Reklama

BIK: Część klientów w marcu przestała spłacać kredyty

W najnowszych statystykach już widać, że część Polaków przestała spłacać kredyty. Na razie dotyczy to tych, którzy przestali je obsługiwać od marca. Jednak pełniejszy obraz sytuacji będzie widoczny na przełomie tego i przyszłego roku, gdy wygaśnie efekt wakacji kredytowych.

- Widzimy już pierwsze symptomy pogorszenia jakości portfeli kredytowych - mówi Mariusz Cholewa, prezes Biura Informacji Kredytowej.

Reklama

W danych za czerwiec ujawniły się kredyty, które przestały być spłacane w marcu. Jakość kredytów gotówkowych i kart kredytowych, mierzona specjalnym indeksem, pogorszyła się o 0,8 pkt proc.

Poziom szkodowości "gotówek" i kart kredytowych jest już na dość wysoki, bo wynosi odpowiednio  6,7 proc. oraz 4,6 proc. Te liczby jeszcze nie są szokujące, ale to dopiero pierwsze symptomy i kolejne miesiące będą pokazywać rzeczywisty obraz sytuacji.

- Czerwiec był pierwszym miesiącem, w którym było widać efekt pogorszenia spłacalności w efekcie lockdownu, bo dotyczy to rat, które przestały być spłacane w marcu. Wynika to z tego, że BIK wykazuje kredyty z opóźnieniem powyżej 90 dni. Jeśli ktoś przestał płacić ratę w kwietniu, to będzie to widoczne w statystykach za lipiec- tłumaczy prezes BIK.

Jednak moment prawdy przyjdzie dopiero na przełomie obecnego i przyszłego roku.

- Zobaczymy co się stanie jak skończą się wakacje kredytowe, choć z drugiej stronie pozytywnie zadziała odmrożenie w gospodarce, bo część biznesu wraca do normalnego trybu. Drugie półrocze obnaży wzrost ryzyka - dodaje Cholewa.

W największym stopniu zaprzestania spłaty rat należy się spodziewać w przypadku kredytów wysokokwotowych zwłaszcza gotówkowych. Te kredyty  czyli  kredyty  powyżej 30 -50 tys. zł, a nawet w czasach dobrej koniunktury były gorzej spłacane.

Tymczasem mają one bardzo wysoki udział w łącznej wartości udzielonych, bo 61 proc. portfela gotówek to te na kwoty powyżej 30 tys. zł, w tym 40 proc. na ponad 50 tys. zł.

Ponad połowa (biorąc pod uwagę wartość) ma bardzo długi umowny okres spłaty, ponad 5 lat.

Eksperci BIK od dawna wracali uwagę na ryzyko związane z pożyczaniem przez banki coraz wyższych kwot na cele konsumpcyjne i teraz można się spodziewać, że efekty kryzysu uwidocznią się tu najbardziej i spora grupa posiadaczy tak wysokich zobowiązań przestanie je spłacać w wyniku spadku dochodów czy całkowitego utraty pracy.

Kiedy będzie najgorszy moment? Na pewno po wygaśnięciu wakacji kredytowych, które pozwoliły na zawieszenie spłaty rat.

- Pełny negatywny wpływ lockdownu na jakość kredytów dla gospodarstw domowych będzie widoczny na koniec roku i w pierwszych miesiącach 2021 roku. Należy bowiem pamiętać, że część kredytobiorców skorzystała z bankowej pomocy i zawiesiła spłatę rat kredytowych, a indeks obejmuje opóźnienia powyżej 90 dni, które będą widoczne dopiero w przyszłości, gdy skończy się okres zawieszenia - podsumowuje BIK.

Dlatego spodziewane jest w drugiej części roku ograniczenie dostępności kredytów gotówkowych, zwłaszcza wysokokwotowych, a także udzielanych osobom pracującym w wolnych zawodach, samozatrudnionym oraz osobom na elastycznych formach zatrudnienia. Mocne przykręcenie kurka kredytowego dotyczy też kredytów mieszkaniowych (choć pod względem terminowości spłat dotychczas udzielonych sytuacja jest dobra),  o czym Interia pisała już kilkakrotnie. Banki zwiększyły wymagania, między innymi znacznie podniosły wymagany udział własny w stosunku do wysokości kredytu.

Rośnie więc ryzyko credit crunch czyli nadmiernego ograniczenia dostępności kredytu, bo banki boją się wzrostu ryzyka finansowego i spodziewanych strat kredytowych. 

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

- Zagrożeniem ze strony klientów będą też zaburzenia płynności finansowej większości podmiotów gospodarczych i gospodarstw domowych, a zatem ich zdolności do generowania przepływów pieniężnych oraz obsługi zobowiązań - podkreśla ZBP. W czwartek zaapelował o zmiany regulacyjne i zmniejszenie obciążeń, które mogłyby zmniejszyć te negatywne efekty, między innymi o zaliczenie do kosztu uzyskania przychodów rezerw i odpisów utworzonych na kredyty udzielonych po 15 marca 2020 roku, a także o przeznaczenie 50 proc. pobranego podatku bankowego na zasilenie funduszu przymusowej restrukturyzacji w BFG.   Przedstawiciele branży przypominają, że ze zjawiskiem credit crunch polski sektor bankowy borykał się w drugiej połowie 2008 roku. W rezultacie kredytowanie gospodarstw domowych spadło wówczas o 25 proc., a przedsiębiorstw zmniejszyło się o 33 proc.

Monika Krześniak-Sajewicz

Dowiedz się więcej na temat: kredyt | bank

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »