Prawda o emeryturach wyjdzie na jaw po 2035 r. Ostrzeżenie dla młodych osób

Trudno sobie wyobrazić, żeby wiek emerytalny był jeszcze niższy niż obecnie, bo mielibyśmy najmłodszych emerytów w Europie. Dlatego pytając o to, czy ktoś jest za jego obniżeniem, warto wskazać konsekwencje. W takim przypadku trzeba byłoby mówić o głodowych emeryturach. Nadal nie ma ugruntowanej wiedzy, że to ile składek emerytalnych płacimy do ZUS, ma decydujący wpływ na jaka będzie wysokość naszych emerytur. Dlatego młode osoby nie powinny dawać się całkowicie wykluczać z systemu ubezpieczenia społecznego, bo w długiej perspektywie jest to dla nich bardzo niekorzystne - mówi Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Monika Krześniak-Sajewicz, Interia: Czy ostatnie dyskusje o sondażach, z których wynika, że duża część pytanych chciałaby jeszcze niższego wieku emerytalnego ma w ogóle sens? Czy jeszcze niższy wiek emerytalny oznaczyłyby jeszcze niższe emerytury czy wtedy "wysypałby" się już cały system?

Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich: - Trudno sobie wyobrazić, żeby wiek emerytalny był jeszcze niższy w stosunku do tego, który mamy obecnie, bo mielibyśmy wówczas najmłodszych emerytów w Europie. Dlatego pytając o to czy ktoś jest za obniżeniem wieku, warto wskazać konsekwencje.

Reklama

- W takim przypadku bez cienia przesady trzeba byłoby mówić o głodowych emeryturach, a do tego przed osiągnięciem wieku emerytalnego te same osoby musiały płacić wyższe podatki, ponieważ byłyby wówczas większe dopłaty do emerytur minimalnych czyli dla osób, które miałyby staż (20 i 25 lat uprawniający do emerytury minimalnej), ale niewystarczający kapitał emerytalny.

Czyli im niższy wiek emerytalny, tym niższe świadczenia, ale także wyższe podatki potrzebne do zasypania dziury w systemie?

- To oznaczałoby wyższy deficyt w FUS i wyższe dopłaty do emerytur minimalnych, dla których przy wymaganym stażu mamy ustawową gwarancję czyli ich świadczenia nie mogą być niższe od określonej kwoty, nawet jeśli nie wynika ona z wpłaconych składek.  

Obecny wiek emerytalny w Polsce na tle innych krajów UE jest niski?

- Wiek emerytalny mężczyzn jeszcze nie jest jakiś szczególnie niski i nie odstaje bardzo mocno od europejskiej średniej, ale emerytalny wiek kobiet zdecydowanie się wyróżnia na tle innych krajów jako bardzo niski. Ma to wymierne konsekwencje, bo świadczenia kobiet są o około 1 tys. zł niższe niż mężczyzn. To nie jest tylko konsekwencją krótszej aktywności zawodowej czy niższych średnich wynagrodzeń jakie kobiety otrzymują za pracę, ale również tego, że mogą przechodzić na emeryturę pięć lat wcześniej i często z tej możliwości korzystają.

Czy można powiedzieć, że po obniżeniu wieku emerytalnego przez rząd Zjednoczonej Prawicy mamy politycznie zabetonowany wiek emerytalny, bo żadna władza nie odważy się go podnieść?  

- Klimat jest zdecydowanie niesprzyjający ponownej dyskusji na temat wieku emerytalnego i raczej trudno usłyszeć jakikolwiek odmienny głos na scenie politycznej. Wydaje się, że niezależnie od tego jakie będą wyniki i konstelacje po przyszłych wyborach, nie będzie w ogóle tematu zmiany obecnego wieku emerytalnego. 

- Raczej spodziewam się dalszej dyskusji nad tym co zrobić, by zachęcać do dobrowolnego późniejszego przechodzenia na emeryturę.

Te zachęty, którymi chwali się rząd, jak PIT-0 dla seniorów nie są wystarczające?

- Zerowy PIT dla seniorów w niedużym stopniu zachęca do późniejszego przechodzenia na emeryturę, bo korzyść podatkowa jest niewielka, a w niektórych przypadkach żadna. W obecnych warunkach dużo silniejsza jest zachęta do tego, by przejść na emeryturę i jednocześnie pracować, bo wówczas ma się dochody z dwóch źródeł. Na krótką metę pobieranie obu jest kuszące, tym bardziej, że oprócz swojej podstawowej emerytury dostaje się tzw. 13. i 14. emeryturę plus wynagrodzenie. Jednak w dłuższej perspektywie, gdy te osoby nie są w stanie już dłużej pracować, zostaną tylko z niską emeryturą. Problem polega na tym, że jest to krótkowzroczne, ale często stosowane podejście. W obecnych warunkach bardziej przemawia perspektywa otrzymywania dwóch wypłat (z ZUS i od pracodawcy) niż skorzystanie z zerowego PIT, więc zdecydowanie bodźce do wczesnego przechodzenia na emeryturę przeważają nad tymi, które do tego mają zniechęcać.

Mimo tego, że reforma emerytalna została wprowadzona w 1999 roku, to poważna dyskusja o niskiej stopie zastąpienia zaczęła się dopiero niedawno, przy wprowadzaniu PPK.  Czy pana zdaniem  zwłaszcza młode osoby mają świadomość tego, że kluczowe dla ich przyszłych emerytur są składki odprowadzane do ZUS w pierwszych latach aktywności zawodowej i praca na tzw. śmieciówkach jest dla nich niekorzystna?

- Myślę, że nie ma takiej świadomości i nadal nie ma ugruntowanej wiedzy, że to ile składek emerytalnych płacimy do ZUS, ma decydujący wpływ na to jaka będzie wysokość naszych emerytur. Wciąż większość osób myśli kategoriami starego systemu, a wynika to z tego, że większość obecnych emerytów to emeryci starosystemowi oraz z systemu mieszanego, gdzie świadczenia były wyliczane na dużo korzystniejszych zasadach niż w nowym systemie. Dopiero po 2035 roku na emeryturę zaczną przechodzić pierwsze osoby ze świadczeniami wyliczonymi w całości na podstawie nowych reguł, a na większą skalę po 2040 roku.

Dlaczego młodym osobom powinno zależeć na tym by nie pracować na "nieozusowanych" umowach, ale odprowadzać składki emerytalne?

- Przede wszystkim wynika to z bardzo korzystnego wskaźnika waloryzacji kapitału emerytalnego, który jest powiązany z dynamiką przypisu składki, czyli tym o ile procentowo rośnie kwota składek, które są odprowadzane do FUS, a ostatnie lata były pod tym względem bardzo dobre i nawet przy niskiej inflacji te wskaźniki były na poziomie nawet 10 proc. Składki to środki wpłacane na nasze indywidualne konto w ZUS, a takiej stopy zwrotu w ostatnich latach nie dawały lokaty bankowe czy obligacje. Składki z pierwszych lat są najwięcej razy waloryzowane i tu działa procent składany, dlatego składka wpłacona na początku aktywności zawodowej może być 40 razy zwaloryzowana, więc 1 tys.  zł odprowadzony na początki kariery zawodowej, może dać duże kwoty, a 1 tys. wpłacony pod koniec kariery zawodowej wzrośnie już tyko o 10 proc.  czy 20 proc. Dlatego młode osoby nie powinny dawać się całkowicie wykluczać z systemu ubezpieczenia społecznego, bo w długiej perspektywie jest to dla nich bardzo niekorzystne.  Solidną podstawą jest ubezpieczenie społeczne w ZUS, a każdy oczywiście może też dodatkowo oszczędzać na przyszłą emeryturę, by zapewnić sobie satysfakcjonujący poziom życia po zakończeniu kariery zawodowej.

Rozmawiała Monika Krześniak-Sajewicz

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: emerytura | ZUS | śmieciówki | kapitał początkowy | system emerytalny

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »