Reklama

Rosyjski bankier Jarosław Aleksiejew pozostanie w areszcie

Rosyjski bankier Jarosław Aleksiejew pozostanie na razie w areszcie, choć wpłacone zostało za niego 400 tys. zł poręczenia majątkowego. Sąd wstrzymał zwolnienie na wniosek prokuratury - poinformował we wtorek obrońca aresztowanego mec. Maciej Zaborowski.

Mężczyzna był poszukiwany międzynarodowym listem gończym. W swoim kraju został zaocznie aresztowany w ramach sprawy karnej o defraudację. 25 stycznia został zatrzymany przez Straż Graniczną w Zebrzydowicach (Śląskie), gdy podróżował pociągiem. Dzień później bielski sąd aresztował go na 40 dni, a na początku marca przedłużył okres aresztowania na czas niezbędny do przeprowadzenia postępowania ekstradycyjnego.

W miniony piątek bielski Sąd Okręgowy przedłużył areszt do 24 lipca z tym zastrzeżeniem, że jeśli do 26 kwietnia wpłacone zostanie poręczenie majątkowe w wysokości 400 tys. zł, to Rosjanin będzie mógł wyjść na wolność. Nie wolno mu będzie jednak opuszczać Polski i raz w tygodniu będzie musiał stawić się na policji w Bielsku-Białej.

Reklama

Bielska Prokuratura Okręgowa zapowiedziała złożenie zażalenia na postanowienie sądu. Jednocześnie wystąpiła z wnioskiem o wstrzymanie jego wykonania.

"Kaucja została przelana, natomiast sąd wstrzymał wykonanie swojego postanowienia na wniosek prokuratury. W praktyce oznacza to, że mamy co najmniej dwa, trzy tygodnie aż sąd apelacyjny rozpozna zażalenie prokuratury, którego w tej chwili fizycznie jeszcze nie ma" - powiedział w rozmowie z PAP mec. Zaborowski.

Sąd nie zajmował się na razie kwestią ekstradycji. Nie wiadomo, kiedy wyda opinię prawną w sprawie dopuszczalności wydania Aleksiejewa stronie rosyjskiej. Przewodnicząca III Wydziału Karnego w bielskim Sądzie Okręgowym Iwona Baran zaznaczyła w piątek w rozmowie z PAP, że w tej sprawie złożono wiele wniosków dowodowych.

Sprawą zajmują się bielska prokuratura i sąd, ponieważ są właściwe ze względu na miejsce zatrzymania Rosjanina.

Aleksiejew został aresztowany zaocznie przez sąd w Moskwie w maju 2017 r. Tamtejsi śledczy twierdzą, że wraz z dwoma innymi szefami Probusinessbanku - Aleksandrem Żelezniakiem i Siergiejem Leontiewem - udzielali w latach 2014-15 kredytów fikcyjnym firmom. Sumę defraudacji określają na 2,4 mld rubli (36 mln dolarów).

Probusinessbank stracił licencję w sierpniu 2015 r. i został uznany za bankruta. Żelezniak i Leontiew przebywają w Stanach Zjednoczonych. Sąd w Rosji zadecydował o ich zaocznym zatrzymaniu. W 2018 r. Leontiew powiedział w trakcie postępowania sądowego w USA, że sprawa przeciwko niemu jest umotywowana politycznie, a do bankructwa banku dążyli przedstawiciele władz. Jednym z powodów miałyby być kontakty z opozycjonistą Aleksiejem Nawalnym. Dodał, że istniały - niezrealizowane ostatecznie - plany wyemitowania przez bank kart kredytowych z możliwością wspierania finansowego założonej przez Nawalnego Fundacji Walki z Korupcją.

Rzeczniczka Nawalnego Kira Jarmysz powiedziała rosyjskiemu dziennikowi "RBK", że w 2012 r. toczyły się na ten temat rozmowy z kierownictwem innego banku, należącego do tej samej grupy co Probusinessbank. Bank ostatecznie zrezygnował z projektu. Jak dodała, Fundacja Nawalnego nie była finansowana przez Leontiewa ani kontrolowane przez niego firmy.

(PAP)

autorzy: Marek Szafrański, Krzysztof Konopka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »