Reklama

Eksperymenty z dochodem podstawowym. Czy pomysł bezwarunkowej pensji dla wszystkich może się udać?

Szwajcaria podejmuje dyskusję o bezwarunkowym dochodzie podstawowym. Piątego czerwca 2016 r. władze tego kraju poddadzą pod głosowanie w referendum projekt nowego prawa, które w zamyśle pomysłodawców miałoby gwarantować każdemu dorosłemu obywatelowi miesięczne wynagrodzenie w wysokości 2500 franków. O idei bezwarunkowego dochodu podstawowego (BDP) dyskutuje się już jednak znacznie dłużej.

W myśli ekonomicznej obecne są dwa warianty "organizacji świata": poprzez implementację gwarantowanego zatrudnienia (i przymus pracy) lub zapewnienie obywatelom gwarantowanej płacy. Od dziesięcioleci poruszamy się w zakresie tych dwóch obszarów i próbujemy określić, co lepsze. Wydaje się, że świat znalazł się dzisiaj w punkcie, w którym stopniowo coraz większe znaczenie będzie zyskiwał ten drugi scenariusz.

Pomysł wprowadzenia BDP nie jest nowatorski, ale wskazuje na nowe trendy we współczesnych finansach publicznych, zgodnie z którymi ich ciężar w zdecydowany sposób zostaje przeniesiony na model socjalno-polityczny. W teorii dochód podstawowy, którego wysokość określałaby ustawa, byłby świadczeniem dla obywateli należnym bezwarunkowo (dobrze ten pomysł obrazuje Program 500+, który, jeśli odrzucilibyśmy kryterium dochodowe, byłby bezwarunkowym dochodem podstawowym dla każdego dziecka).

Reklama

Wysokość BDP ustalona ma zostać na poziomie, który - w założeniu, bez dodatkowej działalności zarobkowej czy różnorodnych świadczeń społecznych i pomocowych - pozwoliłby na minimum egzystencji w danych warunkach gospodarczych. Brzmi jak utopia?

W historii, w wielu różnorodnych systemach ekonomiczno-politycznych podejmowano kwestie zabezpieczenia finansowego obywateli - i to zarówno w systemach socjalistycznych, jak i w ramach gospodarki wolnorynkowej (dla przykładu: w USA program jest znany pod nazwą Basic Income Guarantee; w ZSRR - Gwarantowane Minimum; w Wielkiej Brytanii i Kanadzie - Social Credit, w Namibii, która uruchomiła nawet program pilotażowy - Basic Income Grant).

Koncepcja na organizację świata przyszłości

Świat, jaki znamy, będzie powoli odchodził w zapomnienie. Można wymienić kilka czynników, obecnie kluczowych, których występowanie jasno wskazuje na ogólną transformację systemów ekonomicznych.

Technologia wypiera ludzką pracę. Zapotrzebowanie na pracowników będzie się zmniejszać. Zużycie surowców także zacznie spadać, a automatyzacja i robotyzacja wywołają nieodwracalne zmiany praktycznie w każdej sferze ludzkiej aktywności.

Świat produkuje bardzo dużo i coraz taniej. Konsekwencją jest obecna w wielu krajach deflacja, powstała wskutek postępu technologicznego. Wpadliśmy w błędne koło: produkujemy taniej i wydajniej - potrzebujemy mniej ludzi do pracy - nie ma wystarczającej liczby miejsc pracy - spada popyt - bez popytu nie ma inwestycji w "nowe", co znów ogranicza miejsca pracy - bez pracy spada...  - i koło się zamyka.

Powstaje problem nowej koncepcji podejścia do rynku pracy. Jest ona tradycyjnie dostosowana do świata industrialnego - dymiących kominów, fabryk i pracy fizycznej. To się powoli kończy. Nadchodzi gospodarka oparta na wiedzy.

- Potrzebne jest nowe podejście. Żyjemy w gospodarce nadmiaru: w krajach bogatych, globalnie, wyrzucamy 30 proc. żywności, a w krajach biednych nie potrafimy uporać się z falą głodu - podkreśla profesor Elżbieta Mączyńska, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego.

Konieczne jest zmiana filozofii życia, biznesu i pracy. Mądre kraje przygotowują się do takiej zmiany, czego przejawem jest właśnie dochód gwarantowany. Skandynawowie, dla przykładu, chcą zmniejszać liczbę godzin tygodniowo spędzanych przez obywateli w pracy. Wtedy deficyt pracy byłby mnie dotkliwy.

Nowy paradygmat na "nowe" czasy

Na potrzebę reformy dotychczasowego modelu gospodarczego wskazuje prof. Mączyńska: - Zważywszy na to, co się dzieje demograficznie ze światem, trzeba się liczyć z tym, że będzie coraz więcej problemów z pracą. Ideę BDP należy wiązać z przemianami ludnościowymi. Rozwój powoduje, że żyjemy w coraz lepszych warunkach. Postęp medycyny zaś sprawia, że życie ludzkie się wydłuża. Problemem nie jest liczba ludzi, ale struktura społeczeństwa, w której zwiększa się populacja seniorów.

BDP oznacza dla ludzi poszerzenie sfery wyborów preferowanego modelu życia. Popadliśmy w konsumpcjonizm, ścigamy się z rynkiem, rezygnujemy z dzieci, a jak już je mamy, to znowu "przeszkadzają" nam one w zmaganiach z życiem.

- Model homo oeconomicus wyczerpał się. Jesteśmy bardzo złożonym organizmem. Nie kierujemy się tylko motywacją ekonomiczną, tak jak nam ekonomia neoklasyczna próbowała wmówić. BDP - jako oddzielny system zidentyfikowanej preferencji, urzeczywistnienia preferencji - zwiększa wolności wyboru jednostki - twierdzi prof. Mączyńska.

Dochód podstawowy wprowadzono do tej pory próbnie m.in. w Utrechcie (Holandia). Objął 300 osób otrzymujących już wcześniej od państwa pomoc finansową. Wcześniej, w latach 1974 - 1979,  w mieście Dauphin, w Kanadzie (prowincja Manitoba), też eksperymentowano z dochodem podstawowym. Wszyscy mieszkańcy, w zależności od zarobków, otrzymywali tam z budżetu dodatkowe pieniądze. W podsumowaniu projektu możemy przeczytać, że spadło ubóstwo, a nowe warunki bytowe okazały się korzystne dla młodych (mogli poświęcić się nauce) i kobiet z dziećmi (mogły poświęcić się wychowaniu).

- To, co zniechęciło USA przed kontynuacją programu w latach 70. XX wieku, to fakt, że część biorących udział w takich eksperymentach mniej pracowała. Warto także pamiętać, że w krajach rozwijających się, takich jak np. Indie czy kraje Afryki, również eksperymentowano z BDP. Tutaj wyniki były odmienne. Uczestnicy zakładali własne mikrofirmy, spłacali długi u lokalnych pożyczkodawców, przekazywali pieniądze na edukację dzieci i poprawę zdrowia - komentuje dla Interii prof. Ryszard Szarfenberg z IPS UW.

Rozmowa o wprowadzeniu BDP kończy się zwykle stwierdzeniem, że dając wszystkim minimalny dochód skazujemy się na brak rąk do pracy. Zakłada się, że większość od razu przestanie pracować. - Idea BDP nie na tym jednak polega - komentuje dla Interii prof. Mączyńska. - Bezwarunkowy dochód podstawowy zasadniczo trzeba traktować jako poszerzenie sfery wyboru dla ludzi, którzy nie zrezygnują z uczenia się, z pracy, z poszukiwań, z ciekawości pracą, z pielęgnowanych od wieków impulsów i potrzeby odkryć - dodaje prof. Szarfenberg.

(Czytaj dalej na następnej stronie...)

Szwajcaria dyskutuje o BDP, świat przygląda się temu z uwagą

Plan wprowadzenia dochodu bezwarunkowego w Szwajcarii, jak wyliczono, zamknąłby się kosztem ok. 208 miliardów franków (143 miliardy funtów; 204 miliardy dolarów) rocznie. W zamyśle miałoby to być 2500 franków miesięcznie dla każdego obywatela, niezależnie od tego, czy pracuje, czy nie. Gdyby projekt został przyjęty, to właśnie Szwajcaria stałaby się pierwszym krajem, w którym takie rozwiązania zdecydowano się przyjąć dla wszystkich. Nie dziwi fakt, że to właśnie referendum ma rozstrzygnąć tak ważną kwestię.

- Problem dochodu podstawowego od dawna jest przedmiotem debaty publicznej w państwach rozwiniętych, takich jak Szwajcaria. W tym kraju dyskutuje się również np. o tym, jakiej wysokości mogą być żywopłoty. Z jednej strony właściciele posesji mają prawo do ochrony swojej prywatności, z drugiej zaś ich wysokość ogranicza widoczność kierowcom. Jest to państwo o wyjątkowo wysokim poziomie rozwoju obywatelskiego - komentuje dla Interii Jeremi Mordasewicz, ekspert Konfederacji Lewiatan i członek rady nadzorczej ZUS.

- W Szwajcarii w ostatnich dwóch latach odbyły się dwa ważne referenda - dotyczące wydłużenia bezpłatnego urlopu i bezpłatnej służby zdrowia. W obydwu przypadkach obywatele odrzucili proponowane zmiany. Nie istnieje coś takiego jak darmowe obiady, a tak rozwinięte społeczeństwo zdaje sobie sprawę z tego, że za te zmiany musiałoby zapłacić z własnej kieszeni - komentuje dla Interii Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha.

Problem, który stał się podstawą do stworzenia tego typu rozwiązań na rynku pracy i polityki społecznej, to - jak czytamy w uzasadnieniu pomysłodawców - próba zerwania zależności między pracą a otrzymywanym wynagrodzeniem. Jest to kosztowny system, który na razie nie rozwiązuje podstawowych kwestii.

- Dobrze - twierdzi prof. Mączyńska - że niektóre kraje eksperymentują. Zmiana filozofii kształtowania rozwoju społeczno-gospodarczego jest nieuchronna. Oznacza to konieczność innego podejścia do całego systemu, do ustroju społeczno-gospodarczego - dodaje.

- Jeżeli pod uwagę weźmiemy społeczeństwa szwajcarskie, fińskie czy szwedzkie, o silnym etosie pracy, poczuciu własnej odpowiedzialności i samokontroli, to tego typu debata jest uzasadniona. Można założyć, że pieniądze w ramach programu nie będą nadużywane. Osoby, które pracują (mają możliwość pracy) będą nadal rozwijać się zawodowo, a rękę po pieniądze publiczne wyciągać tylko nieliczni - twierdzi Jeremi Mordasewicz.

Wysokie koszty implementacji dochodu podstawowego, a także obawy o rynek pracy stawiają jednak pod znakiem zapytania tego typu projekty, przynajmniej w najbliższych latach. Zwolennicy takich rozwiązań, w oparciu o własne badania wskazują, że tylko dwa procent ankietowanych zrezygnowałoby z pracy. Pozostała część miałaby kontynuować swoje dotychczasowe zajęcie zarobkowe. Przed podobnym stanem ostrzega ekspert Centrum im. Adama Smitha.

- Zwróćmy uwagę na to, że rozbudowany system socjalny wykształcił coraz większe grupy odmawiające publicznie jakiejkolwiek pracy. W Szwecji był proces małżeństwa, które chciało, wręcz żądało od państwa dożywotniego świadczenia. Małżonkowie twierdzili, że praca jest wbrew ich naturze. Sąd nie przychylił się do ich żądań, ale to pokazuje, że tego typu trendy w społeczeństwie są jak najbardziej możliwe. Oznacza to de facto, że istnieją ludzie, którzy nigdy nie podejmą pracy. Z tego też powodu wdrożenie podstaw dochodu gwarantowanego mocno się komplikuje. Radykalny wzrost kosztów i cen to tylko jeden z prawdopodobnych skutków tego pomysłu - komentuje Andrzej Sadowski.

Stać nas na "nowy" model finansów publicznych?

Podstawowym argumentem przeciwko wprowadzaniu bezwarunkowego dochodu podstawowego jest koszt takiego przedsięwzięcia. Chodzi o kwoty, które nawet w minimalnym wariancie (pieniądze potrzebne na przeżycie), znacznie przekraczałyby dotychczasowe wydatki socjalne danej gospodarki. Mało tego, w hipotetycznych warunkach przekraczałyby także wydatki budżetowe. Jakby to wyglądało na rodzimym podwórku?

Zakładając, że każdy obywatel w Polsce (warto podkreślić, że dochód podstawowy dotyczyłby każdego obywatela, a nie gospodarstwa domowego) otrzymać miałby 1000 złotych, to coroczne wydatki państwa z tytułu tego świadczenia wyniosłyby, bagatela, 456 mld złotych (38 mln x 1000 x 12) rocznie. Przy założeniu, że dochód dostanie wyłącznie osoba pełnoletnia bądź w wieku produkcyjnym, koszt programu zamknąłby się kwotą 297 mld złotych (liczba osób w wieku produkcyjny w 2011 roku wynosiła 24 miliony 739 tysięcy osób x 1000 x 12). Warto zestawić tę liczbę np. z wydatkami budżetu państwa w 2016 roku, które określono na poziomie 368 mld złotych, by zrozumieć, jak duże jest to obciążenie dla finansów publicznych.

Czy oznacza to, że idea BDP jest skazana na niepowodzenie? Bezwarunkowy dochód podstawowy miałby potencjalnie zastąpić wszelkie inne świadczenia (z polityki rodzinnej, socjalnej czy społecznej). Na te zaś państwo wydaje sporo, ale i tak zdecydowanie mniej niż miałoby zapłacić corocznie w ww. projekcie. Tym samym, w budżecie na br. zapisano środki na zadania określone w ustawie o pomocy społecznej w wysokości 1,3 mld złotych. Program 500+ dla dzieci to koszt 17 mld złotych w 2016 r., a - przykładowo - wypłata emerytur i rent w 2014 r. pochłonęła - 199,64 mld złotych (dane za GUS). Podobnych przykładów można by wymieniać jeszcze wiele.

Odrębną kwestią pozostaje także poziom pracy w kraju, który zdecydowałby się wprowadzić dochód bezwarunkowy. Można założyć, że dochód podstawowy, gwarantujący minimum przeżycia (bez luksusów), będzie wystarczający dla części obywateli, którzy zdecydują się porzucić pracę na dobre. Byłoby to także korzystne rozwiązanie dla matek z dziećmi, które wolałyby zająć się ich wychowaniem, a nie pracą zarobkową. W zamyśle pomysłodawców BDP jest także idea, że człowiek mógłby się poświęcić samodoskonaleniu i samorozwojowi w sytuacji, gdy praca nie będzie mu pochłaniać większości dnia.

(Czytaj dalej na następnej stronie...)

BDP to zaklinanie rzeczywistości

Inicjatywy takie jak BDP krytykuje Andrzej Sadowski, który twierdzi, że mamy do czynienia z zaklinaniem rzeczywistości. - Próbuje się tworzyć iluzje dobrobytu gwarantowanego. Nikt nie zadaje sobie pytania, skąd wziąć na to pieniądze. Dobiera się odpowiednio słowa. To już nie zasiłek, który stygmatyzuje, a dochód - zwraca uwagę Sadowski.

Bezwarunkowy dochód podstawowy jest jednak wyjątkowo kuszący, stąd coraz to nowe pomysły na jego chociażby częściowe wprowadzenie. - To próba manipulowania językiem. Podkładane są różne "nowe" treści pod terminy będące w obiegu. Jest to próba dokonania radykalnej zmiany poprzez zmiany w języku. Upowszechnienie systemu socjalnego ma nastąpić poprzez jego zbliżenie, wręcz fuzję z systemem pracy. System socjalny jest wspaniały, praktycznie jak w bajce. Pozostaje jednak kwestia: kto za to zapłaci? - dodaje Andrzej Sadowski.

Jakie może być źródło finansowania nowatorskiego świadczenia w sytuacji, gdy rząd nie ma własnych pieniędzy, a jest jedynie dysponentem funduszy, które pozyskuje od obywateli? Czy rzeczywiście bariera finansowania będzie powodem, dla którego dochód podstawowy zostanie jedynie w sferze idei?

Gwarantowany dochód podstawowy każdy obywatel musi sobie najpierw samodzielnie wypracować, a oprócz tego doliczyć jeszcze - jak tłumaczy ekspert Centrum im. Adama Smitha - prowizję dla rządu, by ten mógł pensje obywatelskie rozdysponować. - Rząd, by dać, najpierw musi zabrać. Nie może nic dać obywatelom, czego wcześniej w postaci np. podatków, by od nich nie pozyskał - sprowadza problem na ziemię Andrzej Sadowski.

Skutki społeczne są trudne do oceny

Społeczne skutki wprowadzenia BDP są trudne do przewidzenia. Wprowadzenie dochodu podstawowego, gwarantowanego, wpłynie na każdą sferę naszego życia. - Zwolennicy projektu wskazują na dobre konsekwencje napływu "wolnych" środków finansowych na rynek. Większość ludzi otrzymujących pieniądze wyda je na to, co jest dobre dla nich bądź dla ich dzieci. Nadwyżki zaś będą wykorzystane do tworzenia tzw. poduszki finansowej na przyszłość, co ma także pozytywne efekty - twierdzi prof. Ryszard Szarfenberg.

Przeciwnicy BDP taki nagły dopływ dużej gotówki do gospodarki traktują jednak jako realne zagrożenie. Inflacja, utrata kontroli nad cenami... - to w konsekwencji mogłoby wg nich prowadzić do ręcznego sterowania rynkiem.

Wprowadzenie BDP trzeba zatem rozpatrywać zarówno w kwestiach mikro-, jak i makrogospodarczych. Trzeba pamiętać o wpływie programu BDP na rynek pracy (poza poruszanymi już kwestiami jest to przede wszystkim kwestie relacji pracodawca-pracownik, czyli odpowiedź na pytanie, jak pracodawcy i pracownicy zareagują na nowy, stały dochód), a także rozważyć, jak dostosować do nowych warunków edukację, która obecnie nastawiona jest na dobrą "sprzedaż" na rynku pracy, a nie na kreatywność zarządzania życiem.

Spojrzenie makroekonomiczne jest równie ważne - dotyczy spraw deficytu budżetowego i długu publicznego, w szczególności wtedy, jeśli myślimy o sposobie finansowania BDP.

- Nowe świadczenie ma być nowym wydatkiem budżetowym? Nowy wydatek, który nie będzie miał pokrycia w stronie dochodowej, będzie wpływał na deficyt i powiększał dług publiczny. Stąd ważna jest odpowiedź na zasadnicze pytanie: czy potraktujemy ten wydatek jako nowe świadczenie pieniężne, czy jako instrument o charakterze monetarnym - zauważa prof. Szarfenberg.

Dochód bezwarunkowy w Polsce?

Państwo dostarcza nam wiele usług, takich jak m.in. opieka zdrowotna, edukacja czy dofinansowanie transportu publicznego. - Na tym etapie rozwoju kraju, przy obecnej kulturze pracy, wprowadzenie dochodu gwarantowanego byłoby nie tylko ryzykowne, ale stanowiłoby poważne zagrożenie dla jego przyszłego rozwoju - uważa Jeremi Mordasewicz. - Tym samym, skutki wprowadzenia podobnego dochodu w Polsce - ocenia - byłyby dramatyczne. Najgorsze to spadek PKB, ograniczony wzrost gospodarczy, dezaktywacja części społeczeństwa, a także przeniesienie ciężaru pracy na barki osób o większych aspiracjach życiowych i etosie pracy.
Bartosz Bednarz

Polecamy: Pobierz darmowy program PIT 2015

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »