Reklama

Grzegorz Maliszewski, Millennium Bank: Rynek pracy odporny na pandemię

Biorąc pod uwagę skalę szoku w gospodarce, obraz rynku pracy wygląda przyzwoicie - mówi w rozmowie z Interią Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium. Przyznaje jednak, że chociaż dzisiaj sytuacja jest dobra - nie oznacza to, że będzie już następować tylko spadek bezrobocia.

Bartosz Bednarz, Interia: Stopa bezrobocia według BAEL spadła do 3,1 proc. w IV kwartale 2020 r.; według metodologii krajowej - wzrosła w styczniu do 6,5 proc. Jaki obraz rynku pracy wyłania się z tych danych?

Reklama

Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium: Polski rynek pracy pozostaje relatywnie odporny na kolejne fale pandemii. Stopa bezrobocia rejestrowanego co prawda wzrosła w styczniu o 0,3 pkt proc., ale wpływ na to miały czynniki sezonowe. W poprzednich latach też do tego dochodziło. Nie ma sygnałów nadmiernego wzrostu bezrobocia.

Porównując rok do roku bezrobocie jest wyższe o 1 pkt. proc.

- Wciąż jednak znacznie niższe niż wynikałoby to z nie tak znów odległych prognoz. Pamiętam wskazania nawet dwucyfrowe dla stopy bezrobocia ze względu na pandemię.

Według metodologii Eurostatu bezrobocie spadło o 0,2 pkt. proc. do 3,1 proc. w IV kw. 2020 r.

- Dane BAEL wskazują na lepszą sytuację rynku pracy, ale metodologia ta inaczej definiuje osobę bezrobotną. Według krajowej - osoba bezrobotna to ta zarejestrowana w urzędzie pracy. W Badaniu Aktywności Ekonomicznej Ludności (BAEL) - bezrobotny to osoba, która nie świadczyła pracy w tygodniu, kiedy było przeprowadzane badania, ale jest gotowa do poszukiwania i podjęcia zatrudnienia. Nie uwzględnia się osób, które nie chcą pracować, np. są zniechęcone, ze względu na edukację, z powodów rodzinnych.

- Stopa BAEL wydaje się, że lepiej ocenia kondycję rynku pracy, jest pełniejsza. Pokazuje, kto rzeczywiście pracuje, a kto nie. W IV kw. 2020 r. wyniosła ona 3,1 proc., czyli tyle samo co w I kw. ubiegłego roku. Powróciła tym samym do poziomu sprzed wybuchu kryzysu i jest to informacją bardzo dobrą.

- Dane historyczne pokazują, że kryzysy wiążą się z silniejszym wzrostem bezrobocia i długim powrotem do sytuacji wyjściowej. Tym razem obraz jest lepszy. Pozytywnie wyglądają dane o liczbie pracujących, które wzrosły - popyt na prace jest, poszukiwani są pracownicy. Wzrósł wskaźnik aktywności zawodowej, pokazujący większą aktywność Polaków na rynku pracy. Mamy zaskakująco pozytywny obraz w warunkach kryzysu i pandemii.

Po poprzednich kryzysach stopa bezrobocia - napisał pan na Twitterze - wracała do poziomu sprzed wybuchu kryzysu po ok. 5 latach. Po kryzysie epidemicznym, dużo głębszym niż poprzednie, stopa bezrobocia powróciła do poziomu sprzed kryzysu po trzech kwartałach. W czym tkwi siła rynku pracy?

- Wynika z kilku rzeczy. Na pewno pakiet pomocowy - jest to niewątpliwie element, który pozwolił złagodzić napięcia na rynku pracy, szczególnie dla firm, które zostały bezpośrednio dotknięte skutkami pandemii i ograniczeń. Warunkiem pomocy było utrzymanie zatrudnienia - firmy były mniej skłonne do zwolnień.

- Struktura gospodarki też nie pozostaje bez znaczenia. Mamy relatywnie niski udział branż najsilniej dotkniętych obostrzeniami. Są to głównie te usługowe, sektor hotelarsko-gastronomiczny, czyli o mniejszym niż w innych krajach europejskich znaczeniu dla gospodarki. Przez to też wpływ na rynek pracy był mniejszy, a przedłużane lockdowny nie napędzały pogorszenia sytuacji. Tym bardziej, że kondycja przemysłu szybko zaczęła się odbudowywać. Przemysł się odradza, co widać w odczytach PMI i produkcji przemysłowej. Pokazują to też dane z rynku pracy - firmy przemysłowe zwiększają zatrudnienie.

Wracamy do sytuacji braku rąk do pracy?

- W części branż w obszarze przemysłu - bariera wzrostu w postaci utrudnionego dostępu do pracownika - powróciła do poziomów zbliżonych do tych sprzed wybuchu pandemii. Czyli znowu dostęp dla pracownika dla części branż, bo sytuacja jest zróżnicowana, jest ograniczony. W takich branżach jak produkcja mebli, maszyn i urządzeń, wyrobów tekstylnych i z drewna - ponad 30-40 proc. firm widzi dostęp do wykwalifikowanych pracowników jako barierę prowadzenia działalności gospodarczej. Na wiosnę ubiegłego roku ta bariera stopniała, a teraz odradza się i zbliża się do poziomów sprzed Covid-19. Są branże, które rozwijają się, rosną i zwiększają zatrudnienie. I to pozwala też łagodzić wpływ sytuacji na rynku pracy.

W sytuacji, gdy założenia programów pomocowych zaczną wygasać w połowie roku, w tym wymóg utrzymania zatrudnienia, bezrobocie zacznie rosnąc?

- Rzeczywiście wygaszenie pakietów pomocowy nastąpi w połowie roku. Pomoc była dystrybuowana głównie między majem a lipcem. Może pojawić się spadek zatrudnienia i wzrost bezrobocia. Część firm może być w tak trudnej sytuacji, że będzie musiała redukować etaty. Widać też w danych GUS wyższą niż w ub.r. liczbę zapowiadanych zwolnień grupowych. To, że ta sytuacja teraz jest dobra nie oznacza, że będzie już następować tylko spadek bezrobocia. Tych ryzyk trochę jednak jest.

Pandemia będzie miała na część firm wpływ długotrwały.

- Chociażby dla sektora usług czy finansowego. Te branże będą stopniowo dostosowywały się do nowych warunków. Redukcje zatrudnienia też będą.

W jakim zakresie?

- Trudno ocenić. Miejmy nadzieje, że ta prognozowana poprawa sytuacji ekonomicznej nastąpi, co zminimalizuje zwolnienia. Nasilenie niewątpliwie się pojawi, szczególnie w branżach usługowych. Tam też zmiany nawyków konsumpcyjnych będą trwałe. Jak się sytuacja epidemiczna ustabilizuje, to wciąż mniej Polaków może chodzić do kina, na fitness czy do ośrodków kultury, bo nauczyło się radzić w inny sposób. To też jest pewne ryzyko dla tych branż: będą następować zmiany strukturalne, które zostały uruchomione przez pandemię. Przy czym nie zawsze pracownik z firmy usługowej będzie mieć kompetencje, które pozwolą mu na zmianę pracy. Tym samym ubytek miejsc pracy nie będzie kompensowany wzrostem na pracowników w innym obszarze.

- Pomimo tego, że ta sytuacja na rynku pracy jest wyraźnie lepsza niż się obawiano - jest na horyzoncie kilka czynników, które mogą ją pogorszyć. Ale znowu, biorąc pod uwagę skalę szoku w gospodarce, obraz rynku pracy wygląda przyzwoicie. Także na tle innych krajów w UE. Stopa bezrobocia w Polsce jest jedną z najniższych w UE.

Trzecia fala pandemii staje się faktem. Czy jest szansa na prognozowane odbicie gospodarcze w II kwartale?

- Prognoza ta jest obarczona pewnym ryzykiem. Obostrzenia, które są przywracane na razie nie powszechnie, a regionalnie, pogarszają perspektywy gospodarcze na I kwartał. Ale też wydaje się, że ten wpływ nie będzie silny. Nie zmienia to oczekiwań na cały rok.

Dlaczego?

- Dlatego, że wpływ kolejnych fal pandemii był coraz mniejszy na gospodarkę. Bardzo dobrym przykładem jest IV kw. 2020 r., gdy w porównaniu do lata nastąpiło wyraźne zaostrzenie obostrzeń. Spadek aktywności był jednak niewielki: kw. do kw. gospodarka skurczyła się o 0,7 proc., rok do roku o 2,8 proc. Obawy były dużo większe, ale gospodarka dostosowuje się do pandemii. Szczególnie przemysł. Konsumpcja będzie odbudowywać się wolniej - to jest jednak funkcja mobilności Polaków. Restrykcje i obostrzenia skutkują mniejszą skłonnością do wydawania pieniędzy. Na tej bazie też oparte są oczekiwania odnośnie do wzrostu PKB w II połowie roku, kiedy będzie większa szansa na wygaszenie restrykcji w ślad za rozwijającym się procesem szczepień. Nawis oszczędności z czasów lockdownu - daje przestrzeń do wzrostu konsumpcji, kiedy zniesione zostaną ograniczenia. To jeden z motorów gospodarki, który może być wyraźnie widoczny w momencie luzowania restrykcji.

- Głównym ryzykiem i niepewnością jest sytuacja epidemiczna i ograniczenia utrzymywane w części sektorów, co przekłada się na konsumpcję. Jeśli ten proces szczepień będzie postępować, a widać, że to się powoli rozpędza, może nie tak szybko jak się wydawało na początku, to scenariusz odbudowy wzrostu pozostanie aktualny. W II kw. ryzyka dla ujemnego wyniku PKB nie ma. Baza jest tak niska (spadek PKB i 8,4 proc. w II kw. rok do roku), że wzrost na solidnym plusie odnotujemy. Istotniejsza będzie sytuacja w II połowie roku i w tym kontekście scenariusz ograniczania restrykcji. To stworzy przestrzeń, żeby ta gospodarka zaczęła się wyraźnie odbudowywać. Jeśli tak będzie - to być może ta skłonność firm do zwalniania w sytuacji ustąpienia pakietów pomocowych - też będzie mniejsza.

Wskaźnik zatrudnienia w grupie osób aktywnych zawodowo sięgnął 75,6 proc. - to rekord. Czy można oczekiwać, że będzie on rósł dalej?

- Nie tylko wskaźnik zatrudnienia, ale też aktywności zawodowej pozytywnie zaskoczyły. Brakuje danych szczegółowych, żeby ocenić, na ile to będzie trwałe, czy może to pewien statystyczny trick, wynikający chociażby ze spadku liczby ludności. Tego jeszcze nie wiemy. Wzrost wskaźnika mógł się dokonać poprzez spadek liczby aktywnych zawodowo, może ze względu na podwyższoną śmiertelność. Zasób opublikowanych danych jest zbyt wąski. Pełnego raportu nie mamy - będzie on dostępny za kilka dni.

- Sam fakt wzrostu - jest jak najbardziej korzystny. To odzwierciedla wyższą aktywność Polaków na rynku pracy. Jest to szczególnie ważne w grupach osób starczych, gdzie Polska wyraźnie odstaje od średniej europejskiej. W warunkach kurczącej się liczby ludności - chcąc utrzymać potencjał gospodarki do wzrostu - musi rosnąć aktywność zawodowa Polaków. Więcej osób w wieku produkcyjnym powinna pracować. Najlepiej, żeby pracowali dłużej, tj. dłużej pozostawali aktywni zawodowo. Dlatego ten wzrost niewątpliwie cieszy w warunkach spodziewanego spadku liczby osób aktywnych zawodowo (starzejące się społeczeństwo - red.).

Rozmawiał Bartosz Bednarz

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »