BIS: Niskie stopy, ale uwaga na zmienność kursów walut

Nie łudźmy się - niskie stopy procentowe pozostaną nie na długo (low-for-long), ale na bardzo długo (low-for-very-long) - mówi dyrektor zarządzający Banku Rozliczeń Międzynarodowych (BIS) Agustín Carstens. Ponieważ banki centralne będą kupować rządowe obligacje, utrzymując nisko ich rentowność, wycena ryzyka skoncentruje się na kursach walut.

- Gospodarcze reperkusje pandemii rozprzestrzeniły się na całym świecie poprzez duże wahania przepływów kapitału i kursów wymiany - powiedział Agustín Carstens na 50. konferencji gospodarczej Szwajcarskiego Banku Narodowego (SNB) "Zdrowy pieniądz - szlachetny cel pod ciągłym ostrzałem" odbywającej się w Zurychu.

BIS to jedna z najważniejszych instytucji finansowych świata, zwana "hubem" banków centralnych. Monitoruje przepływy kapitału, politykę pieniężną oraz stabilność sektora finansowego w kilkudziesięciu największych gospodarkach świata. Agustín Carstens jest dyrektorem zarządzającym BIS od grudnia 2017 roku. Wcześniej był prezesem banku centralnego Meksyku.

Reklama

Wahania przepływów kapitału i kursów walut zaczęły się już w marcu, po wybuchu pandemii. Na rynkach gwałtownie zmniejszył się apetyt na ryzyko i kapitał zaczął uciekać do "bezpiecznych przystani". Szwajcarski SNB przyznał w najnowszym raporcie półrocznym, że na interwencje mające na celu osłabić rodzimą walutę wydał w I półroczu 90 mld franków.

Ale gospodarki wschodzące stanęły z kolei w obliczu odpływów kapitału na dużą skalę i deprecjacji rodzimych walut. To spowodowało zaostrzenie warunków finansowych w wielu krajach i zmusiło wiele banków centralnych do interwencji wspierających ich własne waluty i krajowe obligacje. Efekty widać to było także w Polsce. W marcu zloty stracił na wartości do euro ok. 8 proc. Płacono za nie nawet ponad 4,6 zł.

- Odpowiedzi banków centralnych odegrały zasadniczą rolę w uniknięciu krachu finansowego i powstrzymaniu recesji zarówno w poszczególnych kraju, jak i na świecie. Ale trudne wyzwania są dopiero przed nimi - mówił Agustín Carstens na konferencji SNB.

Uważa on, że pandemia utrwali politykę niskich stóp procentowych prowadzoną już przez ostatnią dekadę przez najważniejsze banki centralne świata na bardzo długo (low-for-very-long). Zakupy dokonywane na dużą skalę przez banki centralne pomogły w utrzymaniu rentowności długoterminowych obligacji na niskim poziomie. Dzięki temu rządy mogły się zadłużać, żeby wspierać gospodarkę. Gdyby nie zakupy obligacji przez banki centralne, ich rentowności prawdopodobnie wzrosłyby, a to zaostrzyłoby warunki finansowe i związało ręce polityce fiskalnej.

- W tej sytuacji kurs walutowy w sposób bezpośredni lub domyślny nabierze większego znaczenia (...) od wybuchu pandemii widzieliśmy już duże wahania globalnych konstelacji kursów walutowych - powiedział Agustín Carstens.

Po wybuchu pandemii wartość dolara najpierw gwałtownie wzrosła wraz z rozprzestrzenianiem się paniki na świecie. Według obliczanego przez BIS indeksu nominalnego efektywnego kursu walutowego, wartość dolara wzrosła w marcu o ok. 9 proc. w porównaniu z początkiem roku. Potem jednak znacznie spadła, gdy ustąpiła pierwsza fala pandemii.

- Perspektywa długotrwałych niskich stóp procentowych we wszystkich głównych gospodarkach rozwiniętych sugeruje (że w otoczeniu finansowym będzie występować) duża globalna płynność w warunkach dużej niepewności gospodarczej. Ta kombinacja może zintensyfikować zmienność przepływów kapitałowych i kursów walutowych, ponieważ nastroje rynkowe oscylują między strategiami skłonności do ryzyka (risk-on) a wyłączaniem ryzyka (risk-off) - powiedział Agustín Carstens.

- Dla wielu krajów z rynków wschodzących głównym wyzwaniem będzie nasilający się wpływ przepływów kapitału i kursów walutowych na krajowe warunki finansowe oraz ryzyko, że inflacja nie zostanie zakotwiczona w wyniku znacznych spadków wartości (walut) w przypadku nagłych odpływów kapitału - dodał.

Przypomnijmy, ze nasza Rada Polityki Pieniężnej od kilku posiedzeń daje wyraźne sygnały, ze chętnie widziałaby słabszego złotego, mimo że Polska notuje wysokie nadwyżki w handlu zagranicznym, a eksport uchronił nas w I półroczu przed jeszcze głębszą recesją. W sytuacji globalnego rozchwiania kursów walut i gwałtownych zmian strategii w podejściu do ryzyka, przewidywanej przez Agustína Carstensa, życzenia RPP mogą się spełnić. Nawet z nawiązką. Tymczasem w piątek złoty umocnił się o 0,5 proc. wobec euro i europejska waluta kosztowała 4,47 zł.

Agencje ratingowe zwracają uwagę, że polskie zadłużenie zagraniczne jest stosunkowo niewielkie. Na koniec lipca stanowiło ono 23,4 proc. zadłużenia Skarbu Państwa, ale było to ponad 255 mld zł. W rękach inwestorów zagranicznych jest natomiast ponad jedna trzecia państwowego długu, czyli 370 mld zł. Mimo zmniejszenia ich zaangażowania w ostatnich latach to nadal sporo i mogłoby oznaczać osłabienie polskiej waluty, gdyby górę wzięły strategie "risk-off".     

Jacek Ramotowski

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: stopy procentowe | niskie stopy procentowe
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »