Reklama

Niemcy mało atrakcyjne dla pracowników branży opiekuńczej

Do 2030 roku w Niemczech ma zabraknąć pół miliona pracowników branży opiekuńczej. W wypełnieniu tej luki mają pomóc fachowcy z zagranicy. Ale dotychczasowe rezultaty ich pozyskania są niezadowalające.

Gdyby Niemcy mogły stworzyć sobie pielęgniarkę z zagranicy, pewnie byłaby ona taka, jak Nayeli Bautista Hernández. Ta 29-letnia Meksykanka z Oaxaca wyruszyła za ocean trzy lata temu, najpierw opiekowała się starszymi ludźmi w domu opieki położonym 30 kilometrów na północ od Monachium, a teraz asystuje przy najcięższych operacjach w monachijskim szpitalu jako pielęgniarka. Mówi to, pod czym wiele pielęgniarek z zagranicy podpisałoby się obiema rękami.

- Niemcy pilnie potrzebują bardzo wielu pracowników w sektorze zdrowia. Byłam bardzo dobrze przygotowana do tej pracy dzięki wykształceniu zdobytemu w moim rodzinnym kraju. Ale najtrudniejszy jest tu język - tłumaczy Nayeli Bautista Hernández.

Reklama

Miejsce pracy Nayeli Bautisty Hernández odzwierciedla niemiecką rzeczywistość w branży opiekuńczej w 2022 roku. I stanowi przedsmak tego, co może być w niej także przyszłością, wskutek dramatycznego braku personelu: ta młoda Meksykanka ma na swoim oddziale, oprócz niemieckiego personelu specjalistycznego, także koleżanki i kolegów z Chin, Bośni i Chorwacji.

Zaostrza się walka o fachowy personel

Już teraz w Niemczech brakuje 200 tys. pracowników branży opiekuńczej, a według wyliczeń Instytutu Gospodarki Niemieckiej w Kolonii ta liczba w ciągu najbliższych lat wzrośnie do pół miliona. Fachowcy z Wietnamu, Bałkanów czy Ameryki Łacińskiej mają pomóc rozwiązać ten problem.

Niemieckie kliniki i domy opieki są coraz bardziej pomysłowe i aktywne w pozyskiwaniu personelu opiekuńczego z zagranicy. W 2019 roku wspomniana wyżej Meksykanka otrzymała zwrot kosztów przelotu, kurs językowy, pieniądze na opłaty w załatwianiu spraw urzędowych, a także ryczałt w wysokości 300 euro przez pięć miesięcy. Dziś na liście bonusów jest darmowy lot do domu raz w roku, rower, a nawet laptop.

Walka konkurencyjna o pielęgniarki i pielęgniarzy jest ostra, ponieważ każde wolne stanowisko w tej branży pozostaje nieobsadzone średnio przez 240 dni.

Kliniki wabią stałymi etatami

Borja López de Castro dość wcześnie dostrzegł ten potencjał. Dziesięć lat temu ten przedsiębiorczy Hiszpan założył organizację "Enfermeras Alemania", czyli "Pielęgniarki Niemcy". To, co zaczęło się jako mały projekt w trakcie jego doktoratu pisanego w Niemczech, szybko przerodziło się w pracę na pełen etat. Na stronie internetowej tej organizacji roi się od ogłoszeń o pracę; López de Castro pośredniczy w uzyskaniu pracy na stanowiskach pielęgnacyjnych w klinikach uniwersyteckich we Fryburgu, Kolonii czy Akwizgranie.

- W tej chwili widzimy, że szpitale przebijają się w ofertach, aby przyciągnąć do siebie pracowników, oferując im dodatkowe premie niezależnie od wynagrodzenia przewidzianego w umowie, wyższą grupę wynagrodzenia, jak również inne dodatki finansowe. A duże szpitale mogą nawet zaoferować im mieszkanie - wyjaśnia de Castro.

Jego organizacja "Enfermeras Alemania" pośredniczy także w załatwianiu pracy dla pielęgniarzy i pielęgniarek już zamieszkałych w Niemczech. W ten właśnie sposób Nayeli Bautista Hernández otrzymała stałą posadę w monachijskim szpitalu, łącznie z zakwaterowaniem. Każdego dnia organizacja otrzymuje do 20 zgłoszeń od chętnych z Meksyku, Kolumbii, Argentyny, Chile i Wenezueli.

Jak zatrzymać fachowców w RFN

To, co Borja López de Castro stale wbija im do głowy, to konieczność dobrego opanowania przez nich niemieckiego. Poziom B2 jest obowiązkowy. Ci, którym się to uda, mają w Niemczech dużo lepsze warunki niż u siebie w kraju: stabilność finansową i często stały etat. Droga do tego celu jest jednak często najeżona różnymi przykrościami. - Wielu ludzi przyjeżdża do Niemiec z 15-letnim doświadczeniem zawodowym na oddziale intensywnej terapii, ale często patrzy się na nich jak na nowicjuszy nie mających pojęcia o niczym - mówi de Castro.

Chociaż Niemcy wyciągnęły wnioski z konieczności przyciągnięcia pracowników branży opiekuńczej, często nie mają żadnego planu działania ani personelu, który mógłby im pomóc w zintegrowaniu się w społeczeństwie niemieckim i chęci pozostania w Niemczech na stałe. López de Castro często pyta, jak radzą sobie umieszczeni przez niego Latynosi, pisze do nich i dzwoni. Ciągle jednak słyszy, że ich problemy nie są zauważane, częściowo z powodu bariery językowej, a komunikacja po obu stronach pozostawia wiele do życzenia.

- Jedna sprawa to posiadanie fachowców od integracji, a druga to posiadanie planu integracji, który jest realizowany w praktyce. Często nie ma pomysłów na kontynuowanie procesu ich adaptacji w Niemczech, a głównym problemem jest brak informacji i przejrzystości w przedstawianiu im warunków pracy - krytykuje szef "Enfermeras Alemania".

Język, biurokracja i inne przeszkody

Dla Christine Vogler wszystko to nie jest niczym nowym. W branży pielęgnacyjnej pracuje już od 33 lat. Zaczęła jako wykwalifikowana pielęgniarka, później została dyrektorką berlińskiej szkoły kształcącej w zawodzie pielęgniarki oraz dyrektor zarządzającą Berlińskim Kampusem Edukacyjnym dla Zawodów Medycznych. Od roku zmaga się z iście herkulesowym zadaniem: jest przewodniczącą Niemieckiej Rady Branży Pielęgnacyjnej.

Dlaczego zbyt mało zagranicznych pracowników tej branży przyjeżdża do Niemiec? Vogler nie przebiera w słowach: "Niemcy nie są atrakcyjnym miejscem pracy dla przedstawicieli tej branży i to rozchodzi się także poza granicami Niemiec. Mamy skomplikowany język i niewłaściwe warunki pracy, najwięcej łóżek szpitalnych, ale najgorszy do nich stosunek liczby osób personelu opiekuńczego".

Christine Vogler spotkała wielu stażystów z Filipin czy Wietnamu, którzy po czterech czy pięciu latach pracy w Niemczech wrócili do swoich krajów. Dlatego, że opieka pielęgniarska nad osobami starszymi jest w Niemczech gorzej opłacana niż praca w szpitalu. Bo denerwowała ich niemiecka biurokracja, każąca im czekać trzy, cztery, a nawet pięć miesięcy na wydanie certyfikatu zawodowego. I dlatego, że nie wolno im powiedzieć bliskim pacjentów o diagnozie, gdy lekarz jest już po pracy i nie ma go na oddziale.

Konkluzja prezes Niemieckiej Rady Branży Pielęgnacyjnej jest ponura: "Możliwość ściągnięcia personelu z zagranicy nie jest w naszej branży trwałym rozwiązaniem istniejących w niej problemów. Musimy też mieć świadomość, że jeśli włożymy w coś 100 procent wysiłku, to uzyskane rezultaty pokryją od 20 do 25 procent nakładów. Poza tym coraz trudniej jest znaleźć nowych ludzi, ponieważ coraz więcej krajów na świecie ma podobną do naszej sytuację z niedoborem fachowców w branży opiekuńczej".

Oliver Pieper

Redakcja Polska Deutsche Welle

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »