Reklama

Pracownicze samobójstwa - kogo to dotyczy?

W latach 2008 i 2009, na przestrzeni 20 miesięcy, wśród pracowników jednej z francuskich firm doszło do 25 samobójstw. Ostatni incydent miał miejsce w kwietniu 2011 roku, kiedy kolejny zatrudniony dokonał samospalenia na parkingu jednej z siedzib.

Seria drastycznych wydarzeń rozpoczęła się w 2008 roku, kiedy firma rozpoczęła radykalną restrukturyzację. Polegała ona m.in. na zamykaniu mniejszych oddziałów, co wiązało się z kolei z masowymi zwolnieniami (22 000 osób). Akcja likwidacji oddziałów, przebiegająca pod hasłem "It's time to move", sprowadzała się do przymusowego przenoszenia personelu lub, w razie odmowy, proponowania zatrudnionym innego stanowiska i innej pracy, często nie odpowiadającej ich kwalifikacjom i doświadczeniu.

Oblicz swoją płacę netto. Sprawdź, ile trafia do ZUS, NFZ i US

Reklama

W styczniu 2008 roku wśród pracowników przedsiębiorstwa doszło do pierwszego samobójstwa. Równocześnie w prasie zaczęły pojawiać się komentarze i opisy bezprecedensowej sytuacji. Duże znaczenie miały także świadectwa byłych pracowników, którzy określali swoją poprzednią pracę mianem piekła. Jednym z nich był Vincent Talaouit, inżynier i były kadrowy, który wydał książkę "O mało mnie nie zabili". Opisuje w niej metody zarządzania i presję, jaka była wywierana na podopiecznych przez przełożonych.

Proces degradacji pracownika przedstawił w trzech etapach: destabilizacji, izolacji i destrukcji. Destabilizacja sprowadzała się do sprzecznych i niejasnych informacji, nieodnoszących się do konkretnych osób, ale sugerujących możliwość zwolnień bez podawania klarownych przyczyn. Sprawiało to, że niektórzy pracownicy rezygnowali z pracy z własnej inicjatywy, co było zresztą jednym z celów reorganizacyjnych. Według Talaouita, drugi etap, izolacja, był realizowany poprzez insynuacje ze strony dyrekcji HR. Pracownicy otrzymywali od kadrowców e-maile z informacjami, że dane stanowisko przestaje istnieć, a osoba na nim pracująca powinna zacząć szukać nowego zatrudnienia. Równocześnie nie dostrzegali żadnych konkretnych działań, które miałyby na celu rzeczywiste zwolnienie. Dezorientację pogłębiał fakt, iż zatrudnieni nie mogli wyjaśnić sytuacji w bezpośredniej rozmowie z przełożonym - w mniejszych oddziałach firmy kontakt z kadrą zarządzającą odbywał się poprzez telekonferencje dla wszystkich pracowników działu.

Trzeci etap, destrukcja, miał miejsce w nowej siedzibie oddziału. Pomimo przeniesienia stanowiska pracy z wszystkimi dokumentami dotyczącymi bieżącego projektu, w nowym biurze pracownik dowiadywał się, że nie jest już częścią ekipy. Autor książki stwierdza na koniec, że sam uniknął samobójstwa tylko dzięki intensywnej terapii psychologicznej i farmakologicznej. Teraz toczy się proces między nim i byłym pracodawcą.

Szukasz pracy? Przejrzyj oferty w serwisie Praca INTERIA.PL

Co spowodowało serię dramatycznych wydarzeń? Jaka jest aktualna sytuacja we francuskim przedsiębiorstwie? Co to są tzw. perwersyjne systemy zarządzania? Odpowiedzi na te i inne pytania znajdą Państwo w artykule "Praca zagrożeniem dla życia i zdrowia: France Télécom" w portalu rynekpracy.pl.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »