 11 lat odnotował straty, które przekroczyły w marcu 5 miliardów 600 milionów euro. Wtedy kierujący koncernem ogłosili, że ograniczą produkcję o 20 proc. Wcześniej kilkakrotnie wskazywali na katalońskie fabryki w Zona Franca, Montcada i Reixac oraz w Sant Andreu de la Barca, jako najmniej produktywne ze wszystkich. Dzisiaj poinformowano o ich zamknięciu i wskazano, że najważniejszą fabryką Nissana w Europie staje się zakład w Sunderland, w Wielkiej Brytanii. 

  “Utrzymanie zatrudnienia w fabryce Nissana w Barcelonie jest gwarantowane" - napisał dzisiaj w sieciach społecznościowych premier Pedro Sanchez. Związki zawodowe przypomniały mu jednak, że nie wystarczy znaleźć wyjście dla trzech tysięcy bezpośrednich pracowników koncernu. “Przez zamknięcie katalońskich fabryk zagrożony jest byt 25 tysięcy rodzin, bo ponad 20 tysięcy osób to pracownicy zatrudnieni w firmach współpracujących z koncernem" - czytamy w deklaracji CCOO, jednej z dwóch największych centrali związkowych w Hiszpanii. Związkowcy przypomnieli, że w ciągu 11 lat koncern dostał z funduszy publicznych 179 milionów euro. 

Mimo, że dyrektor generalny Nissana zapewnił, że decyzja o zamknięciu jest nieodwracalna, hiszpańska i katalońska administracja liczą, że uda im się wspólnie przekonać koncern do niezamykania fabryk. Pedro Sánchez i kierujący Katalonią Quim Torra uzgodnili dziś, że użyją "wszystkich możliwych mechanizmów i inicjatyw", aby zmusić Nissana do wycofania się z decyzji. Zdaniem Aranchy Gonzales Layi, szefowej hiszpańskiej dyplomacji, na działania jest prawdopodobnie za późno. Jak przyznała, podczas negocjacji z Nissanem "zaoferowano wszelkiego rodzaju wsparcie, dodatki i pomoc, aby uniknąć zamknięcia, ale firma ma inne plany". 

ew

 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »