Reklama

Praca w Wielkiej Brytanii mniej korzystna dla Polaków

Z obserwacji rynku wynika, że Brexit dotychczas nie był mocno odczuwalny. W opinii ekspertów być może nastąpi to dopiero po oficjalnym wdrożeniu procedury wystąpienia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Jednak już teraz wyraźnie daje o sobie znać jeden poszkodowany - funt, którego wartość znajduje się na rekordowo niskim poziomie.

Wyjazd w celach zarobkowych do Wielkiej Brytanii dotychczas był bardzo atrakcyjny. Spore możliwości upatrywali w niej również pracownicy sezonowi, którzy po przeliczeniu zarobionych funtów na złotówki przywozili całkiem spore pieniądze. Tak było przynajmniej wtedy, gdy 1 funt kosztował 5, a nawet 6 złotych. Aktualnie notowania tej waluty uległy sporemu osłabieniu. Spadek do 4,70 zł za jednego funta, jaki widzieliśmy na początku października, niepokoi nie tylko emigrantów, ale i cały świat finansowy. Tak silne osłabienia kojarzy się tylko z jednym - kryzysem.

Potężne osłabienie funta jest przypisywane Brexitowi. Z jednej strony jest to prawda. Gdyby jednak referendum nie było, funt prawdopodobnie również by się osłabił, ale dojście do obecnego poziomu trwało by prawdopodobnie trochę dłużej. Pozornie stabilna sytuacja gospodarcza Wielkiej Brytanii nie wygląda w niektórych miejscach najlepiej. Konkretnie chodzi o deficyt obrotów bieżących, który w drugim kwartale 2016 roku wyniósł 28,7 mld funtów. Taniejąca waluta może okazać się tutaj bardzo pomocna.

Reklama

Słabszy funt - w opinii niektórych analityków - może nieco pomóc brytyjskiej gospodarce, m.in. dzięki poprawieniu konkurencyjności cenowej eksportu. Niestety zanim to nastąpi gospodarka spowolni, co może być zauważalne już w przyszłym roku. Międzynarodowy Fundusz Walutowy szacuje, że tempo wzrostu PKB Wielkiej Brytanii może spaść do 1,1 proc. Ta sama organizacja poinformowała w tym miesiącu, że owszem, spodziewa się ograniczenia deficytu obrotów bieżących w Wielkiej Brytanii do 3,8 proc. PKB, ale dopiero w 2021 roku.

Czy jest szansa, że funt podrożeje?

Wszystko wskazuje na to, że nie. Oczywiście należy się spodziewać wahań, które mogą wzmocnić funta, jednak na pewno nie dotrze on do wartości sprzed czerwcowego referendum. A już o przybliżeniu się do zeszłorocznego maksimum, które znajduje się powyżej 6 zł na parze GBP/PLN, można zapomnieć.

Brytyjski rząd systematycznie uspokaja sektor finansowy, że sytuacja jest pod kontrolą, a z kursem funta nadal trzeba się liczyć - funt to nadal wartościowa waluta na świecie. W ostatnim czasie jednak bardzo wrażliwa na każde wypowiedzi przedstawicieli rządu związane z Brexitem. Zapowiedź Teresy May o rozpoczęciu procedury wyjścia z UE do końca marca 2017 roku wywołała spore zmieszanie na rynku walutowym.

Osobą, której wypowiedzi spotykają się dzisiaj z największym zainteresowaniem jest Mark Carney, obecny naczelnik banku Anglii. Inwestorzy jego właśnie komentarze traktują jako wyrocznię, z niecierpliwością czekając na listopadową decyzję w sprawie stóp procentowych. Z prognoz oraz przeprowadzonej przez serwis Bloomberg ankiety wśród ekonomistów wynika, że Bank Anglii na najbliższym posiedzeniu może zdecydować się na cięcie o 15 punktów bazowych.

Jakie kroki podejmie przekonamy się już 3 listopada. Jedno jest pewne, jeśli funt będzie dalej taniał, wielu imigrantów będzie musiało poważnie zastanowić się nad powrotem do ojczyzny, zwłaszcza, że dynamika cen bardzo przyspieszyła. Wyraźnie pokazała to ostatnia publikacja danych o inflacji, która według prognoz we wrześniu miała wynieść 0,6 proc., a wzrosła do 1,0 proc.

Aniela Agopsowicz, analityk walutowy Ekantor.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »