Reklama

Kiedy Polska wejdzie do strefy euro?

Deutsche Mark - reaktywacja?

Niemcy stały się największym płatnikiem Europejskiego Funduszu Stabilności Finansowej (EFSF). Tamtejsze banki są bowiem mocno zaangażowane na rynkach krajów PIIGS (Portugalia, Włochy, Grecja, Hiszpania i Irlandia). Coraz częściej słychać zatem głosy, aby wyjść ze strefy euro i powrócić do marki. Czy jest to możliwe?

Taka opcja, rzecz jasna, groziłaby rozpadem całej strefy euro. Jak na razie kanclerz Angela Merkel uspokaja. Nie ma takiej możliwości - podkreśla. I wie, co mówi. Byłoby to bowiem rozwiązanie szkodliwe dla eksportu i całej niemieckiej gospodarki.

Pobierz za darmo program PIT 2011

Kiedy senator George Marshall ogłaszał swój plan wydźwignięcia z ruin zniszczonej działaniami wojennymi Europy, nie przypuszczał, że pierwszym krajem, któremu się to uda będzie Republika Federalna Niemiec. Dzięki pozyskanym środkom, a także - a może przede wszystkim - polityce ministra finansów Ludwiga Erharda dokonał się w RFN cud gospodarczy. W dużej mierze było to możliwe także dlatego, że powstała najważniejsza na kontynencie waluta, która z biegiem czasu wyparła w rozliczeniach pomiędzy poszczególnymi państwami europejskimi brytyjskiego funta. Rozsądna polityka Deutsche Bundesbanku (banku centralnego Niemiec), której skutkiem był stabilny kurs marki, doprowadziła do tego, że Niemcy stały się jednym z największych światowych eksporterów, skutecznie rywalizując m.in. z Japonią. Dzięki temu mogły sfinansować warte ponad bilion euro (!) zjednoczenie z landami wschodnimi (dawna NRD). Mimo scalenia kraj był jednak podzielony gospodarczo, zaś stopa bezrobocia przekroczyła 10 proc. Nie mogły sobie z nią poradzić kolejne rządy, zaś państwo wpadło w wieloletni okres stagnacji gospodarczej, od czasu do czasu przerywany krótkofalowymi skokami PKB.

Reklama

Wprowadzenie euro, w powszechnym mniemaniu i zgodnie z oczekiwaniami, miało dać Europie stabilną walutę, niską inflację i powszechny dobrobyt. Przy tworzeniu i wprowadzaniu wspólnej waluty właśnie Niemcy odgrywały najważniejszą rolę. One też najbardziej zdecydowanie postulowały wprowadzenie bardzo restrykcyjnych ograniczeń dotyczących m.in. poziomu zadłużenia (nie można ono przekroczyć 60 proc. PKB) i deficytu budżetowego (nie może być większy niż 3 proc. PKB). Same miały jednak problemy ze sprostaniem tym wymaganiom. Najgorsze - światowy kryzys finansowy - miało jednak dopiero nadejść. Przetoczył się on w 2008 r. przez Europę jak huragan. Dwa państwa poprosiły o pomoc i ją dostały. Powstał Europejski Fundusz Stabilności Finansowej (EFSF), zaś krajem, który wyłożył na to najwięcej środków były Niemcy.

Nostalgia za własną walutą

Nic zatem dziwnego, że obywatele Niemiec zaczęli zadawać sobie pytanie: po co nam to było? Według sondażu przeprowadzonego w 2010 r. dla gazety "Bild" 49 proc. Niemców chciałoby powrotu marki, zaś tylko 41 proc. chce pozostania przy euro. Natomiast według sondażu instytutu IPSOS powrotu rodzimej waluty chce 51,4 proc. (52 proc. w zachodnich i 48 proc. we wschodnich landach). Markę popiera 56 proc. osób w wieku 50-64 lat, jednak tylko 42 proc. mieszkańców mających od 16 do 29 lat. Wyjaśnijmy od razu, że sondaż przeprowadzono w czerwcu 2010 r., czyli jeszcze przed ogłoszeniem kłopotów Irlandii i powołaniem Europejskiego Funduszu Stabilności Finansowej.

Większą tęsknotą za marką Niemców w starszym wieku można tłumaczyć tym, że waluta ta kojarzy się przede wszystkim z niższymi cenami. Zaraz po wprowadzeniu euro znacznie one wzrosły - sprzedawcy wykorzystali moment przeliczenia cen (oficjalnie kurs euro/marka był sztywny) do zwiększenia swoich zarobków. Tymczasem płace się nie zmieniły, co naturalnie przełożyło się na siłę nabywczą wynagrodzeń. Ponadto euro, po początkowym umocnieniu, zaczęło się osłabiać i zakupy w innych państwach spoza strefy nie były już tak atrakcyjne, jak w czasach marki.

Tęsknota za marką przywołuje widmo rozpadu strefy euro. Centre of Economics and Business Reaserch (CEBR) przewiduje - z prawdopodobieństwem określanym na 80 proc. - jej rozpad w ciągu najbliższych dziesięciu lat. Skąd biorą się tak katastroficzne prognozy? Francuski dziennik "Le Monde" pokazuje trzy możliwe scenariusze przyszłości euro. Pierwszy: wyjście ze strefy przez Grecję i Irlandię. Drugi: wyjście Niemiec. Trzeci: rozpad strefy w wyniku wyjścia z niej wszystkich państw i przyjęcie z powrotem walut narodowych. Czy któryś z tych scenariuszy jest prawdopodobny, zwłaszcza ostatni?

Nigdy w życiu

Niekoniecznie. Rozpad strefy euro nie jest w żaden sposób korzystny dla niemieckiej gospodarki. Po pierwsze, spowodowałoby to spadek eksportu, jako że finanse Niemiec są w dobrej kondycji. Nastąpiłby ogromny odpływ kapitału z innych państw, powodując umocnienie się marki niemieckiej. Na nic zdałyby się obniżki stóp - inwestorzy ceniliby sobie bezpieczeństwo inwestycji. Jak podał Federalny Urząd Statystyczny, eksport Niemiec wzrósł w 2010 r. o 14,2 proc. Miało to oczywiście wpływ na PKB, który wzrósł o 3,6 proc. (tak duży przyrost spowodowany jest wcześniejszym, w 2009 r., spadkiem o 4,7 proc. - chociaż nie wszystkim państwom, które przeszły poważną recesję w tym samym roku udało się rok później uzyskać taki wynik).

Motorem niemieckiej gospodarki jest eksport. Według federacji niemieckich eksporterów BGA w 2011 r. eksport Niemiec osiągnął niemal 1100 mld euro - czyli około 12 proc. więcej niż w roku 2010. Dzięki eksportowi bezrobocie w tym kraju jest najniższe od 19 lat (i to w czasach światowego kryzysu!). Nie doszło do katastrofy, a niemieckie koncerny nie zamykały swoich fabryk, przed czym ostrzegano wcześniej. Chociaż duży wpływ na wzrost PKB miała też zwiększająca się konsumpcja wewnętrzna. Należy pamiętać, że na niemiecką gospodarkę wpływają korzystnie słabe euro i najniższe w strefie stopy procentowe. Dzięki temu tamtejsi przedsiębiorcy mają najniżej oprocentowane kredyty, a cherlawa wspólna waluta pomaga im konkurować na światowych rynkach. Niemieckie firmy nadal mogą kontynuować swoją, rozpoczętą po powstaniu Unii Europejskiej, ekspansję gospodarczą na Europę. (Warto przypomnieć, że w przypadku Polski z każdego euro przekazanego naszemu krajowi w ramach pomocy unijnej wraca za Odrę aż 85 centów!).

Banki niemieckie zaangażowały się w krajach PIIGS na kilkaset miliardów euro. Nic zatem dziwnego, że rząd niemiecki jest zainteresowany ratowaniem tych państw - ich bankructwo lub wyjście ze strefy euro jeszcze tylko pogorszyłoby i tak dostatecznie złą sytuację. Gdyby kraje PIIGS wróciły do swoich walut, nastąpiłby zapewne wzrost eksportu. Stałoby się tak w wyniku słabości ich pieniądza. Jednocześnie jednak wzrosłoby oprocentowanie ich obligacji (nie skupowałby ich bowiem Europejski Bank Centralny), automatycznie powiększając obecne zadłużenie. Wzrosłoby zatem także prawdopodobieństwo niespłacenia zobowiązań wobec Niemców.

Po trzecie wreszcie, rozpad strefy euro byłby niekorzystny dla niemieckich koncernów. Upadek Lehman Brothers spowodował spadek zaufania na rynkach finansowych, co automatycznie zmniejszyło obroty światowego handlu. Owocem tego był z kolei spadek PKB, szczególnie w tych państwach, gdzie eksport ma duży udział w jego wzroście. A tak właśnie jest m.in. z Niemcami. Podczas kryzysu w roku 2009 niemiecki eksport spadł o ponad 20 proc., a PKB zmniejszył się o wspomniane wcześniej 4,7 proc. Wpompowanie kolejnych setek miliardów w gospodarki strefy euro spowoduje wzrost zaufania do rynków państw otrzymujących pomoc, a to przełoży się na ożywienie w handlu - już dziś korzystają na tym niemieccy eksporterzy.

Inflacja, bezrobocie, PKB - zobacz dane z Polski i ze świata w Biznes INTERIA.PL

I najważniejsze dla nas: dobra koniunktura u naszych zachodnich sąsiadów jest bardzo korzystna dla polskiej gospodarki. Są oni naszym największym partnerem handlowym. Dzięki wzrostowi eksportu, mamy szansę na szybszy wzrost gospodarczy. W najlepszym zatem interesie Polski leży to, aby Niemcy nie wychodziły ze strefy euro.

Jarosław Jezierski

Biznes INTERIA.PL jest już na Facebooku. Dołącz do nas i bądź na bieżąco z informacjami gospodarczymi

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »