Adam Bodnar. Prawnicy o wyroku TK: Niezgodny z konstytucją

Trybunał Konstytucyjny orzekł, że przepis, który pozwala pełnić obowiązki Rzecznikowi Praw Obywatelskich po upływie jego kadencji, jest niezgodny z konstytucją. - Sam wyrok jest niezgodny z konstytucją, ponieważ dopuszcza sytuację, w której nie będzie organu po zakończeniu jego kadencji - mówi Interii konstytucjonalista prof. Ryszard Piotrowski. - Wyrok jest wydany na polityczne zamówienie, co w obecnej sytuacji, kiedy Sejm nie jest w stanie wskazać kandydata kompromisowego, oznacza zawłaszczenie kolejnego bardzo ważnego organu władzy publicznej - wskazuje z kolei prof. Marek Chmaj.

- W motywach uzasadnienia wyroku przedstawionych przez sędziego sprawozdawcę jest wewnętrzna sprzeczność, ponieważ z jednej strony Trybunał podkreśla rolę RPO jako gwaranta praw i wolności jednostki, a z drugiej strony prowadzi do sytuacji, w której urząd ten może zostać faktycznie zlikwidowany, jeśli nie będzie obsadzony - mówi Interii prof. Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego.

Kolejne organy pod lupą

- Trybunał powiada, że po zakończeniu kadencji nie ma możliwości, by urząd funkcjonował, w takim razie to znaczy, że po zakończeniu kadencji nie ma Rzecznika Praw Obywatelskich i jeśli nie zostanie on powołany, to po prostu ten urząd przestaje istnieć, a to z kolei jest naruszeniem konstytucyjnej zasady ciągłości działania władzy i jest niezgodne z art. 5 Konstytucji, który mówi, że Rzeczpospolita zapewnia prawa i wolności człowieka i obywatela. W ten sposób ich nie zapewnia, bo jeśli Rzecznika nie powołają, to nie ma urzędu spełniającego tę rolę - wyjaśnia prof. Piotrowski.

Reklama

Jak dodaje ekspert, oznacza to również, że jeśli Trybunał - tak jak zapowiada - skieruje do Sejmu sygnalizację dotyczącą pozostałych organów, których dotyczy podobna sytuacja jak RPO, to jeżeli chodzi o prezesa Najwyższej Izby Kontroli, to również po zakończeniu kadencji nie będzie prezesa NIK, a tym samym działalność tej instytucji ulegnie zakończeniu, jeśli nie zostanie wybrany nowy prezes. Z punktu widzenia tego orzeczenia po zakończeniu kadencji można by dopuścić jedynie bieżące zarządzanie urzędem.

"Wyrok jest kuriozalny"

- Wyrok jest kuriozalny, bo na jego podstawie chce się odsunąć od sprawowania funkcji osobę posiadającą legitymację, bo wybraną w konstytucyjnym trybie przez Sejm za zgodą Senatu po to, żeby Sejm mógł powołać następnie osobę pełniącą obowiązki bez konstytucyjnego trybu. A zatem jest to kolejny element zawłaszczania organów konstytucyjnych poprzez wprowadzanie podmiotów pełniących obowiązki - ocenia w rozmowie z Interią prof. Marek Chmaj, specjalista w zakresie prawa konstytucyjnego i prawa administracyjnego. 

Jak dodaje, w związku z tym niedługo będziemy mieć pełniącego obowiązki prezesa NIK, prezesa NBP, posła, senatora, ale nie prezydenta. - Bo w przypadku prezydenta mamy jedną jedyną procedurę w Konstytucji zawartą w art. 131, która przewiduje, że w razie, gdy urząd prezydenta jest opróżniony, jego obowiązki wykonuje marszałek Sejmu lub w jego zastępstwie marszałek Senatu - wyjaśnia.

Polityka w tle

W motywach uzasadnienia TK wskazał, że parlament w trzy miesiące powinien uchwalić ustawę regulująca kwestię kadencji RPO. 

- Ta sugestia skierowana do ustawodawcy, że ma wypełnić tę pustkę, jest wezwaniem do stworzenia regulacji - z perspektywy uzasadnienia tego wyroku - niezgodnej z konstytucją. Bo sam wyrok jest niezgodny z konstytucją, ponieważ dopuszcza sytuację, w której nie będzie organu po zakończeniu jego kadencji - twierdzi prof. Piotrowski. 

Dodaje, że to z kolei może prowadzić do wniosku, że wprawdzie Trybunał zapowiadał, że w tej sprawie nie ma żadnych racji politycznych, ale widać wyraźnie, że stawianie polityki ponad prawem może być niebezpieczne dla obywateli. - I w istocie jest, bo jeżeli przyjmiemy, że jeśli Sejm zechce, to po prostu nie wskaże kandydata na RPO, który miałby szanse w Senacie, to tym samym doprowadzi do likwidacji organu konstytucyjnego - ocenia prawnik.

- Wyrok jest wydany na polityczne zamówienie, co w obecnej sytuacji, kiedy Sejm nie jest w stanie wskazać kandydata kompromisowego, oznacza zawłaszczenie kolejnego bardzo ważnego organu władzy publicznej - wskazuje prof. Chmaj. - Kuriozalne jest też to, że czasy się zmieniają, a pan Piotrowicz ciągle przesłuchuje - podsumowuje profesor.

Dominika Pietrzyk

Nie czekaj do ostatniej chwili, pobierz za darmo program PIT 2020 lub rozlicz się online już teraz!

INTERIA.PL
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »