Tarcza antykryzysowa. Poradnik przedsiębiorcy

Ekonomista o tarczy antykryzysowej: Sumowanie gruszek i gwoździ

- Wszyscy musimy ponieść koszty tego kryzysu. Nikt nie oczekiwał, że ten kryzys przyjdzie, aczkolwiek można było się lepiej przygotować i mieć więcej luzu w finansach publicznych - stwierdził w RMF FM dr Sławomir Dudek, główny ekonomista Pracodawców RP, pytany o sytuację polskiej gospodarki w związku z pandemią koronawirusa. - Przedsiębiorcy są w dużej niepewności, zdezorientowani. Nie wiedzą, jak się zachować, a rząd zmienia z tygodnia na tydzień informacje - dodał.

- W tym pakiecie jest takie sumowanie gruszek i gwoździ - stwierdził w Popołudniowej rozmowie w RMF FM dr Sławomir Dudek, pytany o rządową tarczę antykryzysową. Jest bezpośrednie wsparcie, to, które rzeczywiście generuje deficyt. Ono było pierwotnie obiecywane na 66 mld zł. W tej ustawie, którą podpisał pan prezydent, jest tylko 30 mld - zauważył. We wszystkich krajach jest taki instrument bezpośredni i tej instrument płynnościowo-pożyczkowo-gwarancyjny. W tym naszym instrumencie są jeszcze ujmowane środki w Narodowym Banku Polskim. To też jest niepoprawne - podkreślił ekspert. 

Reklama

- Kierunkowo te działania są dobre, tylko są źle dobrane kryteria przyznawania tych działań - to ograniczenie do dziewięciu zatrudnionych i odcięcie firmy dziesięcioosobowej jest niezrozumiałe - powiedział Sławomir Dudek w internetowej części Popołudniowej rozmowy w RMF FM. My już 4 marca na Radzie Dialogu Społecznego zrobiliśmy debatę z rządem nt. spowolnienia gospodarczego i wtedy byliśmy karceni, że straszymy kryzysem, kiedy mówiliśmy tylko o spowolnieniu. Było dużo nieufności i z tym związanych problemów. I tam powstał szereg działań, które są teraz na liście. A później ten dialog wyglądał trochę jak monolog - my wysyłaliśmy swoje postulaty i petycje, rząd wysyłał nam projekty. I takie było przebijanie piłeczki z jednej strony na drugą, zamiast usiąść razem do stołu i przygotować te rozwiązania - dodał główny ekonomista Pracodawców RP.

Na pytanie, które branże ucierpią najbardziej w wyniku kryzysu wywołanego przez pandemię koronawirusa, gość Marcina Zaborskiego odpowiedział: - To są przede wszystkim usługi, bo one zostały zatrzymane w tej chwili". Usługi turystyczne, transportowe, restauracyjne, odzieżówka w galeriach handlowych, usługi eventowe. Produkcja w zasadzie odbywa się normalnie tylko w branży spożywczej, w branży produkującej produkty sanitarne, medyczne. Usługi finansowe też - wyliczał.

Marcin Zaborski zapytał Sławomira Dudka o to, co przedsiębiorcom dałoby wprowadzenie przez rząd formalnego stanu nadzwyczajnego. - To daje pewność prawną i gospodarczą dla firm, że w przyszłości mogą się odwołać, mogą żądać pewnego rozliczenia nadmiarowego ograniczenia czy nadmiarowych regulacji - odpowiedział Dudek. 

Na pytanie, czy firmom chodzi o możliwość uzyskania od państwa odszkodowań za poniesione straty, Dudek odparł: 

- Jeżeli firma osiągnie duże straty, a podstawa prawna zamknięcia tej firmy jest niepewna, to będą się odwoływać najpierw w systemie prawnym w Polsce, a później w systemie europejskim. Przypuszczam, że rząd naraża nas, bo my to ostatecznie zapłacimy, na różnego rodzaju odszkodowania i koszty w związku z tym, że nie wprowadza prawidłowo konstytucyjnego stanu nadzwyczajnego - choćby klęski żywiołowej, w którym są zapisy o chorobach zakaźnych - stwierdził ekspert. 

Marcin Zaborski
Opr. Jonasz Jasnorzewski,Karol Pawłowicki,Maciej Nycz

CZYTAJ

RMF
Dowiedz się więcej na temat: tarcza antykryzysowa | recesja | koronawirus
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »