Reklama

Zamach na pieniądze w OFE

Kolejne rządy przyczyniły się do wzrostu długu publicznego

Zaniechania kolejnych rządów, które nie dokończyły reformy emerytalnej, przyczyniły się do wzrostu długu publicznego - wskazują eksperci. Oceniają, że rządowy raport nt. funkcjonowania systemu emerytalnego nie będzie podstawą do rzetelnej dyskusji.

Z raportu na temat funkcjonowania systemu emerytalnego, do którego dotarła PAP, wynika, że im wyższy będzie udział OFE w składce emerytalno-rentowej, tym wyższe jest prawdopodobieństwo przyszłego wzrostu podatków, ze względu na wyższe koszty obsługi długu. Jak napisano w raporcie, "nie ma więc podstawy, aby przypuszczać, że w przyszłości składki emerytalne będą musiały zostać podwyższone, jeśli składki do OFE będą wcześniej zmniejszone". Autorzy raportu wskazują również, że wyższy udział OFE w składce można by zbilansować wyższą łączną składką emerytalno-rentową lub wyższymi podatkami, jednak wpłynęłoby to negatywnie na wzrost gospodarczy.

Reklama

Doradca zarządu Konfederacji Lewiatan Jeremi Mordasewicz ocenił, że raport zakłada, że gdyby rząd nie przesyłał części naszej składki do OFE, tylko do ZUS na finansowanie bieżących emerytur, deficyt, a w konsekwencji dług publiczny, byłby znacznie mniejszy. Dodał, że to założenie jest niewłaściwe.

- Doświadczenie całego okresu transformacji pokazało, że wszystkie kolejne rządy tolerowały deficyt budżetowy na poziomie powyżej 4 proc. W okresie najlepszej koniunktury deficyt ten był w okolicach 3 proc. Tak było przed, jak i po wprowadzeniu reformy emerytalnej, czyli niezależnie od tego, czy składki do OFE wpływały, czy nie i jaka była ich wysokość - powiedział.

Mordasewicz przypomniał, że z całego zadłużenia systemu ubezpieczeń społecznych tylko 1/7 wynika z transferu składek do OFE.

Jego zdaniem, analiza rządu jest tendencyjna. Według niego, gdybyśmy w ostatnich latach nie przekazywali składek do OFE, to rząd i tak zadłużałby się w taki sposób, jak do tej pory. Jak mówił, pieniądze, które nie trafiłyby za pośrednictwem OFE do polskiej gospodarki, byłyby przeznaczone na bieżącą konsumpcję. - Jak się patrzy na strukturę wydatków, to z dużym prawdopodobieństwem można powiedzieć, że nie trafiłyby na inwestycje, tylko w dużej mierze na świadczenia socjalne, które zwiększają bieżącą konsumpcję, a nie przyczyniają się do długoterminowego wzrostu gospodarczego kraju - powiedział.

- Gdybyśmy nie transferowali składek do OFE, to zadłużenie państwa byłoby jeszcze większe niż obecnie. Dług jawny byłby podobny do obecnego, bo politycy nie powstrzymaliby się przed wydawaniem pieniędzy. A dług ukryty, czyli zobowiązania państwa wobec przyszłych emerytów, byłby jeszcze większy niż obecnie, bo polityków przed wydawaniem pieniędzy powstrzymuje dopiero dojście do konstytucyjnej granicy zadłużenia - podkreślił.

Mordasewicz zwrócił uwagę, że analiza rządowa koncentruje się na wpływie OFE na finanse publiczne, natomiast w niedostatecznym stopniu ujmuje wpływ OFE na gospodarkę i rynek pracy. - Obawiam się, że materiał ten nie będzie stanowił dobrej podstawy do rzetelnej dyskusji - powiedział.

Główny ekonomista PwC prof. Witold Orłowski zgodził się z założeniami raportu. - To są oczywiście założenia prawdziwe. Ale trzeba pamiętać o tym, że nie tylko OFE odpowiadają za wzrost długu. Nie ma wątpliwości, że przejście na system kapitałowy wiąże się z kosztem przejściowym, który miał być pokryty z prywatyzacji, a nie z bieżącego długu publicznego. Tak się nie stało - powiedział.

Według Orłowskiego, reformę emerytalną wprowadzono w sposób nieodpowiedzialny, nie zrealizowano tych założeń, które miały doprowadzić do pokrycia kosztów reformy. Wprowadzenie dodatkowych przywilejów w systemie emerytalnym - jego zdaniem - przyczyniło się również do trwałego deficytu emerytalnego.

- Nie można abstrahować od tego, że dzisiaj OFE generują dług, a jego koszty są bardzo poważne. Raport OFE nie powinien jednak dotyczyć tego, co trzeba było zrobić 10 lat temu, lecz powinien odpowiedzieć, jaka jest efektywność systemu emerytalnego i jak duży koszt stanowi dla finansów publicznych - powiedział Orłowski. Dodał, że koszt ten można pokryć na różne sposoby, nie tylko - jak wskazują autorzy raportu - podwyżką podatków. - Można również sobie wyobrazić obniżenie wydatków publicznych - ocenił.

- Uczciwe postawienie sprawy wymagałoby powiedzenia, że gdyby reforma emerytalna była wprowadzona dokładnie tak, jak ją zaplanowano i ze źródłami finansowania takimi, jakie były przyjęte, to ocena systemu emerytalnego i jego kosztów funkcjonowania byłaby dziś inna - podkreślił Orłowski.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »