Reklama

Tarcze były rozrzutne, ale przyniosły pozytywne skutki

Wyjątkowo rozrzutne - jak na Europę - polskie tarcze antykryzysowe mające osłonić gospodarkę przed pandemią przyniosły jednak pozytywne skutki. Uratowały wiele miejsc pracy i liczne firmy. Pozostaje pytanie, czy tych samych efektów nie można było uzyskać mniejszym kosztem i jak tarcze naprawić, żeby dobrze działały na wypadek kolejnego kryzysu.

Polski Instytut Ekonomiczny przeprowadził badania nad sześcioma zeszłorocznymi Tarczami Antykryzysowymi oraz Tarczą Finansową. Z badań tych wynika, że z rozmaitych rozwiązań i instrumentów, które w nich były zawarte skorzystało 86 proc. polskich przedsiębiorstw. Zdecydowana większość z nich (92 proc.) więcej niż z jednego instrumentu wsparcia, a ponad połowa - co najmniej z dziesięciu. W sumie w ubiegłym roku - a taki był zakres badania - w ramach "tarcz" rozdysponowano 163 mld zł. Gigantyczna kwota.

- Przedsiębiorcy korzystali z kilku instrumentów jednocześnie, ponad 52 proc. z przynajmniej dziesięciu - mówiła na konferencji prasowej Katarzyna Dębkowska, kierownik zespołu prognoz gospodarczych w PIE, współautorka raportu "Tarcza Antykryzysowa. Koło ratunkowe dla firm i gospodarki?".

Reklama

Przypomnijmy, że pierwsza Tarcza Antykryzysowa została wprowadzona 1 kwietnia ubiegłego roku, a 29 kwietnia Tarcza Finansowa Polskiego Funduszu Rozwoju. Potem w miarę rozwoju pandemii uchwalano kolejne "tarcze", aż do szóstej edycji pod koniec zeszłego roku, skierowanej do zamrożonej wówczas branży turystycznej. Przedsiębiorcy niejednokrotnie wyrażali krytyczne opinie zarówno na temat tempa wprowadzania pomocy, jak też jej zakresu i sposobu adresowania.

Jak teraz przedsiębiorcy ocenili "tarcze"?

Na 3,5 w skali od 1 do 5, czyli na mocną trójkę. Największą ulgę przyniosło im zwolnienie ze składek ZUS. Z tego instrumentu wsparcia skorzystało 73 proc. przedsiębiorców, a oceniono go na 3,63. Z Tarczy Finansowej PFR (ocena 3,59) skorzystało 65 proc. firm podobnie jak z dofinansowania wynagrodzeń i składek na ubezpieczenia społeczne. Były to trzy najważniejsze z ich punktu widzenia instrumenty, a także oceniane przez przedsiębiorców najlepiej.

Decyzje o wprowadzaniu tarcz - podobnie jak w większości państw na świecie - rząd podjął po to, żeby złagodzić gospodarcze skutki pandemii oraz zamrożenia gospodarki. Gdyby nie tarcze, to co by nam groziło?

- Wzrost bezrobocia, upadki firm - wymienia jednym tchem Beata Daszyńska-Muzyczka, prezes Banku Gospodarstwa Krajowego.

- Mieliśmy do czynienia z największym zagrożeniem gospodarczym i największym kryzysem od trzech dekad (...) Był szok na rynku pracy i w sektorze przedsiębiorstw - dodał prezes PFR Paweł Borys.

Czy "tarcze" przyniosły efekty?

Analitycy PIE zbadali również to, i wyszło im, że owszem. Zbudowali - na potrzebę badań - ranking 27 krajów Unii i pogrupowali je według rzeczywistej i prognozowanej sytuacji ekonomicznej. Pod względem prognoz sytuacji ekonomicznej Polska była na 10. miejscu w Unii, ale pod względem rzeczywistych wyników gospodarczych w 2020 roku przesunęła się na siódme miejsce. Wniosek stąd taki, że "tarcze" poprawiły relatywnie naszą sytuację.

Z badań PIE wynikło, że Polska znalazła się razem z Holandią, Niemcami, Szwecją, Czechami, Finlandią i Węgrami, w grupie krajów, które nie pogorszyły w czasie pandemii swojej dobrej wcześniej sytuacji ekonomicznej.

A jak było z efektywnością "tarcz"?

Zbadano to biorąc pod uwagę ich wpływ na stopę bezrobocia oraz utrzymanie płynności finansowej przez przedsiębiorstwa, czyli zmniejszenie liczby bankructw. I okazało się, że obok Danii, Finlandii i Włoch polskie "tarcze" przyniosły najlepsze efekty. Bezrobocie wzrosło stosunkowo niewiele, a liczba bankructw była mała. Warto jednak zauważyć - w stosunku do swojego PKB - Polska wydała na "tarcze" kilka razy tyle, ile te trzy pozostałe kraje razem wzięte.

- Biorąc pod uwagę skalę pomocy ze środków publicznych w procentach PKB widzimy, że w Polsce pomoc ta była również ponadprzeciętna na tle innych państw UE. Możemy zatem wnioskować, że wydane pieniądze przełożyły się lepszą niż prognozowana sytuację gospodarczą w naszym kraju - mówiła Katarzyna Dębkowska.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Co będzie dalej z tarczami?

Prezes BGK mówi, że są potrzebne, gdyż pandemia się wcale nie skończyła.

- Myślę, że połowa przyszłego roku to minimum zachowania rozwiązań wypracowanych w ramach tarcz - powiedziała Beata Daszyńska-Muzyczka.

A co będzie potem? Mechanizmy pomocy publicznej zastosowane w czasie pandemii mogą się przydać w przyszłych kryzysach. Analitycy PIE radzą zastanowić się nad kilkoma istotnymi sprawami. Po pierwsze - używane instrumenty wsparcia pozwoliły wybrać sześć najważniejszych i ułożyć je w rodzaj "pakietu pomocowego" dla przedsiębiorstw.

Są to świadczenia postojowe, dofinansowania wynagrodzeń i składek na ubezpieczenia społeczne, zwolnienie ze składek na ZUS, wydłużenie zasiłku opiekuńczego na dzieci, obniżenie wymiaru czasu pracy oraz taka pomoc, jaka skierowana została w ramach Tarczy Finansowej. Analitycy PIE zwracają uwagę, że pomoc powinna być adresowana do branż i nie należy jej rozdrabniać. Trzeba natomiast monitorować sytuację w poszczególnych sektorach, żeby mieć pojęcie, czy i gdzie należy pomoc zaadresować. No i oczywiście jej kierunki i wielkość uzależniać od rozwoju sytuacji.

- Dobrze byłoby, żebyśmy zrobili przegląd, uporządkowali i stworzyli stabilne instrumenty prawne, które w razie kryzysu można zastosować - powiedział Paweł Borys.

Jacek Ramotowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »