Reklama

"NYT" o politycznym trzęsieniu ziemi dla Erdogana

Niedzielne wybory samorządowe w Turcji, to dla prezydenta tego kraju Recepa Tayyipa Erdogana polityczne trzęsienie ziemi; ich rezultaty pokazują, że ma on słabe strony - ocenia we wtorek "New York Times".

"Przez lata krok po kroku prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan starał się sprawić, że nikt nie rzuci mu wyzwania" - pisze Carlotta Gall, korespondentka "NYT" ze Stambułu. Przypomina, że lider AKP (Partii Sprawiedliwości i Rozwoju) "marginalizował przeciwników", "przeprowadził czystkę w wojsku, policji i sądach", "zastraszał media", "rozszerzał swoje uprawnienia w konstytucji" i "obiecywał Turkom świetlaną gospodarczą przyszłość".

Stąd - zauważa - wyniki weekendowych wyborów samorządowych "były wielką niespodzianką". "Pokazały, że partia Erdogana straciła kontrolę nie tylko nad Ankarą, politycznym centrum, ale może i Stambułem, centrum biznesowym kraju, miastem jego pochodzenia i długotrwałym ośrodkiem poparcia".

Reklama

Nawet jeśli rezultaty nie są jeszcze ostateczne - kontynuuje Gall, cytowana na portalu "NYT" - to "stanowią one najpoważniejsze polityczne trzęsienie ziemi dla Erdogana w trakcie blisko (jego) dwóch dekad praktycznie niekwestionowanej kontroli sterów Turcji, sojusznika NATO i kluczowej podpory stabilności w regionie".

W jej ocenie, powodem takich wyników była "gwałtownie kurcząca się gospodarka i wysoce zdyscyplinowana opozycja". Odnotowuje przy tym, że bezrobocie w Turcji przekracza 10 proc. (wśród młodych 30 proc.), lira straciła 28 proc. swojej wartości w 2018 roku, a inflacja wyniosła 20 proc.

Zdaniem Gall rezultaty głosowania nie oznaczają, że prezydent Turcji "zmieni swoje zachowania, do których należy promowanie islamskich wartości religijnych (...), bliższe relacje z Rosją i chłodniejsze z NATO". "Wybory pokazały jednak, że Erdogan ma słabe strony" - konstatuje publicystka "NYT".

Przyznając, że Erdogan po nieudanej próbie puczu wojskowego w 2016 roku ponosi odpowiedzialność za "ostre represje" oraz więzienie dziennikarzy, docenia jednocześnie jego polityczne umiejętności.

"Dominacja Erdogana jako przywódcy Turcji jest jednakże spowodowana jego niepodważalnymi politycznymi talentami oraz niepowodzeniem wielkiej partii opozycyjnej, która nie zdołała wystawiać dobrych kandydatów oraz zaprezentować ich atrakcyjność" - zauważa.

Dotychczasowa dobra kondycja gospodarcza kraju zapewniała wyborcze zwycięstwa Erdoganowi i AKP, jednak w niedzielę ugrupowanie to może stracić swych przedstawicieli na wielu kluczowych stanowiskach we władzach lokalnych, zwłaszcza w dużych miastach, ponieważ kraj od pewnego czasu zmaga się z osłabioną lirą, dwucyfrową inflacją i rosnącymi cenami żywności.

W ostatnich dniach kurs liry tureckiej faktycznie jest bardzo rozchwiany. Pod koniec zeszłego tygodnia jej kurs spadł z ok. 5,46 za dolara do nawet 5,83. Na początku tygodnia wskutek interwencji tureckiego banku centralnego waluta odrobiła straty, ale w czwartek ponownie straciła na wartości ok. 4 proc. i w piątek o kolejny 1 proc., spadając poniżej poziomu 5,66 liry za dolara. W zeszłym roku lira straciła wobec dolara prawie 30 proc.

Presja na lirę jest związana z powtarzającymi się obawami o turecki bilans płatniczy, zdolność Turcji do obsługi zadłużenia zagranicznego oraz wezwania prezydenta Erdogana do banku centralnego o obniżenie stóp procentowych.

Turcja musi obniżyć stopy procentowe, gdyż w przeciwnym razie problem z wysoką inflacją będzie się utrzymywał - oświadczył pod koniec marca turecki prezydent Recep Tayyip Erdogan, dodając że obecna niestabilność liry jest efektem ataków spekulacyjnych na tę walutę.

Przemawiając na przedwyborczym spotkaniu z młodzieżą w Ankarze Erdogan powiedział, że banki z USA i innych krajów zachodnich spekulują na tureckiej lirze przed niedzielnymi wyborami lokalnymi i że Turcja musi "zdyscyplinować spekulantów na rynku". Nie wymienił z nazwy żadnych banków, które miałyby prowadzić ataki spekulacyjne na turecką walutę.

Erdogan przekonywał też, że stopy procentowe są głównym problemem w Turcji i jak tylko zostaną one ścięte, inflacja zacznie spadać.

Jak pisze Reuters, presja na lirę jest związana z powtarzającymi się obawami o turecki bilans płatniczy, zdolność Turcji do obsługi zadłużenia zagranicznego oraz wezwania prezydenta Erdogana do banku centralnego o obniżenie stóp procentowych.

Erdogan wielokrotnie naciskał na bank centralny w sprawie obniżenia stóp procentowych, co miałoby pobudzić wzrost gospodarczy. A słabnący wzrost gospodarczy jest równie ważnym problem tureckiej gospodarki jak inflacja. Jednak według powszechnie przyjętej wiedzy ekonomicznej obniżanie stóp procentowych jest czynnikiem zwiększającym inflację, a nie ją hamującym, jak twierdzi turecki prezydent.

Analitycy zwracają jednak uwagę, że niedzielne wybory lokalne będą kończyć trwający od kilku lat cykl przeprowadzanych niemal co roku wyborów na różnym szczeblu, co nie sprzyja przeprowadzaniu reform gospodarczych.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »