Reklama

Pracownicze Plany Kapitałowe zastąpią OFE?

Pracownicze Plany Kapitałowe - rozwiązanie na miarę naszych możliwości

- Bez zwiększenia składki emerytalnej nie powiększymy emerytury. Ta składka powinna rosnąć wraz ze wzrostem zamożności naszego społeczeństwa, powinno się to dziać kosztem obciążeń podatkowych - powiedział Rafał Benecki, dyrektor biura analiz makroekonomicznych ING Banku Śląskiego SA.

Z badania ING wynika, że Polacy mimo deklaracji nie oszczędzają na emeryturę. Przeciętne oszczędności klientów banku w momencie przechodzenia na emeryturę to zaledwie 13 000 zł. A to i tak więcej niż średnia dla całego kraju. Powód? Zachęty do oszczędzania niewiele dają, gdy nie mamy na to pieniędzy. Remedium na tę sytuację mają być Pracownicze Plany Kapitałowe, które właśnie rozpoczynają funkcjonowanie. Czy pracownicy zechcą z nich skorzystać?

Reklama

- Skłonność do oszczędzania jest w Polsce niższa niż wynikałoby to z wysokości dochodów. Jest ona niższa od występującej u naszych sąsiadów - mówił Rafał Benecki, dyrektor biura analiz makroekonomicznych ING Bank Śląski SA, prezentując wyniki badania, które bank przeprowadził wśród swoich klientów w 14 krajach. Jednocześnie należymy do narodów najbardziej zmartwionych tym, że nie będziemy mieli pieniędzy na emeryturze. Mamy świadomość tego, że stopa zastąpienia będzie niższa od obecnej, wynoszącej 60 proc. Na pytanie o to, jak zamierzamy wypełnić tę lukę, 60 proc. z nas deklaruje, że będzie oszczędzało, a 50 proc., że będzie dłużej pracowało.

- Niestety stan faktyczny jest zupełnie odmienny. Gros oszczędności to oszczędności obowiązkowe - ZUS, OFE, natomiast w stopniu minimalnym są to środki w PPE, IKE czy IKZE. Około połowa Polaków w momencie przechodzenia na emeryturę ma tylko 13 tys. zł, a trzeba pamiętać, że badani byli klienci banku. Dlatego ważne jest to, jak zachęcić Polaków do oszczędzania i kto powinien wziąć na barki ciężar tego zachęcania - czy państwo, czy pracodawca. Stawiam tezę, że rozwiązaniem jest wzrost obowiązkowej składki emerytalnej - powiedział Rafał Benecki.

Dlaczego? Bo społeczeństwo, które nie jest majętne - a system emerytalny niepewny - bardzo ciężko jest przekonać do oszczędzania.

W toku późniejszej dyskusji przedstawiciel ING wyjaśnił, że chodzi o obowiązkową składkę do Pracowniczych Planów Kapitałowych, która powinna rosnąć w miarę, jak społeczeństwo będzie się bogacić. Podkreślił przy tym, że równocześnie powinien spadać PIT, żeby nie rosły koszty pracy. (...)

PPK to przełom

Zarówno prezentacja, jak i te słowa sprowokowały panelistów do gorącej dyskusji, która nie tyle skupiała się na mankamentach wchodzącego właśnie w życie rozwiązania, ale wynikała raczej z troski o jego szybkie i powszechne wdrożenie.

- Nie mogę się zgodzić, że cechuje nas beztroska - mówił Bartosz Marczuk, wiceprezes zarządu Polskiego Funduszu Rozwoju SA. Mamy za sobą burzliwą historię i dokonaliśmy niesamowitego skoku, gdy chodzi o stan posiadania. Jednak dopiero teraz zaczęliśmy zarabiać nieco więcej niż na bieżące wydatki. Według GUS w ostatnich trzech latach po raz pierwszy od transformacji nadwyżki dochodu rozporządzalnego gospodarstw domowych sięgają 23-25 proc.

- Wreszcie mamy pieniądze, mamy z czego oszczędzać. Mamy bardzo szybko rosnące płace, wzrost gospodarczy i doskonałą sytuację na rynku pracy. To idealny moment na wdrożenie PPK - powiedział Marczuk.

Podkreślił, że PPK to remedium na niską stopę zastąpienia. To jest system oszczędzania bardzo fair w stosunku do ubezpieczonych, ponieważ proponuje: zacznijcie oszczędzać na stare lata, a dołoży się do tego wasz pracodawca i państwo. Z tych powodów PPK idealnie odpowiada na oczekiwania Polaków.

Czy Polacy uwierzą w korzyści płynące z PPK?

Paweł Jaroszek, członek zarządu Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, podkreślił, że nasza emerytura będzie adekwatna do naszego zaangażowania - ile składek w ZUS, w OFE, a za chwilę w PPK, taka emerytura. - Trzymam kciuki za PPK, bo jeśli się uda, to będziemy oszczędzali na emeryturę. Będziemy coraz bardziej świadomi, że należy myśleć o przyszłości, bo żyjemy coraz dużej. Panie są na emeryturze średnio 20 lat, a panowie nieco krócej. I na ten okres musi nam wystarczyć środków. I jeśli będziemy je mieli z OFE, z PPK i z ZUS-u, to w sumie będziemy mieli środki, które powinny wystarczyć na godne życie - podkreślił.

Grzegorz Chłopek, prezes zarządu Nationale-Nederlanden Powszechne Towarzystwo Emerytalne SA, zauważył, że jeśli państwo zapewnia wysoką emeryturę, to przestajemy oszczędzać. Wspomniał, że często porównujemy się z Kanadą, ale tam emerytura jest bardzo niska. To buduje świadomość społeczeństwa, że trzeba oszczędzać. I od tego jest II filar. Prezes Nationale-Nederlanden PTE odniósł się również do systemu holenderskiego - jednego z najlepszych i najbogatszych na świecie - w którym za każdy rok rezydencji od 16. roku życia naliczana jest składka w wysokości 2 proc., a jedynym problemem jest wybór planu emerytalnego. - Ten system już długo funkcjonuje, a najważniejsze jest to, że znają go rodzice, którzy przekazują wiedzę dzieciom. W Polsce nie mamy tradycji zaufania do systemu - zauważył.

Przekuć obowiązek w sukces

Uczestnicy dyskusji zwrócili również uwagę na znaczenie pracodawców w powodzeniu PPK.

- W 2015 r. prof. Czapliński przeprowadził badanie, w którym próbował się dowiedzieć, co by skłoniło pracowników do oszczędzania na emeryturę. I odpowiedzi były takie, że najlepsza byłaby dopłata ze strony pracodawców, bo do nich mają największe zaufanie. PPK po części odpowiadają na to zapotrzebowanie - mówiła Małgorzata Rusewicz, prezes Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych.

Podkreśliła przy tym, że pracodawcy, którzy obecnie zastanawiają się, dlaczego mają dopłacać do pracowników, powinni spojrzeć na PPK strategicznie, jako na kolejny, ważny element w pakiecie pracowniczym, tak jak służbowy telefon, firma medyczna, które mogą dać im przewagę konkurencyjną, a już na pewno będą skutkować wyższą lojalnością pracowników. Stwierdziła jednocześnie, że firmy, które prowadzą PPE (Powszechne Programy Emerytalne), zauważają u pracowników chęć do dodatkowego oszczędzania.

- Zdajemy sobie sprawę, że PPK dla pracodawcy to koszt, ale jednak pracodawca może dzięki temu prowadzić politykę kadrową - przekonywał Bartosz Marczuk. - Może przecież zapłacić pracownikowi nie 2 proc., a więcej, i będzie to swego rodzaju benefit. Jego zdaniem PPK może przyczynić się również do wzrostu podaży na rynku pracy, bo część osób rozważających wyjazd za granicę zostanie w kraju. Zwiększy też ilość kapitału na rynku, który szacowany jest na ok. 15 mld zł rocznie, co oznacza, że będzie on tańszy i łatwiej dostępny. A to przyspieszy rozwój. (...)

Co różni PPK od OFE

Zdaniem Bartosza Marczuka są cztery podstawowe różnice:

- w OFE nie mieliśmy właściwie możliwości zwrotu składek, w PPK mamy;

- składka ZUS była dzielona na OFE i ZUS, a w PPK na pieniądze nasze i pracodawcy;

- pieniądze w PPK to środki prywatne, co jest zagwarantowane w ustawie;

- w OFE nie mieliśmy wpływu na to, w jaki sposób te pieniądze zostaną wypłacone, a w PPK mamy, chociaż zalecane jest. żeby trzymać je do 60 roku życia.

- Gdyby komuś przyszło do głowy, żeby znacjonalizować te pieniądze, to byłaby to akcja porównywalna ze znacjonalizowaniem naszych lokat bankowych czy nieruchomości. A to mało prawdopodobne - podkreślił Bartosz Marczuk. (...)

Opłata przekształceniowa, czyli co?

Na tle dywagacji na temat OFE uczestnicy dyskusji stwierdzili również, że 15-proc. prowizja przy przenoszeniu składki do IKE nie powinna wpłynąć na niechęć do PPK.

Rafał Benecki zauważył wprawdzie, że ze względu na to, iż jesteśmy na szczycie cyklu koniunkturalnego, operacja przenoszenia aktywów z OFE do IKE może powodować dodatkowe straty, bo na pewno będą korekty na giełdzie, ale była to jedyna uwaga wobec tego rozwiązania. Inna sprawa, że spotkała się ona z polemiką Grzegorza Chłopka, który stwierdził, iż obecnie akcje polskich spółek są wyceniane realistycznie i nawet jeśli dojdzie do spadków, to będą one niewielkie i krótkotrwałe. (...)

Zauważył przy tym, że kontrowersje wokół opłaty przekształceniowej wynikają z tego, że została ona źle wytłumaczona.

- Te środki w OFE nie były opodatkowane, a konto IKE ma w swoim założeniu mechanizm taki, że w każdej chwili możemy je wypłacić. Więc tu jest kwestia tego, w którym momencie mają być one opodatkowane. I rząd chce, aby były one opodatkowane przy przeniesieniu umowną stawką 15 proc. - wyjaśniał.

- Po wyroku TK z 2015 r. pojawiły się dwie możliwości - że państwo całość pieniędzy przejmuje i księguje je na naszych kontach emerytalnych w ZUS, albo że te oszczędności zostaną sprywatyzowane i wrócą na nasze prywatne, dziedziczone rachunki, czyli na IKE - wyjaśniał Bartosz Marczuk. Jeżeli wydarzyłby się scenariusz pierwszy, to nikt nie uwierzyłby, że to samo nie zdarzy się z PPK. Oddanie tych pieniędzy społeczeństwu to mocny sygnał, że PPK będą bezpieczne. Obecnie będziemy mogli przenieść te pieniądze do ZUS lub IKE, czego przedtem nie można było zrobić. Opłatę przekształceniową zapłacimy w momencie przeniesienia pieniędzy do systemu. Jeśli teraz zapłacimy podatek, to potem go nie zapłacimy. Z punktu widzenia PPK to najlepsze, co mogło nas spotkać - podkreślił.

Brakuje systemu

Dyskusję w pewnym sensie podsumował Stanisław Kluza z Kolegium Analiz Ekonomicznych Szkoły Głównej Handlowej.

- Porównanie OFE z PPK jest trudne, bo OFE to był system emerytalny, który zaczyna być przekształcany w system inwestycyjny, natomiast PPK jest systemem oszczędnościowym, a nie emerytalnym. Problemem są też pracodawcy, którzy wprawdzie zgodzili się na PPK, ale jest to dla nich dodatkowe obciążenie. W mojej ocenie jeżeli ten problem byłby na poziomie tych kilku procent, które otrzymamy od pracodawcy i pracownika, to byłby on rozwiązany, ale skala niedopasowania systemu emerytalnego jest dużo większa. I tu dochodzimy do kolejnego problemu, czy tę kwestię rozwiązywać oddolnie, czy odgórnie.

- Należałoby zaproponować całościowe rozwiązanie systemu emerytalnego. PPK jest jakimś wyjściem, ale nie rozwiązuje problemu systemu. A dodatkowo go komplikuje. Są trzy obszary celów, które należałoby potraktować rozłącznie - jeden odnoszący się do oszczędności, drugi ma związek z rozwojem kraju i rynku kapitałowego, trzeci z budową zaufania obywateli do państwa. Jeżeli to zaufanie będzie wysokie, to nie trzeba będzie budować szczególnego systemu.

Dyskusję zakończyły opinie i pytania słuchaczy, w tym m.in. Ewy Jakubczyk z firmy audytorsko-consultingowej PKF, która upomniała się o pracodawców. - To oni muszą ponieść 1,5 proc. kosztów, potężne koszty administracyjne, bo firmy zarządzające zajmują się wyłącznie tymi elementami programu, które dotyczą wpłat środków od pracodawcy i zarządzania nimi, natomiast pracodawca ma obowiązek administrowania, przyjmowania formularzy - ten chce, ten nie chce, ten się zwolnił itd. Co naprawdę sporo kosztuje. Czyli mówmy więcej o pracodawcach, bo to oni są bohaterami tego programu - stwierdziła.

Z tym generalnie zgodzili się wszyscy. Paneliści zauważyli przy tym, że blisko 50 proc. przedsiębiorców jest przeciwnych temu programowi, głównie ze względu na rosnące obciążenia i obowiązki informacyjne, wynikające chociażby z uszczelnienia podatków.

Panel prowadził Maciej Samcik, redaktor naczelny, bloger, "Subiektywnie o finansach".

Bogdan Bugdalski

3 czerwca 2019

Więcej informacji na www.pulshr.pl

Dowiedz się więcej na temat: PPK | oszczędzanie na emeryturę
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »