Gwiazdowski mówi Interii. Odc. 76: Homo oeconomicus. Czy człowiek postępuje racjonalnie?

- Z jakiego powodu byście postąpili nieracjonalnie w świetle rachunku prawdopodobieństwa i teorii liczb? - pyta Robert Gwiazdowski. - Ludzie podejmując decyzje wybierają przyjemność w kontrze do przykrości - dodaje. Czy tym samym Adam Smith mylił się pisząc o człowieku racjonalnym, o homo oeconomicus? Wielu ekonomistów próbowało podważyć tę teorię. Czym im się udało? Więcej w najnowszym odcinku pocastu video "Gwiazdowski mówi Interii". Tylko w Interii Biznes.

- Niektórzy z Adama Smitha próbują zrobić socjalistę. Jak im nie bardzo to wychodzi, to każdą nadarzającą się okazję, żeby skrytykować Smitha jako liberała, skrzętnie wykorzystują. Ponoć laureat nagrody nobla z 2002 r. Daniel Kahneman krytykował Smitha i obalił jego twierdzenia. To nie do końca prawda - zauważa Gwiazdowski. Jak dodaje, sam Kahneman w swojej sztandarowej książce "Pułapki myślenia" napisał, że jego i Amosa Twerskiego badania nie wykazały nieracjonalności ludzkich zachowań, tylko niezgodność modelu z ludzkimi zachowaniami.

Reklama

- Opowiadałem o metaforze niewidzialnej ręki Adama Smitha. On napisał jedno zdanie na ten temat i zostało to jedno zdanie na trzy różne sposoby zinterpretowane. O człowieku ekonomicznym też niewiele pisał. I nie pisał, że jest to człowiek racjonalny w rozumieniu teorii racjonalności opartej na logice formalnej lub na prawie liczb. To są różne rzeczy - podkreśla Gwiazdowski.

Człowiek racjonalny, czyli kto? Cztery strony krytyki

Należy odnotować, że koncepcję "homo economicus" jako człowieka racjonalnego przedstawił w zasadzie John Stuart Mill.

- Jeżeli my mówimy o niezgodności modelu z ludzkimi zachowaniami, to bardziej powinniśmy mówić o niezgodności modelu opisanego przez Milla z zachowaniami ludzkimi. Ale to też nie rozwiązuje wszystkich problemów - zauważa felietonista Interii Biznes.

- Bardzo sprytnie skrytykował Smitha twórca utylitaryzmu Jeremy Bentham. Krytykował trochę model człowieka ekonomicznego, model który oparty był na koncepcji empatii, sympatii, przedstawionych w "Teorii uczuć moralnych" (Adama Smitha). Nie można czytać tylko Bogactwa narodów. To są dwie książki, które się ze sobą ściśle łączą - mówi w najnowszym odcinku podcastu video Gwiazdowsi.

Jak dodaje: przedsiębiorca postępuje (wg Smitha) nie tylko z suchą kalkulacją, ale też pod wpływem emocji.

- Model stworzony, nazwany przez Smitha człowiekiem ekonomicznym, a opisany nie do końca prawidłowo przez Milla jako człowiek racjonalny jest krytykowany z czterech różnych stron - tłumaczy Gwiazdowski.

Po pierwsze, zwolennicy interwencjonizmu państwowego wykorzystują koncepcję, że człowiek jest nieracjonalny i uważają, że państwo powinno interweniować, żeby poprawić wady rynku.

Po drugie, atak na Smitha przepuszczają zwolennicy szkoły austriackiej. - Jak się wczytamy nieco dokładniej w teorię twórców szkoły austriackiej, to się okaże, że zgodnie z korespondencyjną teorią wiedzy, oni tą swoją austriacką teorię nadbudowali, bo bez Smitha by jej pewnie nie było - zauważa Gwiazdowski.

Z trzeciej strony, atakują koncepcję człowieka racjonalnego przedstawiciele szkoły behawioralnej, do której zaliczany był Kahneman. - Sam Kahneman powołuje się wielokrotnie na (Herberta) Simona, który przedstawił wyniki swoich badań pokazujące, że ludzie zachowują się nieracjonalnie: albo z powodów wewnętrznych (funkcjonowanie ich mózgów), albo zewnętrznych (struktura w której funkcjonują) - wskazuje Gwiazdowski.

Zwraca jednak uwagę, że jest jeden problem. Simon był bowiem przedstawicielem administracji publicznej i swoje badania wykonywał w tym obszarze, w związku z tym nie uciekł od pewnego istotnego problemu - procesu podejmowania decyzji przez ludzi w administracji publicznej.

- Jak są te decyzje deformowane? Z jednej strony tym, że nie oczekujemy tylko sukcesów liczbowych, ani poprawności logicznej w podejmowaniu przez nich decyzji. Oni są ukierunkowani na podejmowanie decyzji przynoszących efekt polityczny. To się jedno z drugim nie wiąże - mówi.

- Mamy jeszcze zwolenników psychologii takich jak Jonathan Haidt, którzy zarzucają Smithowi, że on nie bierze pod uwagę moralnych podstaw procesu decyzyjnego. - Nie wiem jak zrozumieć to, bo przecież cała "Teoria uczuć moralnych" poświęcona jest podstawom moralnym podejmowania decyzji przez statystycznego obywatela - dodaje.

Jak ludzie podejmują decyzje?

- Taki statystyczny obywatel widzi, spostrzega otaczającą go zmienność. To jest coś oczywistego - wszystko płynie i nie można wejść dwa razy do tej samej rzeki. Ta zmienność jest nieuchronnie związana z upływem czasu (...) - wskazuje autor podcastu.

I pyta: z jakiego powodu byście postąpili nieracjonalnie w świetle rachunku prawdopodobieństwa i teorii liczb?

- Ludzie podejmując decyzje wybierają przyjemność w kontrze do przykrości. Jeżeli przykrość wynikająca ze strachu jest tak duża, to uciekną od tej przykrości, nawet gdyby po drugiej stronie była przyjemność w postaci wysokiej wygranej. Nawet gdyby oczekiwana wartość tej wygranej była wysoka, nawet gdyby prawdopodobieństwo wygranej było wysokie - mówi Gwiazdowski i opisuje sytuację z grą w rosyjską ruletkę, gdy na stole leży wysoka wygrana.

Na czym więc polega problem ze stosowaniem ekonomii behawioralnej do modelu, który zarysował Adam Smith?

- Mylenia ryzyka z niepewnością - zauważa autor podcastu. Frank Knight w roku 1921 r. napisał książkę na ten temat i pokazał - kontynuuje - że mamy niepewność mierzalną i niemierzalną. Tę pierwszą nazwał właśnie ryzykiem, a tę drugą niepewnością sensu stricte. - Jak coś możemy zmierzyć to możemy postępować racjonalnie. Przynajmniej możemy oceniać podejmowane wybory z punktu widzenia właśnie racjonalności przy zastosowaniu rachunku prawdopodobieństwa. W przypadku niepewności - nie możemy - dodaje Gwiazdowski.  

Wskazuje także, że "Kahneman "chyba nie do końca to rozumie, dlatego że w swojej książce jeden z rozdziałów zaczyna od tego, że trzeba się zmierzyć z niepewnością, a w następnym zdaniu opisuje przykład rzutu monetą". - Rzut monetą nie ma nic wspólnego z niepewnością w sensie stricte, dlatego że można wszystko obliczyć - mówi Gwiazdowski.

Rzut monetą. Grasz czy nie grasz?

I podaje przykład: ktoś nam oferuje, że po rzucie monetą wypada orzeł - płacisz sto; wypada reszka - on płaci 200. Oczekiwana wypłata wynosi 50. Gramy czy nie gramy?

- Nie gramy z tego powodu, o którym pisał Kahneman. Ludzie mają skłonność do przeszacowywania, albo niedoszacowywania ryzyk w zależności od tego jak one są prawdopodobne. Gdybyśmy spojrzeli na rozkład czasowy i mogli tą monetą rzucać tysiąc razy, albo jeszcze lepiej - milion, to byśmy zagrali, dlatego że prawdopodobieństwo przy każdym rzucie wynosi 50 proc., że wyrzucimy orła albo reszkę. Oczekiwana wygrana wynosi 50. Wygramy z całą pewnością jak będziemy mieć dużą liczbę powtórzeń. Ale w ciągu kilku rzutów, może się okazać, że jednak za każdym razem wypadnie reszka i będziemy musieli zapłacić 200. W krótkim przedziale czasowym może nas to doprowadzić do bankructwa. Dlatego inny jest rozkład ryzyka w punkcie a inny w przedziale - tłumaczy.  

Wskazuje także, że nie za bardzo można podważać koncepcję człowieka ekonomicznego przy pomocy tego typu rachunku prawdopodobieństwa, bo taki człowiek, który się boi, że przystąpi do gry i w krótkiej perspektywie czasu przegra wcale nie jest nieracjonalny.

- Tak jak nie jest nieracjonalny ten, który mając pewność wygranej ponad 90 proc. nie przyłoży sobie pistoletu 12-komorowego do głowy i nie pociągnie za spust, choć przecież byłoby to działanie z jego punktu widzenia całkiem racjonalne - mówi Gwiazdowski.

- Z Kahnemanem jest tak, że nas naprawę bardzo wiele nauczył. Wiele możemy się nauczyć, tylko nie przyjmujmy, że obalił on teorię Adama Smitha, tylko dlatego że nie lubimy Smitha, albo nie lubimy liberalizmu u podstaw, których leży koncepcja Smitha - podsumowuje Gwiazdowski.

INTERIA.PL
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »