Reklama

Fikcyjne limity klientów w sklepach. Pomoże wprowadzenie limitu koszyków i wózków sklepowych?

Przestrzeganie limitu klientów w sklepach po ponad roku pandemii to coraz częściej fikcja. NSZZ Solidarność ma nietypowy pomysł, jak skończyć z jej utrzymywaniem. Związkowcy proponują wprowadzenie... limitu wózków i koszyków sklepowych - napisały wiadomoscihandlowe.pl.

Reklama

Portal wiadomoscihandlowe.pl wielokrotnie pisał o tym, że limity klientów w sklepach przestały się sprawdzać w praktyce. Podczas pierwszej fali pandemii, gdy poczucie zagrożenia w społeczeństwie było ogromne, restrykcje były raczej przestrzegane - ochroniarze stali przed drzwiami do sklepu i liczyli klientów, nie pozwalając na wejście zbyt wielu osobom. Teraz praktycznie nikt się tym nie przejmuje. 

Reklama

Załoga sklepów nie zwraca uwagi klientom, bo nie chce ich zdenerwować. Klienci także chcą jak najszybciej wejść do środka, więc nawet gdy gołym okiem widzą, że limit został przekroczony, to i tak rozpoczynają zakupy.

Kto to policzy?

Problem dotyczy szczególnie sklepów wielkopowierzchniowych, gdzie zliczenie klientów jest problematyczne i gdzie z góry wiadomo, że policjant czy inspektor sanitarny nie będzie się bawił w ręczne liczenie, aby sprawdzić, czy klientów jest w danej chwili 80, czy może 120. Inaczej sprawa wygląda w małych sklepach. Przy limicie klientów na poziomie 2, 3 czy 4 osób, jak na dłoni widać, czy dopuszczalne maksimum zostało przekroczone, czy nie.

Rząd dostrzegł to już jakiś czas temu, ale nie bardzo ma narzędzia do walki z tym zjawiskiem. Pod koniec marca zaostrzył limity w sklepach, mając nadzieję, że efektem będzie wzmożona czujność klientów. Aktualnie obowiązują limity 1 klienta na 20 m kw. (poprzednio na 15 m kw.) w placówkach o powierzchni powyżej 100 m kw., a w mniejszych sklepach - 1 klienta na 15 m kw. (poprzednio na 10 m kw.).

Zdaniem związkowców z NSZZ Solidarność, to działanie nie przyniosło zakładanego efektu. W wysłanym w środę 21 kwietnia liście do premiera Mateusza Morawieckiego (portal wiadomoscihandlowe.pl widział kopię tego pisma) przedstawiciele strony pracowniczej przekonują, że aktualne przepisy regulujące kwestię limitu klientów w sklepie "nie zapewniają odpowiedniego poziomu zabezpieczenia przed wzmożoną transmisją COVID-19".

- Z naszej wiedzy pozyskanej od pracowników zatrudnionych w sieciach handlowych, w tym członków organizacji związkowych, wynika, że limity te nie są przestrzegane przez pracodawców oraz nie są weryfikowane przez odpowiednie organy kontrolne. Limity te niejednokrotnie są określane od wielkości całkowitej powierzchni sklepu czy obiektu handlowego, wraz z zapleczem magazynowym, socjalnym czy parkingiem, w tej sposób stają się fikcją - czytamy w liście. Nazw konkretnych sieci jednak nie podano.

Limity na sterydach

W związku z powyższym Solidarność rekomenduje rządowi "zmianę sposobu dopuszczenia klientów do czynności zakupowych poprzez zastosowanie rozwiązania już sprawdzonego w początkowym kształcie rozporządzenia ustalającego zakazy oraz nakazy, czyli ustalenie limitu koszyków/wózków, oraz zasady, że bez każdorazowego skorzystania z nich klient nie będzie mógł zostać dopuszczony do wejścia na teren placówki i dokonywania zakupów".

- Ilość klientów przebywająca jednocześnie w sklepach, czy galeriach handlowych, powinna być ustalona od powierzchni sprzedażowej danego obiektu, nie zaś całkowitej (powierzchni - red.) - czytamy ponadto w piśmie związkowców do Mateusza Morawieckiego (tak naprawdę w rozporządzeniu mowa jest o "powierzchni przeznaczonej w celu sprzedaży lub świadczenia usług").

Przypomnijmy, że w pierwszej fazie pandemii faktycznie niektóre sklepy decydowały się na ograniczenie liczby dostępnych koszyków/wózków, aby w ten sposób łatwo kontrolować, ile osób znajduje się w danym czasie w placówce handlowej. Klienci bez wózka albo bez kosza nie byli wpuszczani na salę sprzedaży. Kwestia ta nie była jednak uregulowana w rozporządzeniu, lecz wynikała z wewnętrznych procedur wprowadzonych w niektórych sieciach handlowych lub w sklepach niezależnych. Później praktycznie wszyscy detaliści wycofali się z tego rozwiązania i już do niego nie wrócili.

Jako jeden z powodów odejścia od tego modelu "liczenia" klientów wskazywany był fakt, że ograniczenie liczby koszyków i wózków sprawia, iż sprzęt ten będzie dotykany przez większą liczbę klientów w ciągu dnia, co zwiększa ryzyko zakażenia koronawirusem. Sieci handlowe chętnie chwalą się częstą dezynfekcją wózków i koszyków, ale wystarczy przejść się do pierwszego lepszego sklepu, by zobaczyć, że czyszczenie takich powierzchni to jeszcze większa fikcja niż pilnowanie limitu klientów. 

W związku z ograniczeniem liczby wózków, problematyczne stały się także duże zakupy rodzinne, w których chciało wziąć udział kilka osób (to akurat dobre z perspektywy walki z pandemią). Oprócz tego w czasie pandemii niektórzy klienci całkowicie przestali korzystać z koszyków i wózków, właśnie w obawie przed zakażeniem się poprzez kontakt z nimi. Przychodzą do sklepów z własnymi torbami i to w nich umieszczają produkty, by potem wyjąć je przy kasie; ewentualnie - w przypadku małych zakupów - biorą produkty prosto do ręki.

Paweł Jachowski

Rozlicz PIT online już teraz lub pobierz darmowy program

Dowiedz się więcej na temat: limity | handel | sklepy | obostrzenia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »