Reklama

Niewielu frankowiczów nadpłaca kredyt

Tylko 3 proc. posiadaczy kredytów frankowych decyduje się na nadpłaty rat, np. w czasie gdy kurs szwajcarskiej waluty jest relatywnie niski - wynika z danych jakie Interia uzyskała z Biura Informacji Kredytowej.

W 2017 roku Polacy mieli 502 tys. kredytów we frankach, a nadpłaty przekraczające jednorazowo 5-krotność miesięcznej raty miały miejsce w przypadku 16,3 tys. kredytów, czyli nieco ponad 3 proc. wszystkich spłacanych w CHF.

Jeśli wzięlibyśmy pod uwagę wyższe nadpłaty, w wysokości 10-krotności miesięcznych rat, to wystąpiły one w przypadku 10,7 tys. przypadków, czyli 2 proc. kredytów frankowych - wynika z danych przekazanych przez BIK.

Nawet niewielkie nadpłaty rat kredytów, w czasie gdy kurs franka spada i jest relatywnie tani, to dobre wyjście na szybsze zmniejszanie zadłużenia we frankach i nie wiąże się z tak radykalnymi i ryzykownymi decyzjami jak przewalutowanie (bo może się okazać, że za jakiś czas CHF jeszcze bardziej stanieje, a dodatkowo po takiej operacji kredyt złotowy byłby wyższej oprocentowany).

Reklama

Taka opcja dywersyfikuje ryzyko podjęcia niekorzystnej decyzji, a dodatkowo pozwala na bieżące wykorzystywanie nadwyżek w budżecie domowym. Zwłaszcza w momentach, gdy frank jest tani (taka okazja była np. w połowie kwietnia, gdy kurs CHF/PLN spadł poniżej 3,50 zł). Dla porównania na początku 2017 roku za szwajcarską walutę trzeba było płacić ponad 4 zł, a obecnie około 3,7 zł.

Na szybszym niż wynikającym z harmonogramu kredytowego zmniejszaniu zadłużenia we franku powinno zależeć także bankom, bo zmniejszałby im się portfel obciążony dodatkowymi wymogami kapitałowymi.

Dlaczego więc tak mała część posiadaczy kredytów to robi? Bo tylko w niektórych bankach można to zrobić szybko i wygodnie (tak jest np. w Millennium czy mBanku), a w niektórych każdorazowa nadpłata raty wiąże się z koniecznością poniesienia opłaty za zmianę harmonogramu czy podpisania aneksu, a to powoduje, że małe nadpłaty przestają mieć sens.

Tak jest m.in. w Getin Noble Banku, który ma jeden z najwyższych udziałów kredytów frankowych w portfelu kredytów hipotecznych, bo tu trzeba zapłacić 100 zł za zmianę harmonogramu (jeśli nadpłata zmniejsza kolejne raty) lub podpisać aneks do umowy (jeśli klient woli by nadpłata spowodowała skrócenie okresu kredytowania), za który trzeba zapłacić 200 zł. Inny przykład to Bank BPH, w którym przypadku większości klientów BPH (choć nie wszystkich, bo mają oni różne umowy) też będą naliczone dodatkowe opłaty, jeżeli np. klient życzy sobie skrócenia okresu kredytowania i zgodnie z umową nie musi być sporządzany aneks - to zapłaci 37 CHF, a jeśli wymaga to zmiany warunków, zapłaci 57 CHF.

Jednocześnie w tych bankach, które nie pobierają opłat i umożliwiają elastyczne spłaty w dowolnej wysokości, bez żadnych formalnych wniosków, aneksów i dodatkowo w wygodny sposób, więcej klientów korzysta z tej możliwości. - W naszej ocenie jest bardzo silna korelacja pomiędzy spadkiem kursu CHF, a wzrostem zainteresowania wcześniejszą spłatą i nadpłatą kredytu hipotecznego - przyznaje Agata Chrzanowska, dyrektor wydziału kredytów hipotecznych w Banku Millennium.

W Millennium liczba kredytów hipotecznych, które zostały nadpłacone w 2017 roku, wzrosła o blisko 20 proc. W tym przypadku klienci mogą nadpłacać kredyty w dowolnej, nawet najmniejszej kwocie, bank nie ogranicza też liczby dokonywanych spłat. Można to zrobić nawet przez aplikację mobilną. Dodatkowo już od maja 2015 roku klienci mogą dzięki temu lekko obniżyć marżę (składnik oprocentowania) dla pozostałej części kredytu.

Z danych BIK wynika, że na koniec 2017 roku kwota pozostająca do spłaty z tytułu kredytów we frankach wynosiła 110 mld zł i była o 27 mld (20 proc.) mniejsza niż w grudniu 2016 r. Spadek był częściowo (w wysokości 15 mld zł) efektem obniżenia kursu franka w ubiegłym roku, a pozostałe 12 mld zł ubyło w wyniku spłaty zobowiązań przez frankowiczów.

Gdyby banki ułatwiały nadpłaty i stawiały barier w postaci opłat za aneksy, zmiany harmonogramu itp., to ten problematyczny dla obu stron portfel kredytowy zmniejszałby się w szybszym tempie.

Monika Krześniak-Sajewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »