Reklama

Dług publiczny. W 2021 r. każdy Polak będzie zadłużony na ponad 39 tys. zł

Zadłużenie Skarbu Państwa na koniec sierpnia 2020 roku wyniosło 1,091 bln zł i było o 3 mld zł (0,3 proc.) mniejsze niż w lipcu. Takie szacunkowe dane podało Ministerstwo Finansów.

Jeśli jednak liczyć polski dług według metody Unii Europejskiej, to już pod koniec czerwca wyraźnie przekroczył on 1,2 biliona złotych, a w 2021 roku może wzrosnąć do 1,5 biliona. Na każdego Polaka przypadnie wówczas ponad 39 tys. zł zadłużenia.

Reklama

Dzisiejsza wysokość oficjalnego długu publicznego to równowartość 48 proc. PKB. Ministerstwo Finansów przyznaje, że zadłużenie Polski może wzrosnąć w tym roku do 50,5 proc. PKB, albo do 62,2 proc, jeśli posługiwać się metodą unijną. W 2021 roku będzie jeszcze gorzej - zadłużenie, w zależności od metody, ma sięgnąć odpowiednio 52,9 proc., albo 64,7 proc. PKB.

Ta ostatnia wartość oznacza, że nasz dług publiczny pierwszy raz w historii przekroczy granicę 1,5 biliona złotych. Staniemy się krajem o jednym z najwyższych wskaźników zadłużenia w całej Unii Europejskiej.

Cena pandemii

Z oficjalnych polskich statystyk wynika, że suma zadłużenia między końcem czerwca, a końcem sierpnia tego roku prawie w ogóle się nie zmieniła. Jednak w okresie kwiecień-czerwiec dług publiczny w porównaniu z pierwszym kwartałem wzrósł aż o 5 proc. W trzy miesiące zadłużenie - liczone krajową metodą - zwiększyło się o 51,8 mld zł.

Brukselscy statystycy wyliczyli dla tego samego okresu ponad trzykrotnie wyższy wzrost polskiego zadłużenia. Jego wysokość oszacowana została na 158,6 mld zł. To oznacza, że na koniec czerwca tego roku polski dług według definicji stosowanej przez Unię Europejską wyniósł 1 bilion 262 miliardy złotych. To nowy rekord nie tylko wartości zadłużenia, ale i także jego kwartalnego wzrostu. Poprzedni rekord wynosił 59,1 mld zł i wyznaczony został w ostatnim kwartale 2008 roku.

Kwota długu w wysokości 1 biliona 262 miliardów złotych oznacza, że każdy Polak, od noworodka do seniora, zadłużony jest przez własne państwo na prawie 33 tys. zł. Jeszcze w 2019 roku było to "tylko" 27 tys. zł. Natomiast pod koniec przyszłego roku, jeśli tylko spełnią się prognozy UE, przeciętny Polak będzie obciążony kwotą ponad 39 tys. zł.

Dług jawny i ukryty

Dlaczego inaczej wygląda dług naszego kraju liczony "po polsku", a inaczej sumowany przez Brukselę? Zadłużenie sektora general government według metodologii unijnej uwzględnia wszystkie możliwe elementy:  budżet centralny, finanse samorządów, fundusze, ZUS, odsetki, itp.

Natomiast polską praktyką stało się pomijanie udziału w bilansie finansów publicznych instytucji takich jak Bank Gospodarstwa Krajowego, czy Polski Fundusz Rozwoju. Oba podmioty w ramach zwalczania skutków pandemii emitują obligacje. Od obu kupuje je Narodowy Bank Polski.

Pełne zaangażowanie finansowe Bank Gospodarstwa Krajowego wyniesie zapewne 112 mld zł, a Polskiego Funduszu Rozwoju - 100 mld zł.  Wiceminister finansów Piotr Patkowski przypomina, że tarczę PFR trzeba będzie spłacać i są na to konkretne terminy - rok 2025, 2026 i kolejne lata. To będzie bardzo trudny czas dla sektora finansów publicznych.

Przekraczanie progów

Praktyka nieujawniania części wydatków publicznych w budżecie państwa ma ścisły związek z wymogami, jakie na rząd nałożył ustawodawca. W konstytucji z 1997 roku przewidziano trzy progi ostrożnościowe od 50 proc. PKB, poprzez 55 proc. do 60 proc. Pierwszy próg zawiesił rząd Donalda Tuska i wprowadził w jego miejsce regułę wydatkową. Tę z kolei zakwestionował gabinet Mateusza Morawieckiego.

Po przekroczeniu środkowego progu rząd ma obowiązek wstrzymać się ze wzrostem wynagrodzeń urzędników, waloryzować emerytury do wysokości inflacji, zamrozić niektóre budżety i zakazać udzielania nowych poręczeń. Gdyby sytuacja pogarszała się jeszcze bardziej i dług publiczny osiągnął 60 proc. PKB, czyli gdyby został naruszony trzeci próg ostrożnościowy, rząd musiałby na następny rok przyjąć budżet bez deficytu.

Rządowa "kreatywna księgowość" stosowana jest w Polsce nie od dziś.

W 2011 roku, aby nie przekroczyć progu, z państwowego długu wykreślono wydatki Krajowego Fundusz Drogowego, czyli instytucji, która finansuje budowę dróg, emitując obligacje.

Dwa lata później dług publiczny wynikający ze zobowiązań OFE został zamieniony na zapis księgowy w ZUS. Państwo wzięło więc na siebie zobowiązanie, że w przyszłości wypłaci emerytury, ale przybrało ono formę "adnotacji w księgach", czyli ukrytego zadłużenia. To oczywiście nie był przypadek, że w 2013 roku rząd Donalda Tuska dokonał "rozbioru OFE", w momencie, gdy dług sięgał 56 proc. PKB.

Rząd Mateusza Morawieckiego szykuje się właśnie do ostatecznego "uporządkowania systemu OFE", a Ministerstwo Finansów nie ukrywa, że potrzebne jest konstytucyjne podniesienie limitu zadłużenia Polski.

Jacek Brzeski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »