Reklama

Co robić, kiedy nie ma z czego spłacać długów? Są dwie szkoły: gdańska i poznańska

W rejestrach dłużników mamy ponad 2 mln osób, które nie regulują terminowo swych zobowiązań. Kwota zaległości wynosi łącznie ponad 40 mld zł.

- Wygląda na to, że sprawy zaczynają przybierać obiecujący dla dłużników kierunek: zmienia się stopniowo nastawienie wierzycieli - zaczynają preferować rozwiązania prougodowe, zmienia się prawo - mówi Roman Pomianowski, prezes Stowarzyszenia "Program Wsparcia Zadłużonych".

Reklama

- Brakuje jednak powszechnej edukacji finansowej. Nieustannie jesteśmy wręcz zalewani reklamami o łatwych kredytach, tanich pożyczkach. Nie jesteśmy na to, jako społeczeństwo, odporni - zwraca uwagę ekspert.

Opisuje typową sytuację: Zaczyna się banalnie. Przeceniamy swoje możliwości, co do spłaty zaciągniętych zobowiązań, zaciągamy kolejne. Dostajemy bez większych problemów kolejną kartę kredytową. Wszystko idzie dobrze do czasu, gdy terminowo regulujemy swoje płatności. To usypia naszą czujność. Wydajemy więcej.

Wystarczy jakaś drobna sprawa losowa, która zachwieje tą misternie zbudowaną układanką i nagle mamy dylemat, za co płacić w tym miesiącu? Kredyt czy rachunki? Zaczyna się kombinowanie. Kończy się na "chwilówkach" i perspektywie licytacji komorniczej.

To jednak dopiero początek. Bardzo często osoby, które mają kłopot ze spłatą zadłużenia, rozpoczynają ucieczkę przed wierzycielami - to podstawowy błąd, bo w wielu sytuacjach banki są skłonne do negocjacji, jakiejś formy pomocy - typu zmniejszenie wysokości rat, czy coś, co nazywane jest "wakacjami kredytowymi". Zawsze i praktycznie na każdym etapie istnieje możliwość negocjacji z wierzycielami.

- Uważam, że nierozważnym lub dotkniętym zbiegiem niekorzystnych zdarzeń ludziom trzeba pomóc. Trzeba do tego szerokiej, otwartej debaty oraz prób budowania rodzaju spójnego systemu działania - podkreśla Roman Pomianowski.

Możemy tu trochę przewrotnie mówić o dwóch szkołach - poznańskiej, całkowicie oddolnej, i gdańskiej - odgórnej.

Podobno w Wielkopolsce nigdy nie oglądali się na to, co może dać władza, państwo. W Gdańsku podobno to prezydent zainicjował budowanie systemu bezpieczeństwa ekonomicznego i wsparcia zadłużonych.

- Myślę, że już widzimy, że każda droga, od góry, czy od dołu, ma swoje zalety i wady, ale jedno jest cenne - coś pozytywnego i dobrego zaczyna się dziać - stwierdza ekspert.

Dowiedz się więcej na temat: zadłużenie | dłużnicy | długi

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »