Reklama

Pracownicy sklepów wielkimi beneficjentami Polskiego Ładu. Program 150+ dla kasjerów

Nawet o 150 zł więcej "na rękę" zarabiać będą miesięcznie pracownicy handlu w związku ze zmianami podatkowymi ogłoszonymi w sobotę przez prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego i premiera Mateusza Morawieckiego - o ile Polski Ład wejdzie w życie. Sprzedawcy-kasjerzy zatrudnieni na umowie o pracę prawdopodobnie będą jednymi z największych beneficjentów zmian planowanych przez obecny rząd - czytamy na portalu wiadomoscihandlowe.pl.

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Wyższe wynagrodzenia netto w tej grupie zawodowej to spodziewany efekt podwyżki kwoty wolnej od podatku do 30 tys. zł, której towarzyszyć ma likwidacja możliwości odliczania w rozliczeniu podatkowym składki na ubezpieczenie zdrowotne. Diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach, trzeba więc jeszcze poczekać na konkretne projekty ustaw (ponoć pojawią się już w czerwcu). Jednak po sobotniej konferencji programowej Prawa i Sprawiediwości, w trakcie której przedstawione zostały założenia tzw. Polskiego Ładu, można być w zasadzie pewnym, że polska klasa średnia i wyższa "zrzuci się" na podwyżki wynagrodzeń dla najsłabiej zarabiających Polaków.

Reklama

Handel zadowolony

Pracownicy sklepów i magazynów skorzystają na tych zmianach. Ze wstępnych wyliczeń Grant Thornton wynika, że osoby z wynagrodzeniem 3 tys. zł brutto miesięcznie (to mniej więcej tyle, ile wynosi mediana w handlu), dostaną na rękę o 154 zł więcej miesięcznie, co w skali roku da 1845 zł.

Również sprzedawcy-kasjerzy z dużych miast, gdzie wynagrodzenia zwykle są nieco większe, będą beneficjentami Polskiego Ładu. Pracownik sklepu, który dziś zarabia 4 tys. zł brutto miesięcznie, po rewolucji w podatkach zyska na czysto 114 zł miesięcznie, czyli 1365 zł rocznie - wylicza Grant Thornton.

- Dla pracowników handlu to jest naprawdę korzystna zmiana. Pracownicy mogą powiedzieć z uśmiechem na twarzy, że ta kwota ok. 150 zł miesięcznie to kolejna podwyżka zaoferowana przez rząd. Dla pracowników sklepów, czyli głównie kobiet, niejednokrotnie samotnie wychowujących dzieci, liczy się każdy złoty, każdy grosz - komentuje dla portalu wiadomoscihandlowe.pl Alfred Bujara, szef sekcji handlowej NSZZ Solidarność.

I dodaje: - Pracownicy zawsze czekają na podwyżkę najniższej pensji krajowej, podobnie jest w tym roku. Mamy tymczasem dodatkowy "bodziec" w postaci Polskiego Ładu. A na tej zmianie zyska także management, bo nie pozwoli sobie na spłaszczenie wynagrodzeń.

Według Ogólnopolskiego Badania Wynagrodzeń prowadzonego przez Sedlak&Sedlak, w styczniu br. mediana zarobków sprzedawców-kasjerów wynosiła 3030 zł brutto miesięcznie. Co drugi kasjer otrzymywał pensję w przedziale od 2680 zł do 3510 zł brutto. Statystyki te z pewnością poprawiły się wiosną, w związku z wprowadzonymi w marcu podwyżkami w Lidlu (w Biedronce pensje wzrosły w styczniu), ale i tak pracownicy sklepów spożywczych należą do grona najsłabiej wynagradzanych grup zawodowych w Polsce.

Zagrożenie inflacyjne

Dziś pracownicy Lidla zarabiają od 3550 zł do 4350 zł brutto na początku zatrudnienia, a jeśli mają minimum dwuletni staż pracy w dyskontowej sieci, to wynagrodzenie mieści się w przedziale 3900-4800 zł brutto. Lidl uchodzi w branży handlu spożywczego za lidera płac. Największa sieć handlowa w Polsce, czyli Biedronka, oferuje nowym pracownikom sklepów od 3250 do 3600 zł brutto (wliczając w to nagrodę za obecność), a dla osób ze stażem trzech lat miesięczne zarobki wahają się od 3400 do 3850 zł brutto. Do tego dochodzą potencjalne premie uznaniowe, uwzględniające wyniki danego sklepu i jakość obsługi.

Płace w dużych sieciach handlowych od kilku lat solidnie rosną z roku na rok. Jednak wynagrodzenia w małym handlu - niewielkich, rodzinnych, często nieusieciowionych sklepach - zostają w tyle. Często pracownicy takich placówek otrzymują co miesiąc płacę minimalną, czyli 2800 zł brutto, lub nieznacznie wyższą pensję (nie wspominając o przypadkach zatrudnienia na umowach śmieciowych lub nawet wypłacania części pensji "pod stołem"). Takie osoby na zmianach podatkowych planowanych w ramach Polskiego Ładu skorzystają najbardziej.

- Osoby zarabiające minimalną krajową, czyli 2800 zł brutto, zyskają na zmianie 137 zł miesięcznie, a więc 1644 zł w skali roku. To wzrost wynagrodzenia o 6,5 proc. Jest to zatem odczuwalna kwota, chociaż przy rosnącej inflacji może nie być ona zauważalna dla pracowników - mówi portalowi wiadomoscihandlowe.pl Małgorzata Samborska, partner i doradca podatkowy w Grant Thornton.

I dodaje: - Wraz ze wzrostem wynagrodzenia kwota korzyści maleje, wynosząc "zero" przy pensji brutto na poziomie 6 tys. zł. Tak więc dla osób zarabiających minimalną krajową atrakcyjność takiej pracy wzrośnie. Ale dla osób z wyższymi zarobkami już nie. Wzrost pensji w sektorze handlu jest spowodowany przede wszystkim sytuacją na rynku pracy, więc w mojej ocenie nie zahamuje to wzrostu pensji w tym sektorze.

Pierwsze wyliczenia, również te przedstawione przez rząd, pokazują, że pracownicy sklepów zyskają na zmianach podatkowych. A przynajmniej w teorii, bo Polski Ład uderzy z kolei we właścicieli sklepów z własną działalnością gospodarczą - ich miesięczne wynagrodzenie "na rękę" spadnie, więc mogą spróbować zrekompensować sobie te straty np. poprzez zmniejszenie liczby pracowników w sklepie.

Szybkie zmiany

Na razie nie wiadomo, kiedy Polski Ład - przynajmniej w zakresie zmian podatkowych - wejdzie w życie, ale bardzo prawdopodobny jest scenariusz, w którym nowe regulacje zaczną obowiązywać już od 2022 r. Oznacza to, że wraz z końcem grudnia br. zarobki kasjerów wzrosną nie tylko z tytułu rewolucji podatkowej, ale także w związku z coroczną podwyżką płacy minimalnej. Tym samym wzrost z miesiąca na miesiąc będzie naprawdę zauważalny.

Najniższe wynagrodzenia w kraju muszą wzrosnąć w przyszłym roku co najmniej o 184,70 zł brutto, czyli do poziomu 2985 zł brutto. Wynika to z ustawy, która wiąże "gwarantowany" wzrost płacy minimalnej ze wskaźnikami GUS - przeciętnym wynagrodzeniem w pierwszym kwartale (wyniosło ono 5682 zł brutto). Ostateczną wysokość płacy minimalnej na dany rok ustala rząd w drodze rozporządzenia; wcześniej wysokość płacy minimalnej jest przedmiotem negocjacji w ramach Rady Dialogu Społecznego.

Można być pewnym, że związki zawodowe - jak co roku - będą się starały ugrać nieco więcej, z kolei pracodawcy będą podnosić argument, że są poobijani po pandemii i nie dźwigną wysokiej podwyżki. Związkowcy domagają się wzrostu płacy minimalnej o 500 zł netto miesięcznie. Dla porównania, na początku bieżącego roku minimalne wynagrodzenie wzrosło o 200 zł brutto (z 2600 zł do 2800 zł). Wydaje się, że okrągła kwota 3000 zł brutto od przyszłego roku jest prawdopodobna.

Przypomnijmy, że prezes PiS Jarosław Kaczyński dwa lata temu zapowiadał, że w 2024 r. najniższe wynagrodzenia w Polsce wynosić będą 4 tys. zł brutto. Deklaracja ta padła co prawda przed koronakryzysem, jednak dotychczas Prawo i Sprawiedliwość się z tej zapowiedzi nie wycofało. Można więc się spodziewać, że płaca minimalna będzie w najbliższych latach rosła szybciej niż o ustawowe minimum, o ile PiS nie porzuci swojej obietnicy.

Paweł Jachowski

Dowiedz się więcej na temat: Polski Ład | zarobki w Polsce | handel | kasjer | sprzedawca

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »