Reklama

Tadeusz Kościński, minister finansów: Płacenie podatków to nie jest jakiś haracz

- Jestem na takim etapie, że jestem umówiony ze społeczeństwem, bo od poniedziałku trwają konsultacje społeczne Polskiego Ładu i dla mnie najważniejsze jest to, co powie społeczeństwo - mówi Interii Tadeusz Kościński, minister finansów, funduszy i polityki regionalnej pytany, czy jest już umówiony z wicepremierem Jarosławem Gowinem w sprawie zmian w Polskim Ładzie. - Wtedy będziemy wiedzieli, na czym stoimy, co jest akceptowalne, a co jest do zmiany. Wtedy będziemy wracać do rozmowy "co dalej". Teraz głos ma społeczeństwo i to jest dla mnie najważniejsze - dodaje.

Ministerstwo Finansów zaprezentowało w poniedziałek założenia Polskiego Ładu, wśród których znalazły się m.in. podwyżka kwoty wolnej do 30 tys. zł, podwyższenie progu podatkowego z 85 do 120 tys. zł (powyżej którego płaci się 32-proc. podatek), brak możliwości odliczenia od podatku 9-proc. składki zdrowotnej oraz wprowadzenie 9-proc. składki dla przedsiębiorców działających w formie jednoosobowych działalności gospodarczych.

Wywołało to oburzenie organizacji skupiających przedsiębiorców, które określiły rządowe plany  "uderzeniem w polską przedsiębiorczość".

Reklama

- Nie można brać kawałeczka, poza kontekstem, trzeba patrzeć na całość. Polski Ład to nie jest tylko jeden temat - składka zdrowotna. Oczywiście wszyscy akceptują podwyżkę kwoty wolnej do 30 tys. zł, o dziwo, jak również wzrost progu z 85 tys. do 120 tys. zł, tak jakby w Polskim Ładzie nie było nic więcej. A tam jest dużo więcej, to praktycznie restart podatkowy w Polsce - podkreśla Kościński. - Przedsiębiorcy nie mogą patrzeć tylko na to, że stracą i to często są bardzo małe kwoty, a za rok czy za dwa to co stracili, zwróci się im z nawiązką - dodaje Kościński.

Wśród tych, którzy stracą na zmianach, organizacje przedsiębiorców wskazywały np. będących na tzw. ryczałcie fryzjerów i kosmetyczki. Zdaniem organizacji przedsiębiorców - zapłacą oni państwu o 30 proc. więcej niż dziś.

- Pieniądze, które otrzymają ci, co zarabiają mniej, spowodują zachętę do wyjścia z szarej strefy. Ludzie będą mieli więcej pieniędzy w kieszeni, będą wydawali więcej i wtedy ci co mają usługi lub sprzedają produkty będą jeszcze więcej zarabiać.  I to co teraz przez połowę roku, rok, stracą, szybko będą na plusie - podkreśla Kościński.

- Z naszych kalkulacji wynika, że dla ponad 90-proc. podatników będzie to korzystne lub neutralne, ok. 9,8 proc. będzie płaciło do 200 zł miesięcznie więcej, a 0,2 proc. powyżej 200 zł miesięcznie więcej dodaje.

Ministerstwo Finansów zaplanowało teraz pięć tygodni konsultacji poświęconych proponowanym zmianom, choć wcześniej zapowiadało tylko dwa (przedsiębiorcy wskazywali, że przepisy dotyczące Rady Dialogu Społecznego wymagają dłuższego terminu).

- Chcemy, by 19 mln osób skorzystało od stycznia 2022 roku, więc musimy zdążyć, żeby to wdrożyć przed końcem listopada, łącznie z podpisem prezydenta. Wychodzi nam, że zdążymy - ocenia minister finansów.

Pytany, czy na skutek proponowanych zmian nie obawia się wzrostu szarej strefy odpowiada:

- Wręcz przeciwnie, spodziewam się, że jak koszt wejścia na oficjalny rynek pracy będzie dużo niższy, a 30 tys. wyniesie kwota wolna, to zachęci to do wejścia na rynek - podkreśla Kościński.

- To bardzo niesprawiedliwe, że pracownik zarabiający 8 tys. zł miesięcznie płaci około 8 tys. rocznie składki zdrowotnej, a jego pracodawca płaci tylko 4 tys. zł. To trzeba zmienić. Trzeba edukacji, że płacenie podatków jest pożyteczne, to nie jest jakiś haracz, to są inwestycje w infrastrukturę i pewnie ci co najwięcej zarabiają też najwięcej wykorzystują tę infrastrukturę, więc sami sobie by szkodzili wchodząc do szarej strefy. (...) My nie nakazujemy w jaki sposób rozlicza się podatki. Można przeskoczyć między różnymi formami rozliczenia, żeby zobaczyć, które jest najlepsze - mówi minister finansów.

- Naszym celem jest to, żeby podatki były sprawiedliwe, nie może być tak jak mamy obecnie, że ci co mniej zarabiają płacą więcej podatków (procentowo - red.), to prowadzi donikąd. Oczywiście jak ktoś będzie płacił mniej, to ktoś będzie płacił więcej, chyba że będziemy się zapożyczać, a chyba nie tędy droga - wskazuje Kościński.

Minister finansów pytany, jak ocenia stanowisko Najwyższej Izby Kontroli, której zdaniem w 2020 r. w znacznie większym zakresie niż dotychczas zastosowano rozwiązania, które choć były zgodne z prawem, zaburzały przejrzystość budżetu państwa mówi:

- To klasyczne nie fair, trochę manipulacja. Jak rok temu wybuchła pandemia, mieliśmy zrównoważony budżet, a potrzebowaliśmy bardzo szybko wpompować dużo pieniędzy w gospodarkę, żeby uratować miejsca pracy i życie, przedsiębiorstwa. Mogliśmy być świętsi od papieża i iść przez nowelizację budżetu co zajęłoby dwa, trzy, cztery miesiące i jak najbardziej operacja byłaby udana, ale pacjent umarłby i nie byłoby kogo ratować. Zdecydowaliśmy się iść drugą drogą, totalnie legalnie, sfinansowaliśmy olbrzymi zastrzyk płynności przez BGK i PFR, co spowodowało, że mieliśmy jedną z najniższych recesji w Europie i rekordowo niskie bezrobocie - mówi Interii Kościński.

- Wytykać nam, że to jest poza budżetem? To jakby straż pożarna przyjechała do palącego się domu i stoimy przy wozie, i mówimy: "nie, nie, nie używamy za dużo wody". To był taki moment. Nasz dług wzrósł do 59 proc. PKB, średnia dla UE jest 92 proc., a dla euro to ponad 100 proc. PKB. Nasz dług wzrósł, ale wszystko i tak jest raportowane - dodaje.

Minister finansów przypomina, że rządowe prognozy zakładają wzrost PKB w 2021 r. o 3,8 proc., a w przyszłym roku o 4,3 proc. Jego zdaniem, jeśli ruszą unijne kryzysowe programy odbudowy, zwiększą one dynamikę PKB o 0,5-0,75 pkt proc.

- Czwarta fala pandemii na 110 proc., na pewno, uderzy w Polskę. Nie możemy o tym zapomnieć, musimy być przygotowani, że niektóre segmenty będziemy ratować. Mam nadzieję, że nie, ale kto wie - podkreśla minister.

Pytany o odsuwającą się zgodę Brukseli w sprawie polskiego Krajowego Planu Odbudowy Kościński mówi: - Operacyjnie chyba już jesteśmy dogadani z Komisją. (...) Mam nadzieję, że to przejdzie na Radę Ministrów Finansów (Ecofin) w pierwszym tygodniu września i tam będzie akceptacja.

Minister finansów ocenia, że zapowiadana wcześniej reforma OFE wróci, jednak uzależnia to od ostatecznego kształtu Polskiego Ładu.

- Temat wróci na pewno jak będziemy znali ostateczny kształt Polskiego Ładu. Jak Polski Ład przejdzie i będzie kwota wolna 30 tys. zł to ma to na pewno wpływ na tzw. opłatę przekształceniową (rząd zakładał pobieranie 15-proc. opłaty przy transferze pieniędzy z OFE na Indywidualne Konto Emerytalne - miała ona być substytutem przyszłego podatku - red.). Musimy poczekać i zobaczyć. Pewnie w tym roku będzie już za późno, ale nie można tego wykluczyć - ocenia Kościński.

- Jesteśmy na poziomie konsultacji społecznych, to nie jest ostateczny kształt, zobaczymy jaką informację zwrotną dostaniemy, mamy proces legislacyjny, gdzie niektóre rzeczy będą mogły być zmienione - dodaje.

Eksperci zwracają uwagę, że na podatkowych zmianach z Polskiego Ładu stracą bardzo mocno samorządy (przez swój udział w dochodach z PIT). W ciągu 10 lat może to być nawet ok. 145 mld zł. Choć przedstawiciele rządu zapowiadają system subwencji, to Związek Miast Polskich już pokazuje, że w przyszłym roku w budżetach Jednostek Samorządu Terytorialnego zabraknie 15 mld zł (szczegóły: natwojkoszt.pl).

Paweł Czuryło

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »