Radom: Lotnisko, z którego nikt nie lata

Dopiero co wystartowało, a już zdążyło zaliczyć twarde lądowanie. Twarde - bo bez pasażerów. Z lotniska w Radomiu na pokładach samolotów do Rygi odlatuje bowiem w porywach do kilku osób. To niewiele, by mówić o lotniskowym sukcesie. Na tyle niewiele, że należałoby się zastanowić, co z tym lotniskiem będzie dalej?

- Należałoby przemyśleć zakres działalności biznesowej lotniska w Radomiu. Ono od początku ma ambicje obsługiwania regularnego ruchu dużymi samolotami, podczas gdy okazuje się, że ten pomysł nie wypalił. Z różnych przyczyn. Jedną z zasadniczych jest sąsiedztwo Lotniska Chopina. W mojej ocenie należy zapomnieć przez najbliższych kilkanaście lat o tym, że tam będzie występował regularny ruch pasażerski - kwituje sprawę radomskiego lotniska Sebastian Gościniarek, założyciel i partner w BBSG Baca Gościniarek i Wspólnicy Doradztwo Gospodarcze.

Formalnie do obsługi ruchu pasażerskiego radomski port lotniczy gotowy był od maja ubiegłego roku. Pierwsi pasażerowie z infrastruktury lotniskowej skorzystali jednak dopiero w tym roku, we wrześniu. Na pokładzie pierwszego samolotu do Rygi znalazło się 36 osób - większość to jednak delegacja urzędu miasta i dziennikarze. W sumie bowiem na pokładach tychże maszyn pasażerów można policzyć na palcach jednej ręki. I nic się w tej kwestii nie zmienia.

Reklama

Za drogie, ze słabą infrastrukturą

Problemem radomskiego lotniska są, obok niewielkiej liczby pasażerów, również dość wysokie koszty utrzymania. Aby port mógł funkcjonować w takiej formie, samorząd rocznie musi na niego przeznaczyć około 12 mln zł. Pomysłem mogłoby być wprowadzenie takich zmian, jakie obecnie funkcjonują na lotnisku w Babimoście (gdzie roczny koszt utrzymania jest wielokrotnie niższy). Według ekspertów, takie posunięcie jest oczywiście zasadne, jednak należy pamiętać, że te koszty obcinać można do pewnego poziomu.

- Podstawowy problem nie leży w tym, jak obciąć koszty, ale w jaki sposób budować przychody. Tylko wówczas radomskie lotnisko będzie miało sens - wyjaśnia Gościniarek.

Część osób związanych z lotniskiem w Radomiu za swoje problemy obarcza niewystarczającą infrastrukturę. Chodzi przede wszystkim o niewystarczającą płytę postojową i konieczność budowy drogi kołowania. Samorząd ma już nawet zagwarantowane pieniądze na przeprowadzenie tych inwestycji.

- Tam infrastruktura jest wystarczająca, by obsługiwać niewielki ruch dużych samochodów. Po co ją rozbudowywać? To jest najwyższy czas żeby przedefiniować funkcjonowanie tego lotniska, jeśli już zostały poniesione tak wysokie koszty jego uruchomienia - komentuje Gościniarek.

Lepsza kolej, niż lotnisko

- W Radomiu doskonale widać problem z brakiem narodowej strategii rozwoju lotnisk, która jest nam pilnie potrzebna. Bo teraz za budowę lotnisk biorą się podmioty, które nie zawsze mają wiedzę, kompetencje i odpowiednie środki, żeby temu podołać - dodaje ekspert. Jego zdaniem w przypadku Radomia skuteczniejszym sposobem na rozwiązanie problemu komunikacyjnego byłoby postawienie na infrastrukturę kolejową bądź drogową - a nie lotniczą.

Justyna Urbaniak

Rynek Infrastruktury
Dowiedz się więcej na temat: Radom | lotnisko
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »