Reklama

Emerytury: Nie każdy się załapie na korzystny przelicznik

Zamieszanie wokół tegorocznych tablic życia podnoszących wysokość nowej emerytury pokazuje, że system oparty na takim jej wyliczaniu powoduje duże wahania wysokości przyznawanych świadczeń. Wydłużenie tego okresu byłoby bardziej sprawiedliwe, bo nie wszyscy "wstrzelą" się w korzystne tablice życia.

System emerytalny jest bardzo skomplikowany i wybór optymalnego momentu przejścia na emeryturę nie jest łatwy. W tym roku mamy nietypową sytuację, bo na wysokość przyznawanej emerytury duży wpływ ma efekt pandemii i wiadomo to już od kwietnia (dane do 31 marca ogłasza GUS).  

Jak już pisała Interia, chodzi o to, że wyższa liczba zgonów w pandemii skróciła przewidywaną długość życia i wpłynęła na tegoroczne tablice statystyczne, które są brane pod uwagę przy wyliczaniu emerytury dla nowych świadczeniobiorców. Są one z ich punktu widzenia korzystniejsze w tym roku, bo podnoszą wysokość emerytury o około 6-7 proc. W skrócie chodzi o to, że kapitał emerytalny jest dzielony przez mniejszą liczbę lat.

Reklama

- Ten system był stworzony na normalne, stabilne czasy, w których długość życia zmienia się tylko nieznacznie i to w kierunku wydłużania przeciętnego trwania życia. Nikt nie wziął wówczas pod uwagę, że może wystąpić efekt pandemii.  Mamy więc sytuację, w której z samego skrócenia oczekiwanego trwania życia wynikającego ze zwiększonej śmiertelności w jednym roku, nowo przyznawane emerytury są wyższe o 6-7 proc. Osoby, które miały szczęście urodzić się w roczniku, który nabywa prawa emerytalne, albo opóźniły moment przejścia na emeryturę do tego roku, mają wyższe świadczenia. W takiej sytuacji "poszkodowane" mogą poczuć się osoby, które przeszły na emeryturę przed kwietniem tego roku - mówi Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich. I jak dodaje jest druga strona tego medalu.

- Ta sytuacja prawdopodobnie negatywnie odbije się na wysokości emerytur osób, które np. będą na nią przechodzić w roku 2023-2025, ponieważ po okresie wyższej śmiertelności osób ze starszych roczników, u których występowały choroby współistniejące, przez kilka kolejnych lat może wystąpić zjawisko odwrotne czyli wydłużony oczekiwany czas trwania życia, co się przełoży na zaniżone świadczenie osób, które na emeryturę będą przechodziły za kilka lat - dodaje Kozłowski.

Tablice są podstawą przyznawania emerytur dla  wniosków zgłoszonych od dnia 1 kwietnia do 31 marca następnego roku kalendarzowego, ale jeżeli jest to korzystniejsze dla ubezpieczonego, do ustalenia wysokości emerytury stosuje się tablice trwania życia obowiązujące w dniu, w którym ubezpieczony osiągnął wiek emerytalny wynoszący 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn.

Tomasz Lasocki, ekspert w zakresie zabezpieczenia społecznego z Katedry Prawa Ubezpieczeń Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego zwraca uwagę, że ci, którzy rocznikowo się załapali na korzystne tablice mają je już zapewnione, niezależnie od tego czy zdecydowali się już przejść na emeryturę czy nie. Inaczej jest z osobami, które wiek emerytalny osiągnęły wcześniej, ale nadal pracują. 

- Jeśli ktoś osiągnie wiek emerytalny w danym roku, ale wstrzyma się z przejściem na emeryturę, to pojawienie się nowych "gorszych"  tablic nie będzie dla niego niekorzystne, bo ma je zagwarantowane z roku osiągnięcia wieku emerytalnego. Natomiast jeśli mamy osobę, która w roku 2019 czy 2020 osiągnęła wiek emerytalny, ale nie przeszła na emeryturę, więc nie ma "zapewnionych" najnowszych, korzystnych tablic i może zacząć się obawiać, że nowa tablica obowiązująca np. za dwa lata będzie mniej korzystna. To może oznaczać, że ludzie będą podejmować decyzje o przejściu na emeryturę dlatego, że mogą im "przepaść" te korzystne tablice i w wbrew wcześniejszym swoim założeniom szybciej zakończyć aktywność zawodową - tłumaczy Lasocki.

I przywołuje opinie demografów, w tym prof. Piotra Szukalskiego, który wskazuje, że branie pod uwagę jednego roku zawsze naraża nas na anomalie jak ta, która wystąpiła przy pandemii.

- Jednostkowe dane są bardziej narażona na ekstrema, a dane dla dłuższego okresu pokazują trendy. Jeśli więc chcemy prognozować i obliczać emerytury na podstawie trendów, to oznacza, że trzeba wydłużyć ten okres jaki jest brany pod uwagę w metodologii obliczania długości dalszego trwania życia. Im bliżej realnego wyniku tym lepiej dla systemu. Wydłużenie tego okresu, choćby do 3 lat sprawi, że czarne łabędzie nie będą tak mocno wpływały na tablice życia - dodaje Lasocki.

Zdaniem Łukasza Kozłowskiego przełożenie pandemii na długość trwania życia w jednym roku, to  argument za tym,  żeby - jak wskazują eksperci ubezpieczeniowi - brać pod uwagę prospektywne tablice życia, a nie retrospektywne, bo stabilizowałoby to sytuację i wysokość przyznawanych emerytur nie podlegałaby takim wahaniom.

- Byłoby to bardziej sprawiedliwe rozwiązanie domykające systemu zdefiniowanej składki. System retrospektywny,  jaki mamy teraz powoduje, że jakaś nagła sytuacja, jak wybuch pandemii  i nadmiarowe zgony  powodują, że długość trwania życia w poszczególnych latach jest rozchwiana i podlega dużym wahaniom - tłumaczy ekspert.

Jednocześnie zastrzega, że takie rozwiązanie budzi pewien opór, bo prospektywne tablice życia oznaczałyby prawdopodobnie niższe świadczenia. Dlatego nikt poważnie nie brał takiego pomysłu pod uwagę.

Monika Krześniak-Sajewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »