Reklama

Polska waluta najsłabsza od miesięcy

Złoty znów tracił na wartości do głównych walut. Analitycy uważają, że to efekt złych nastrojów na globalnych rynkach. Słabnięcie polskiej waluty nie niepokoi resortu finansów.

Ok. godz. 17 euro kosztowało 4,23 zł, dolar 3,31 zł, a frank szwajcarski 3,50 zł.

Reklama

- Polska waluta nie była tak słaba wobec euro od siedmiu miesięcy, a wobec franka szwajcarskiego od ponad roku. Wpływ na taki stan rzeczy bynajmniej nie mają czynniki wewnętrzne, a nastroje na globalnych rynkach finansowych, w tym przede wszystkim obawy o światowy wzrost gospodarczy - ocenił Szymon Zajkowski z Domu Maklerskiego mBanku.

Jak dodał, o nastrojach świadczą wyniki giełd europejskich i amerykańskich, gdzie główne indeksy spadały oraz na rynkach długu, gdzie kupowane były uznawane za bezpieczne obligacje USA a wyprzedawane bardziej ryzykowne, czyli Polski oraz Włoch i Hiszpanii.

- Wydaje się jednak, że w ostatnich dniach nie było powodów do aż tak silnych ruchów na rynkach, dlatego też w przyszłym tygodniu sytuacja może się ustabilizować, a złoty odrobić przynajmniej część strat - dodał Zajkowski.

- Wszystko zależy od nastawienia. Jeśli sytuacja na rynku akcji i długu się nie ustabilizuje, to nie ma szansy na umocnienie i pozostaniemy powyżej 4,2 zł za euro - dodał Andrzej Krzemiński z Banku BPH.

Dalsze osłabienie złotego nie budzi obaw Ministerstwa Finansów - ocenił z kolei główny ekonomista resortu Ludwik Kotecki. Dodał, że im słabszy złoty, tym lepiej dla gospodarki.

- Naszym celem nie jest mocny złoty. Osłabienie polskiej waluty pozytywnie wpływa na eksport, a tym samym na gospodarkę i jej wzrost. Im słabszy złoty, tym lepiej dla sytuacji gospodarczej. Dalsze osłabienie złotego nie budzi naszej obawy - powiedział dziennikarzom Kotecki.

Sprawdź bieżące notowania walut na stronach Biznes INTERIA.PL

- - - - - -

W czwartek pogłębił się niepokój na europejskich rynkach; kontynuowano wyprzedaże. Niemiecki indeks DAX jako jedyny wzrósł na zamknięciu o 0,13 proc., giełdy w innych krajach straciły na zamknięciu, w Londynie 1,21 proc., w Paryżu - 0,54 proc.

W Europie, oprócz Frankfurtu, na plusie zamknęła się jedynie giełda w Sztokholmie. Stratami zakończyły się wcześniej sesje na wszystkich ważniejszych giełdach azjatyckich i w Moskwie.

Tokijski indeks Nikkei spadł o 2,22 proc., reagując nadal na burzliwą środę, kiedy to inwestorzy - jak pisze "Washington Post" - "miotali się między spadkami i paniką a silnymi wzrostami".

Dziennik "Le Figaro" już w połowie sesji giełdowych nazwał czwartek "czarnym dniem" na rynkach finansowych. Ostatecznie francuski indeks CAC 40, który tracił w trakcie sesji nawet 2 proc. (dzień wcześniej ponad 3,6 proc.), zamknął się stratą 0,54 proc.

Według "Le Figaro" poranna wypowiedź Angeli Merkel pogorszyła nastroje inwestorów. Kanclerz Niemiec powiedziała, że "kryzys strefy euro nie skończył się i nie wyeliminowano jeszcze jego przyczyn".

Również w czwartek rentowność 10-letnich obligacji Grecji przekroczyła 8 proc. po raz pierwszy od lutego. Uważa się, że rentowność takich papierów powyżej 7 proc. jest na dłuższą metę nie do wytrzymania z powodu zbyt wysokiego kosztu obsługi długu. Nie było też popytu na hiszpańskie obligacje; Madryt nie zdołał upłynnić ich wszystkich - podaje "Le Figaro".

Dzień wcześniej Waszyngton ponownie wyraził zaniepokojenie sytuacją gospodarczą w Europie; w składanym co pół roku raporcie dla Kongresu resort finansów ostrzegł przed zbyt niską inflacją w strefie euro, dodając, że podjęte ostatnio przez Europejski Bank Centralny (EBC) działania mogą się okazać niewystarczające, by zapobiec deflacji.

Raport ministerstwa finansów USA głosi też, że Berlin powinien zaangażować się w ratowanie europejskiej gospodarki zwiększając popyt we własnym kraju.

Czwartkowy "New York Times" napisał, że to przede wszystkim takie prognozy dotyczące europejskiej gospodarki "spowodowały rollercoaster (na giełdach)", który - zdaniem ekspertów - może potrwać kilka tygodni.

Inwestorzy wystraszeni są też perspektywami azjatyckiej gospodarki oraz danymi o spadku sprzedaży detalicznej w Stanach Zjednoczonych.

"Eksperci zgadzają się co do jednego: na rynki wrócił strach po okresie beztroski. Boją się, że rządy i banki centralne nie przewidziały niedawnego spowolnienia światowej gospodarki i teraz z największym trudem starają się zapobiec stagnacji w swych krajach" - pisze "NYT".

Nowojorski dziennik dodaje, że oznacza to, iż słabe ożywienie gospodarcze, jakie wróciło na globalne rynki po kryzysie z 2008 roku, może być zagrożone.

Prezes zarządzającej aktywami firmy BlackRock Laurence Fink powiedział w rozmowie z "NYT", że przyczyną zawirowań jest to, iż "inwestorzy kwestionują kroki podejmowane przez EBC w celu ustabilizowania europejskiej gospodarki".

"Potrzebujemy bardziej ekspansyjnej polityki fiskalnej ze strony Niemiec" - dodał Fink. Chodzi - w tym kontekście - o zwiększanie wydatków na konsumpcję i inwestycje, o co zaapelował w ostatni weekend Międzynarodowy Fundusz Walutowy.

Wielu analityków domaga się, by EBC rozpoczął skupowanie na wielką skalę obligacji rządowych w celu pobudzenia gospodarki - pisze dalej "NYT". Innymi słowy proponują wdrożenie takiej taktyki, jaką posłużył się amerykański Fed, czyli tzw. luzowania ilościowego - drukowania pieniędzy inwestowanych w obligacje. Niemcy są bardzo niechętnie usposobieni do takich pomysłów - przypomina "NYT".

Trend, który rozpoczął się w środę, był kontynuowany w czwartek rano, giełdy "znów spadały i wpadły w spiralę" - pisze AFP. "Zły nastrój (na rynkach) prowadzi w widoczny sposób do większej zmienności i do wyprzedaży na rynkach akcji" - konstatują analitycy niemieckiego DZ Banku.

Zważywszy, że inflacja spadła we wrześniu do 0,3 proc., czyli do najniższego poziomu od października 2009 roku "na rynkach pojawiła się obawa, że Unia Europejska stacza się w deflację (...), która ma dewastujący wpływ na gospodarkę" - pisze "Le Figaro".

Według analityków firmy Aurel, "to co się stało w środę i najwyraźniej dzieje się w czwartek, to mały przedsmak kryzysu finansowego". Inni eksperci byli w czwartek bardziej optymistyczni w swych ocenach: zawirowania na rynkach "nie podają jednak w wątpliwość prognoz średnioterminowych, według których gospodarka europejska podnosi się z kryzysu" - głosi ocena firmy IG.

Sprawdź bieżące notowania indeksów światowych na stronach BIZNES INTERIA.PL

Dowiedz się więcej na temat: polska waluta | złoty | waluty | Polskie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »