Reklama

Kredyty we frankach. Banki będą pozywały frankowiczów

​Do końca roku sądy zaleje pierwsza fala pozwów o zwrot kapitału. W 2022 r. będzie kolejna. Banki bronią się przed przedawnieniem roszczeń - pisze środowy "Puls Biznesu".

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

"PB" przypomina, że w maju tego roku Sąd Najwyższy wydał ważną uchwalę w kontekście sporów frankowych.

"Po pierwsze orzekł, że roszczenia banków i klientów w przypadku nieważności umowy kredytowej powinny być rozliczane zgodnie z tzw. teorią dwóch kondykcji, czyli klient domaga się zwrotu zapłaconych rat kredytu, a bank żąda zwrotu wypłaconego przed laty kapitału. Po drugie stwierdził, że do czasu definitywnego upadku umowy nie biegnie termin przedawnienia roszczeń. O bezskuteczności umowy można natomiast mówić wtedy, gdy kredytobiorca - należycie poinformowany o skutkach nieważności klauzul abuzywnych - zgodzi się na unieważnienie całej umowy kredytowej" - czytamy w dzienniku.

Reklama

Po ogłoszeniu wyroku - podkreśla "PB" - i ustnym uzasadnieniu banki odetchnęły z ulgą. "Czarny scenariusz był taki, że sąd ustali bieg terminu przedawnienia na moment wypłaty kredytu. Ponieważ ustawowo roszczenia z tytuły kredytu przedawniają się po trzech latach, a sporne hipoteki frankowe klienci zaciągali przeszło 10 lat temu, istniało ryzyko, że banki o pieniądzach będą musiały zapomnieć" - tłumaczy dziennik.

Dodaje jednak, że poczucie ulgi w dużym stopniu wyparowało w sierpniu - po ogłoszeniu pisemnego uzasadnienia.

"SN orzekł, że termin biegnie od momentu, gdy rzetelnie poinformowany o skutkach kredytobiorca wie, że umowa jest nieważna. Jak określić ten moment, jak zmierzyć, kiedy frankowicz uzyskał pełną wiedzę na temat skutków unieważnienia i kto miałby weryfikować stan świadomości kredytobiorcy? Zdrowy rozsądek podpowiada, że właściwym miejscem jest sąd i że dopiero wtedy, gdy poinformuje on o tym konsumenta oraz zażąda oświadczenia, co dalej z umową, można liczyć termin przedawnienia. Bankowi prawnicy wiedzą jednak, że sprawy frankowe często kierują się swoją logiką i dlatego nie wykluczają żadnego scenariusza" - czytamy w "Pulsie Biznesu".

Według gazety bankowcy nie są jednomyślni co do tego, jak najlepiej zapobiegać przedawnieniu roszczeń wobec frankowiczów.

"Rozpatrywane są dwie opcje: pozew przeciw klientowi lub zawezwanie do próby ugodowego rozwiązania sporu" - pisze "PB". "Z instytucją zawezwania do ugody jest jednak pewien problem. Otóż - zgodnie ze stanowiskiem Sądu Najwyższego - jeśli propozycja ugody jest działaniem pozornym, nie przerywa ona biegu przedawnienia. Banki musiałyby więc podjąć realną próbę zawarcia porozumienia" - wyjaśnia w rozmowie z "PB" zastrzegający sobie anonimowość prawnik jednego z banków.

Paradoks polega na tym - zauważa dziennik - "że bank występuje z ugodą, bo obawia się unieważnienia umowy, przy czym... fundamentalnie nie zgadza się z praktyką sądową prowadzącą do unieważniania umów". "Bankowcy nadal są zdania, że nie wypełnia ona celu wskazanego w unijnej dyrektywie - przywrócenia równowagi stron umowy. Zamiast więc działać wbrew sobie - dodatkowo ryzykując zarzut, że podjęło się działania dla pozoru - można przerwać bieg przedawnienia, występując z pozwem przeciw klientowi" - tłumaczy "Puls Biznesu".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »