Waluty: Czy trend franka zostanie odwrócony?

W piątek po godz. 17 za szwajcarskiego franka płacono 3,40 zł, wobec 3,35 zł przed południem. Jak wskazali eksperci, osłabienie złotego to skutek realizacji zysków przez inwestorów oraz "słabych punktów" w uzgodnionym w czwartek pakiecie pomocowym dla Grecji.

Uzgodniony w czwartek 3-letni pakiet pomocowy dla Grecji uspokoił rynki - już w oczekiwaniu na pozytywne ustalenia szczytu - w środę i w czwartek - wzrosty odnotowały światowe giełdy. Zyskiwały też euro oraz złoty, który umocnił się wobec szwajcarskiego franka nawet do 3,35 zł (w poniedziałek kosztował nawet 3,54 zł).

Po godzinie 12 w piątek złoty zaczął jednak tracić na wartości i po 17 za franka trzeba było zapłacić 3,40 zł, za euro 3,98 zł, a za dolara 2,77 zł.

Jak wskazał ekonomista Banku ING Rafał Benecki, osłabienie złotego to skutek m.in. chęci realizacji zysków przez inwestorów. "Jeszcze ważniejszym powodem mógł być powoli +wyciekający+ pesymizm dotyczący tego, co ustalono w Brukseli" - stwierdził Benecki.

Reklama

Jak dodał, plan pomocowy ma co najmniej dwa słabe punkty. "Po pierwsze oddłużenie Grecji sięgnie 20 proc., podczas gdy potrzeba 30-50 proc., aby kraj mógł być wypłacalny" - powiedział.

Druga słabość dotyczy braku dokapitalizowania Europejskiego Funduszy Stabilizacji Finansowej. Ponadto na pogorszenie nastrojów inwestorów mógł wpłynąć komunikat agencji ratingowej Fitch, która poinformowała, że nada długowi Grecji kategorię "ograniczonej niewypłacalności" w konsekwencji przyjętego w czwartek przez przywódców strefy euro programu pomocowego.

Chodzi o ujętą w planie pomocowym wymianę obligacji greckich na obligacje o dłuższym terminie wykupu. W efekcie dług kraju otrzyma nowy rating o nisko spekulacyjnym charakterze.

Zdaniem Beneckiego to jednak nie ta informacja mogła zadziałać na inwestorów negatywnie, ale to, że Fitch uznał, iż mechanizm pomocowy dla Grecji, w który zaangażować ma się sektor prywatny, może zostać zastosowany również w przypadku innych krajów z problemami fiskalnymi, m.in. Portugalii i Irlandii. Tymczasem ministrowie strefy euro wielokrotnie podkreślali, że skorzysta z niego wyłącznie Grecja.

Jak wskazał analityk X-Trade Brokers Przemysław Kwiecień, próba rozwiązania problemu Grecji u jego źródła jest zmianą na lepsze wobec wcześniejszej bezradności. "Jeśli się powiedzie, trend umacniania się franka zostanie odwrócony" - stwierdził Kwiecień.

Dodał jednak, że nie należy spodziewać się w najbliższym czasie silnego umocnienia złotego. "Rynki finansowe ciągle nie wyceniają skali spowolnienia globalnego wzrostu, której się spodziewamy. Kolejne gorsze dane makro mogą być skutecznym hamulcem dla dalszej poprawy nastrojów" - powiedział.

Podobnego zdania jest analityk TMS Brokers Bartosz Sawicki, który powiedział, że problemy UE nie zostały rozwiązane i prędzej czy później zaczną wracać. "Nadal mamy szereg czynników ryzyka, m.in. słabe dane makro z USA, które tak szybko nie +wyparują+ ze świadomości uczestników rynku. Dlatego nie ma się co spodziewać, że w ciągu trzech czy czterech tygodni frank będzie kosztował 2 czy 2,5 zł" - podkreślił Sawicki.

Zdaniem analityka BGŻ Piotra Popławskiego w ciągu kilku dni szwajcarska waluta powinna się jednak osłabić do ok. 3,30 zł.

Jak stwierdził analityk DM Millennium Marcin Materna, jest szansa, iż jeśli pozytywne nastroje się utrzymają, złoty może zyskać na wartości jeszcze więcej. "W ciągu dwóch miesięcy złoty może się umocnić do 3-3,10 zł za franka" - powiedział Materna.

_ _ _ _ _

Ministerstwo Finansów nie planuje obecnie zmiany podejścia do kwestii walutowych - poinformował w piątek na konferencji prasowej minister finansów Jacek Rostowski.

"Wymieniamy środki unijne na rynku. Była to zmiana podejścia uzgodniona z Narodowym Bankiem Polskim kilka miesięcy temu. W tej chwili nie ma żadnych planów dotyczących jakiejkolwiek zmiany podejścia, jeśli chodzi o kwestie walutowe" - podkreślił szef resortu finansów, pytany, czy jego resort ma scenariusz obrony złotego w razie pogorszenia się sytuacji w strefie euro.

"Jeśli chodzi o samego złotego, to próbuję nie komentować. Ale myślę, że wszyscy są świadomi tego, że sytuacja dzisiaj jest lepsza niż była przedwczoraj. Dlatego nie wykraczam w przyszłość, jeśli chodzi o kursy" - dodał minister finansów.

PAP
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »