Reklama

​Niezdany test solidarności Europy

Europa zaczyna dzień od wygaszania apetytu na ryzyko, jaki narósł przez ostatnie dwa dni. Jakkolwiek wątpliwości popytu pojawiły się jeszcze wczoraj pod koniec sesji na Wall Street, dziś rano kubeł zimnej wody na głowy inwestorów wylewa Eurogrupa, która po wielogodzinnych rozmowach nie doszła do porozumienia w sprawie strategii łagodzenia wpływu pandemii na gospodarkę.


Szesnaście godzin spędzonych na rozmowach nie wystarczyło ministrom finansów UE, aby znaleźć konsensus dla planu odpowiedzi na wyzwania stawiane przez pandemię COVID-19. Kością niezgody stały się corona bonds, tj. wspólne obligacje państw UE. Takiego rozwiązania dla złagodzenia obciążeń fiskalnych życzą sobie Francja i państwa z południa Europy, które najmocniej ucierpiały na wybuchu epidemii. Przeciwne są Niemcy oraz inne kraje z bogatszej północy, które obawiają się, że emisja wspólnego długu pozostanie docelowym środkiem stwarzającym furtkę dla niżej ocenianych państw do taniego zadłużania się w przyszłości.

Reklama


EUR/USD został zrzucony pod 1,0850, a awersja do ryzyka przetoczyła się przez inne klasy aktywów. Wstępny szok jest zrozumiały, nawet jeśli w końcowym rozrachunku spór między członkami UE nie oznacza jeszcze całkowitego fiaska w tworzeniu planu. Eurogrupa wróci do rozmów jutro. Jakkolwiek corona bonds mogą pozostać nieuzgodnionym elementem, można dalej liczyć, że kompromis zostanie osiągnięty w kwestii funduszu na pożyczki mitygujące ryzyko wzrostu bezrobocia, gwarancji rządowych pod inwestycje przedsiębiorstw (gry przyjdzie czas na odbudowę ożywienia), a także linie kredytowe z Europejskiego Mechanizmu Stabilizacyjnego. Mimo to dzisiejszy brak porozumienia podnosi ryzyko, że UE będzie marnować czas na kłótnie, przez co jednak koszty walki z koronawirusem będą wyższe. Dla EUR potwierdzenie europejskiej solidarności jest kluczowe, gdyż brak skoordynowanych działań fiskalnych będzie szkodliwy zarówno dla waluty, jak i też dla oceny wiarygodności kredytowej biedniejszych krajów. Ostatnie czego strefa euro potrzebuje, to dodatkowego kryzysu zaufania do instrumentów dłużnych państw członkowskich.

Kwietniowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej dla jej członków powinno być jednym z przyjemniejszych w najbliższym czasie. Oczekujemy, że po dzisiejszym spotkaniu nie dojdzie do zmian w polityce monetarnej. Od 17 marca, kiedy RPP dokonała obniżki stopy referencyjnej o 50 pb do 1 proc., a dodatkowo bank wprowadził inne narzędzia dla wsparcia gospodarki, nie otrzymaliśmy wiele twardych danych z gospodarki, które pomogłyby Radzie ocenić skalę szkód wywołanych epidemią koronawirusa i paraliżem aktywności gospodarczej. Jakkolwiek przedstawianie w połowie marca przez prezesa NBP Adama Glapińskiego prognozy gospodarcze można obecnie uznać za wyjątkowo optymistyczne, wprowadzonymi narzędziami Rada zyskała czas, aby zebrać jak najwięcej danych przed kolejną decyzją.

Rozwój epidemii w kraju i na świecie jest sprawą dynamiczną, tak samo jak rodząca się dyskusja o momencie poluzowania zakazów dotyczących działalności gospodarczej i wychodzenia z domu. Za miesiąc (lub później) Rada być może będzie miała większe przekonanie, czy wprowadzone narzędzia są wystarczające dla wsparcia gospodarki, czy potrzeba czegoś więcej. Osobiście nie uważam, aby dalsze obniżki stóp procentowych są najlepszą drogą. Choć niezaprzeczalnie złagodziłoby to obciążenia kredytowe, ryzykiem jest pogorszenie sytuacji krajowych banków, co osłabi ich skłonność do udzielania kredytów, co będzie negatywnie rzutować na akcje kredytową w przyszłości. RPP ma do dyspozycji inne narzędzia (np. pożyczki dla banków nakierowane na kredyty dla firm), które teraz skuteczniej poprawią sytuację finansową przedsiębiorstw. Nie sądzę, aby Polska, jako bądź co bądź gospodarka wschodząca, może sobie pozwolić na sprowadzeni głównej stopy procentowej do zera (lub do 0,50 proc.).

Choć słabszy złoty może okazać się korzystnym czynnikiem dla polskich eksporterów (o ile odbudują się rynki zbytu), zbyt niskie stopy procentowe rodzą ryzyko podwyższonej zmienności kursu złotego, co dla nikogo nie będzie dobre. Rada musi mieć to na wadze przy przyszłych decyzjach.  
Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.


Konflikty w tej sprawie rozpaliły dawne podziały w UE. Na szczycie UE pod koniec marca szefowie państw i rządów zlecili ministrom finansów wypracowanie rozwiązania, ale nie dali im jasnych wskazówek politycznych co do tego, jak mają one wyglądać.

To nie ułatwia prac tym bardziej, że Niemcy, Holandia i kilka innych krajów północy Europy nie zgadzają się z pomysłami Włoch, Francji i Hiszpanii oraz innych państw południa na walkę z kryzysem poprzez emisję koronaobligacji.

Berlin jest gotowy zgodzić się na wykorzystanie dostępnych instrumentów w celu wspierania unijnych rozwiązań, zwłaszcza Europejskiego Mechanizmu Stabilności (EMS), ale Włosi stawiają opór, bo - argumentują - wiązałoby się to z koniecznością spełniania określonych warunków. W przeszłości kraje, które korzystały z EMS, czyli funduszu ratunkowego strefy euro, musiały realizować narzucone im głębokie reformy ich gospodarek.

Tymczasem teraz - argumentują państwa domagające się uwspólnotowienia nowych długów - przyczyną kryzysu jest pandemia, dlatego stygmatyzowanie krajów, że muszą sięgać po EMS i domaganie się reform, jest niesolidarne.

Sprzeciw wobec pomysłu wyemitowania przez strefę euro wspólnych obligacji dla sfinansowania walki z kryzysem potwierdził we wtorek minister finansów Austrii Gernot Bluemel. Jak mówił niemieckiej telewizji publicznej ZDF Europejski Mechanizmu Stabilności można uczynić elastyczniejszym, by państwa, które potrzebują pomocy, mogły z niego skorzystać.

"Godzimy się na jego daleko idące uelastycznienie, w tym na niemal całkowitą rezygnację z obwarowywania go warunkami. Rozluźnienie ESM pozwoliłoby Europejskiemu Bankowi Centralnemu (ECB) na dalsze zakupywanie obligacji. Ponadto możliwe byłoby uczestnictwo Europejskiego Banku Inwestycyjnego oraz wielu innych instytucji" - zapewniał.

Dziennik "Handelsblatt" pisał we wtorek, że również niemiecki rząd propaguje pakiet pomocowy, ale nie zgadza się z postulatem państw południa UE na emisję euroobligacji.

Ze spotkania eurogrupy, poszerzonej o ministrów finansów spoza obszaru wspólnej waluty, prowadzonego w formie telekonferencji, nie było przecieków, ale wiadomo, że w centrum dyskusji jest właśnie kwestia tego, jak finansować dług i czy w tym celu wykorzystywać Europejski Mechanizm Stabilności.

Ministrowie mieli też dyskutować nad propozycją KE, by za pomocą gwarancji ze strony państw członkowskich, wynoszących około 25 mld euro, wygenerować dług w wysokości 100 mld euro i przeznaczyć te środki na podtrzymywanie miejsc pracy w firmach, które bez pomocy będą zmuszone do cięcia etatów.



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »