Reklama

Zamach na pieniądze w OFE

Kto jest w Polsce za prawdziwą dobrowolnością?

We wtorek premier Tusk oznajmił, że rząd rozważa wprowadzenie dobrowolności uczestnictwa w OFE. To ciekawy pomysł, chociaż wątpię, by rząd był skłonny konsekwentnie go zrealizować. Za dobrowolnością oszczędzania w otwartych funduszach emerytalnych wydaje się przemawiać kilka argumentów.

Mówi się po pierwsze, że państwo nie powinno odbierać obywatelom pieniędzy w celu przekazania ich prywatnym podmiotom. Prywatyzacja nie sprawdza się bowiem, gdy konkurencję ogranicza przymus. Po drugie wskazuje się, że oszczędzanie w OFE jest ryzykowne i nie powinno się zmuszać obywateli do narażania się na to ryzyko. Dlatego każdy sam powinien móc zdecydować, który wariant inwestowania swojej składki wybierze.

Niestety wszystkie te argumenty są nieco bałamutne i ukrywają istotę problemu. Przede wszystkim należy zauważyć, że nikt nie proponuje takiej dobrowolności, która zawierałaby w sobie także możliwość niepłacenia ani na OFE, ani na ZUS.

Reklama

Nie ma więc propozycji obniżenia przymusowej składki emerytalnej z 19,52% do 16,02% tak, by 3,5% pensji zamiast do OFE trafiało do kieszeni pracowników. Także premier miał na myśli swobodę wyboru w ramach przymusowego systemu. Ustalenie właściwego poziomu obowiązkowej składki emerytalnej to zupełnie inny problem, wart może osobnej dyskusji. W tej dyskusji nie można zapominać, że obniżanie składki w sytuacji deficytu w ZUS-ie będzie prawdopodobnie nietrwałe - za kilka lat składka wróci do wyjściowego poziomu i ci, którzy zrezygnowali z OFE na rzecz pieniędzy do ręki, znajdą się z powrotem w systemie bez żadnego wyboru.

Tak dla dobrowolności?

Zagłosuj w internetowym referendum w sprawie OFE

Jeżeli ustalimy już odpowiedni poziom składki emerytalnej pozostaje ustalić proporcję podziału jej na filar repartycyjny (ZUS) i kapitałowy (OFE). Moim zdaniem ten drugi powinien być jak największy, a jedynym ograniczeniem jest tu kondycja finansów publicznych - nie stać nas raczej na emerytury w 100% kapitałowe. Nie trzeba się jednak ze mną zgadzać i rozumiem, że ktoś, przekonany na przykład rzekomo większą ryzykownością OFE, może chcieć oszczędzać wyłącznie w ZUS-ie.

Dlaczego mu na to nie pozwolić?

Są dwie istotne przeszkody. Po pierwsze decyzja o przeniesieniu się do ZUS-u wiąże się z przekazaniem składki Ministerstwu Finansów oraz obciążeniem przyszłych pokoleń długiem emerytalnym. To zaś prowokuje długoterminowe pogorszenie się sytuacji finansów państwa. Nie jest to więc działanie, którego koszty i korzyści ponosi tylko ten obywatel, który podejmuje tą decyzję. Po drugie źle by się stało, gdyby pozwolić na wybór tylko w jednym kierunku i do tego nieodwracalny. Trudno utrzymywać, że typowy Polak ma dostatecznie dużo informacji, by raz na całe życie zdecydować o tym, gdzie mają trafiać jego składki. Nadchodząca kiepska dekada wyników ZUS-u prawdopodobnie zmieni preferencje wielu osób w tym względzie.

Swobodna wymiana w ramach systemu

Z tych powodów propozycja dobrowolności wymaga pewnego uzupełnienia tak, by nie była jednokierunkowa i nieodwracalna oraz by cechowała ją neutralność z punktu widzenia finansów publicznych. Jak wskazał profesor Otto, stosunkowo łatwo jest to uczynić. Wystarczy, by każdemu wnioskowi o przejście z OFE do ZUS-u odpowiadał inny, w którym obywatel domaga się rzeczy dokładnie odwrotnej - podniesienia składki do OFE z docelowych 3,5% do 7% przy jednoczesnym obniżeniu składki na ZUS z 16,02% do 12,52%.

W ten sposób zwolennicy zarówno jednego jak i drugiego systemu będą zadowoleni. Wymiana między płacącymi składki mogłaby trwać tak długo, aż będą na nią chętni. Gdyby na przykład bardzo dużo osób chciało zamienić OFE na ZUS, ich potrzebę mogłaby zaspokoić pięciokrotnie mniejsza grupa tych, którzy chcieliby płacić wyłącznie na OFE. Gdyby przeważała tendencja w drugą stronę (nadmierna ucieczka z ZUS-u), też łatwo można by sobie z tym poradzić. Rozwiązaniem byłoby losowanie lub jedynie częściowe realizowanie wniosków o konwersje. Tak więc przykładowo jednej osobie opuszczającej OFE (redukcja składki z 3,5% do zera) odpowiadałoby pięć osób podnoszących składkę na OFE o 0,7 punktu procentowego.

Wprowadzenie powyższego rozwiązania, oprócz spełnienia najważniejszych postulatów zwolenników dobrowolności miałoby także inny pozytywny skutek.

Stosunek liczby osób chcących dokonać konwersji z OFE do ZUS i z ZUS do OFE byłby dobrym miernikiem wiarygodności systemu publicznego oraz państwa w ogóle. Rosnąca chęć, by uciec z ZUS skłaniałaby delikatnie rząd do poczynienia kroków w celu naprawy defektów systemu emerytalnego. Inaczej opozycja mogłaby trafnie wskazać, że za rządów danej partii wzrosły obawy co do długoterminowej wypłacalności państwa polskiego. Jest więc pewna szansa, że takie rozwiązanie przyczyniłoby się również do większej troski o finanse publiczne.

Maciej Bitner

Główny Ekonomista Wealth Solutions

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »