Reklama

Niskie stopy: Więcej ryzyk niż korzyści

Niskie, prawie zerowe stopy procentowe, rodzą duże ryzyka nie tylko dla przetrwania słabszych banków, ale też dla zwykłych Polaków. Pojawią się pokusy niebezpiecznego lokowania oszczędności.

- Stopy procentowe są na poziomie bardzo bliskim zera. Generuje to ryzyko w strefie mikro - najsłabsze i najbardziej wrażliwe banki zaczną prawdopodobnie raportować stratę. Te banki znajdą się w trudnej sytuacji, albo zrestrukturyzują się, albo zostaną przejęte przez silniejsze banki - ocenia Kamil Stolarski, kierownik zespołu analiz giełdowych w Santander BM.

Reklama

Ale tych ryzyk jest więcej, także dla zwykłego Kowalskiego, który do tej pory trzymał oszczędności w banku, a teraz są one nieoprocentowanie i zjada je inflacja (w czerwcu wzrosła do 3,3 proc.).  Pokusa może być duża, bo w miarę bezpiecznych, alternatywnych form ich lokowania jest już niewiele. Zwłaszcza po obniżeniu oprocentowania detalicznych obligacji skarbowych, bo tylko niektóre, o dłuższym horyzoncie oszczędzania, dają zysk ponad inflację i nie są już tak atrakcyjne jak jeszcze kilka miesięcy temu.

- Niskie stopy generują także ryzyko w strefie makro. Oprocentowanie depozytów jest niższe niż inflacja. Cześć klientów może być sfrustrowana tym, że realnie ich oszczędności znikają i zdecyduje się na bardziej ryzykowne inwestycje. Część z tych pieniędzy może wywołać lokalne bańki na bardziej popularnych klasach aktywów np. nieruchomościach, akcjach popularnych spółek - podkreśla Stolarski.

Podobne obawy ma Rafał Parvi, ekonomista Wyższej Szkoły Bankowej w Opolu.

Jego zdaniem, tak niskie stopy procentowe jakie mamy teraz - czyli niemal zerowe -  rodzą więcej ryzyk niż korzyści dla gospodarki.

- Przede wszystkim przełożenie obniżek stóp procentowych na ożywienie gospodarki jest dużo słabsze niż jeszcze kilkanaście lat temu. Ta zależność nie już tak silna, więc ten pozytywny oczekiwany efekt jest słabszy, co pokazują doświadczenia innych krajów utrzymujących niskie stopy przez długi czas np. Japonii - argumentuje ekonomista.

Jednocześnie pojawiają się ryzyka dla klientów indywidualnych. - Trzymanie  w bankach pieniędzy jest nieopłacalne i to może zwiększyć grupę inwestujących na rynku nieruchomości,  również na kredyt. W efekcie wywoła to wzrost cen nieruchomości i bańkę spekulacyjną,  a za kilka lat okaże się, że nie będzie już tak dużego  popytu na wynajmowane mieszkania - dodaje.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Wskazuje na jeszcze jedno zagrożenie.

- Złoto jest już drogie, indeksy akcji odbiły i wróciły do poziomów sprzed pandemii, więc może się okazać, w w poszukiwaniu lepszych form oszczędzania ludzie wpadną w sidła nieuczciwych firm, które będą kusić znacząco wyższymi zyskami, a mogą się okazać pułapką - dodaje Parvi.

Monika Krześniak-Sajewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »