W skrócie
- Analitycy japońskiej grupy bankowej Mizuho Financial Group prognozują, że złotego będzie wzmacniać przekazywanie Polsce środków z funduszy UE. Potencjalne czynniki niekorzystne to dalsze obniżanie stóp przez RPP i możliwość wielokrotnego stosowania prawa weta przez prezydenta Nawrockiego.
- Świat jest na etapie dedolaryzacji, czyli stopniowego wypierania amerykańskiej waluty z rezerw banków centralnych. Przodują w tym Chiny i inne kraje wzdłuż Jedwabnego Szlaku.
- Jedni ekonomiści przekonują, że nic nie podważy dominacji dolara w światowym systemie finansowym. Inni zakładają, że w epoce dedolaryzacji wzmocnią się złoto i bitcoin i zepchną walutę Amerykanów do defensywy.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Od dłuższego czasu dolar porusza się w zakresie 3,60-3,65 zł, przy czym na kilkadziesiąt godzin przed bardzo prawdopodobną decyzją Fed o obniżeniu stóp procentowych jest bliżej dolnej granicy tego przedziału. Trend osłabiania się waluty Amerykanów jest w ostatnich miesiącach wyraźny. Wystarczy przypomnieć sobie, że od stycznia tego roku na polskim rynku dolar potaniał o 50 groszy, a euro podrożało z 1,03 do około 1,18 dolara.
Wszyscy są przekonani, że Fed obniży stopy
O tym, że w tym tygodniu amerykański bank centralny obniży stopy procentowe mówią niemal wszyscy. Rynki finansowe na 93 proc. wyceniają prawdopodobieństwo cięcia stóp o 25 punktów bazowych, a co więcej, prawie 7-procentowe są szanse, że będzie to obniżka o 50 punktów. Dodatkowo, inwestorzy liczą na kolejne łagodzenie polityki pieniężnej w październiku i grudniu.
Podstawą do tych prognoz są fatalne doniesienia z rynku pracy w Stanach Zjednoczonych. Rezerwa Federalna nie może ich lekceważyć, ponieważ do jej zadań należy nie tylko kontrolowanie inflacji, ale także stymulowanie zatrudnienia w USA.
Wiadomo już, że ostatnio bardzo mały był przyrost miejsc pracy w branżach pozarolniczych, a krajowa stopa bezrobocia wzrosła do 4,3 proc. Z najnowszych danych wynika też, że liczba składanych w USA wniosków o zasiłek dla bezrobotnych jest najwyższa od czerwca 2023 roku. Można to uznać za kolejne potwierdzenie systematycznego osłabiania się amerykańskiej gospodarki.
Złoty może być jeszcze mocniejszy
W parze z przewidywanym luzowaniem monetarnym w USA idą projekcje, których wspólnym mianownikiem jest oczekiwany spadek wartości dolara wobec euro i złotego. "W przypadku gołębiego przekazu Fed, wspierającego rynkowe wyceny dalszych obniżek stóp, presja na słabszego dolara powinna się utrzymać, a kurs eurodolara kierować w stronę tegorocznych maksimów na 1,183" - napisali zaraz po weekendzie analitycy PKO BP. "Kurs eurozłotego kierowałby się w stronę tegorocznych minimów na 3,583. Jednocześnie zakładamy, że kurs euro utrzyma się w wąskim zakresie wahań pomiędzy 4,24-4,27 zł., a dane o inflacji bazowej CPI (wtorek) oraz produkcji przemysłowej (czwartek) z Polski nie powinny mieć istotnego przełożenia na notowania złotego" - dodali.
Długą listę czynników wpływających na trendy na polskim rynku walutowym przygotowali także analitycy Mizuho Financial Group, jednej z trzech największych grup bankowych w Japonii. "Spodziewamy się stopniowego umacniania złotego dzięki poprawie perspektyw gospodarczych UE, głównie w związku ze wzrostem wydatków na obronność. Inne czynniki to redukowanie stóp procentowych przez Fed, globalny wzrost cen akcji oraz dalsze przekazywanie środków finansowych przez UE polskiemu rządowi. Potencjalne czynniki niekorzystne to prawdopodobieństwo dalszych obniżek stóp w Polsce, a także możliwość wielokrotnego korzystania przez nowego (eurosceptycznego) prezydenta Karola Nawrockiego z prawa weta w celu blokowania ustaw. Zawieszenie broni w Ukrainie powinno mieć pozytywny wpływ na złotego" - czytamy w raporcie Mizuho Financial Group.
Analitycy Goldman Sachs w ostatnim czasie kilka razy zrewidowali swoje prognozy na niekorzyść waluty Amerykanów. W tej chwili zakładają, że kurs dolara osuwać się będzie w kierunku 3,58 zł w ciągu najbliższych 6 miesięcy i 3,44 zł w perspektywie 12 miesięcy.
Natomiast najnowszej projekcji ekspertów japońskiego holdingu bankowego Mitsubishi UFJ Financial Group (MUFG) wynika, że pod koniec tego roku dolar spadnie do 3,54 zł, a na początku 2026 roku ma kosztować już tylko 3,46 zł. Docelowy poziom deprecjacji w połowie przyszłego roku to 3,42 zł, co byłoby najniższą wartością od 88 miesięcy.
Euro też na ścieżce wzrostu wobec dolara
Analitycy ING Banku spodziewają się, że za kilka miesięcy cena euro znajdzie się na poziomie 1,20 dolara, który ostatni raz notowano w czerwcu 2021 roku. "Jesteśmy zaskoczeni, że dolar nie kontynuował wyprzedaży w okresie letnim. Jednak spodziewamy się, że waluta amerykańska nadrobi to w nadchodących miesiącach, a notowania eurodolara osiągną okolice 1,20" - przewidują ekonomiści ING Banku.
Z prognoz MUFG wynika, że wspólna waluta będzie kosztować 1,20 dolara na koniec tego roku i podrożeje do 1,23 dolara do połowy 2026 roku. "Spodziewamy się, że gospodarka amerykańska osłabnie w drugiej połowie 2025 roku, a wydatki konsumentów znajdą się pod presją, podczas gdy niepewność ograniczy inwestycje biznesowe i zatrudnienie" - napisali eksperci MUFG. Oczekują oni, że Rezerwa Federalna dokona czterech obniżek stóp procentowych do połowy 2026 roku.
Danske Bank również prognozuje wzrost eurodolara do 1,23 w perspektywie 12 miesięcy. "Spodziewamy się zmniejszonego zaufania do amerykańskich instytucji, co osłabi pozycję dolara i spowoduje odpływy kapitału netto" - przewidują analitycy banku.
Ponadto Danske Bank zakłada, że Fed będzie obniżał stopy procentowe na posiedzeniach we wrześniu i grudniu, a także trzykrotnie w 2026 roku. W rezultacie stopa rezerwy federalnej spadnie do 3,25 proc. W przypadku EBC przewidywana jest jeszcze jedna obniżka stóp, a spready dochodowości mają przesuwać się na korzyść euro.
Wyjątkowo optymistyczną prognozę dla wspólnej waluty prezentuje Goldman Sachs - przewiduje wzrost eurodolara do poziomu 1,25 w perspektywie 12 miesięcy. Bank argumentuje, że dzisiejsza siła euro wynika głównie z osłabienia dolara, co stanowi odwrócenie sytuacji z 2017 roku, gdy wzrost euro napędzany był optymizmem dotyczącym globalnego wzrostu.
Biały Dom nie chce mocnego dolara
Wiele wskazuje na to, że administracji waszyngtońskiej niekoniecznie zależy na silnym dolarze. Wzrost jego kursu oznaczałby bowiem wyższe ceny amerykańskich towarów dla reszty świata. Tym samym producenci ze Stanów Zjednoczonych musieliby mierzyć się z problemem spadku własnej konkurencyjności na rynkach globalnych.
Pouczająca może być tu pierwsza kadencja prezydencka Donalda Trumpa. Na początku 2017 roku eurodolar miał wartość 1,03, by 12 miesięcy później przekraczać pułap 1,25. Wynikało to przede wszystkim z niepewności politycznej w USA, poprawy sytuacji gospodarczej w strefie euro oraz zmiany oczekiwań wobec polityki amerykańskiego banku centralnego.
Wielu komentatorów podkreśla, że także teraz dolar doświadcza politycznego i gospodarczego trzęsienia ziemi i dlatego inwestorzy z miesiąca na miesiąc są gotowi płacić za niego coraz mniej. Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że w maju przyszłego roku zakończy się kadencja obecnego szefa Fed Jerome Powella. Prezydent Trump od wielu miesięcy nie szczędzi słów krytyki pod adresem Rezerwy Federalnej i zarzuca członkom tego gremium ociąganie się z obniżkami stóp.
Obrońcy i krytycy waluty Amerykanów
Wśród ekonomistów jest wielu takich, którzy nie zwątpili w potęgę dolara. Gita Gopinath, była główna ekonomistka Międzynarodowego Funduszu Walutowego, a teraz profesor Harvardu, jest przekonana, że w najbliższej przyszłości nic nie podważy dominacji "zielonego".
Gopinath zwraca uwagę na fakt, że przewaga dolara nie wynika jedynie z udziału gospodarki USA w światowym handlu. Podkreśla, że dolar pełni centralną rolę w globalnych systemach finansowych i płatniczych, a wiele gospodarek (zarówno rozwiniętych, jak i wschodzących) nie korzysta na szerszą skalę z własnych walut w obrocie międzynarodowym. To utrwala pozycję dolara jako najważniejszej waluty rezerwowej.
Od czasów II wojny światowej globalny system finansowy został ukształtowany przez dwie kluczowe zmiany: przyznanie dolarowi na konferencji w Bretton Woods w 1944 roku pozycji międzynarodowej waluty rezerwowej oraz odejście USA od standardu złota w 1971 roku pod rządami prezydenta Nixona. Jednak dziś widać wyraźnie, że świat stoi w obliczu kolejnej rewolucji - dedolaryzacji, czyli stopniowego wypierania amerykańskiej waluty z pozycji globalnego dominatora.
Dominic Frisby, znany inwestor, jest przekonany że dolar straci swój status na rzecz złota i bitcoina - dwóch aktywów, które są neutralne i odporne na gry polityczne. Frisby powołuje się na Dylemat Triffina. Jest to paradoks opisany przez ekonomistę Roberta Triffina w latach 60. Rzecz polega na tym, że Stany Zjednoczone jako emitent światowej waluty rezerwowej muszą utrzymywać deficyty handlowe, aby dolar krążył po świecie.
Jednak długotrwały deficyt osłabia bazę przemysłową kraju, a amerykańska produkcja i liczba miejsc pracy gwałtownie maleją z powodu outsourcingu i globalizacji. Dzisiejsza administracja waszyngtońska stara się odwrócić tę tendencję poprzez wsparcie rodzimych producentów oraz osłabianie dolara w celu zwiększenia konkurencyjności eksportu.
Dominic Frisby przypuszcza, że zarówno złoto, jak i bitcoin (czyli cyfrowe złoto) będą kluczowymi elementami nowej ery finansów globalnych. Jego zdaniem, bitcoin jako aktywo o ograniczonej podaży i rosnącej akceptacji staje się "twardym pieniądzem" kolejnego pokolenia. Natomiast o pozycję złota najbardziej dbają w tej chwili Chiny i inne kraje wzdłuż Jedwabnego Szlaku, które systematycznie ograniczają rezerwy w dolarze. Zwiększają natomiast zapasy złota, które już wyprzedziło w rezerwach banków centralnych euro i amerykańskie obligacje skarbowe.
Jacek Brzeski


















