Reklama

Podwyżki cen za paliwo, gaz, prąd i masło. Jest drogo, będzie drożej

Kostka masła za więcej niż 7 zł, droższy gaz i podwyżki, które uderzą po kieszeni kierowców. W górę pójdą też ceny prądu. Najmocniej dla dużych firm, ale one te koszty przerzucą na nas, w efekcie produkty na sklepowych półkach będą kosztować więcej. Taka czeka nas jesień 2018.

Polskie firmy szykują się na drastyczne podwyżki rachunków za energię. A to przełoży się na wyższe ceny w sklepach. Jeśli chodzi o nasze rachunki za zużyty prąd w domach, to tu możemy spać w miarę spokojnie. Niemal wszystkie koncerny energetyczne to spółki państwowe, zależne od rządu. A skoro w tym i przyszłym roku mamy wybory, to żaden polityk nie zdecyduje się na wyraźne podnoszenie nam cen dostarczanego do domu prądu.

Ale jeśli chodzi o podwyżki cen prądu dla firm - tu oporu nie będzie. Wzrost zapotrzebowania na energię elektryczną to potrzeba nowych inwestycji . Nowe inwestycje to potrzeba nowej gotówki. Skądś tą gotówkę niestety trzeba brać - mówi analityk Bartłomiej Sawicki.

Reklama

Już teraz widać, że rynkowe ceny prądu są o połowę wyższe niż przed rokiem. Wielkie firmy te wyższe koszty prądu przerzucą na nas. Podnosząc ceny niemal wszystkich produktów w sklepach.

Więcej zapłacimy między innymi za gaz. Podwyżka jest prawie 6-procentowa i już weszła w życie. Ale według rządu, ponieważ w górę idzie tylko stawka za zużycie, a nie zmieniają się opłaty abonamentowa i dystrybucyjna, faktyczna podwyżka wyniesie 3,6 procent. W przypadku 150-metrowego, ocieplonego domu roczny rachunek może być wyższy o prawie 200 złotych. Jako powód podwyżki wskazano wzrost cen importu gazu. Od dwóch lat faktycznie średnie ceny w Europie rosną.

Ropa naftowa podrożała w ciągu ostatnich 12 miesięcy aż o połowę. Kurs dolara poszedł od początku roku w górę o 50 groszy. Tylko te dwa czynniki sprawiają, że ceny paliw na stacjach benzynowych rosną i nic na razie nie zwiastuje wyraźnych obniżek. W tej chwili zatankowanie 40-litrowego baku benzyną jest średnio o 25 złotych droższe niż przed rokiem. Przy oleju napędowym ta podwyżka sięgnęła 35 złotych.

Ropa drożeje, bo amerykański prezydent Donald Trump blokuje dostawy z Iranu. Ropy na świecie jest mniej, a jej cena rośnie. Polskie koncerny paliwowe kupują ropę w dolarach. Ponieważ i on jest droższy, to cierpią przez to polscy kierowcy.

Dodatkowo rząd nakłada na handel paliwami nowe podatki. W życie wejdą nowe opłaty, które uderzą po kieszeni kierowców. Chodzi o opłaty emisyjną i jakościową. Nazwy są wyszukane, a rzecz jasna chodzi o nowe podatki. Pierwszy to dodatkowa danina w cenie paliwa, które i tak w ostatnich miesiącach zdrożało.

Teraz będzie drożej o 10 groszy na litrze, czyli 5 do 7 złotych przy tankowaniu pełnego baku. Opłata emisyjna ma trafić na walkę ze smogiem i rozwój elektrycznych pojazdów.

Drugą daninę - opłatę jakościową - w wysokości 4 złotych kierowcy zapłacą przy okazji przeglądu technicznego na rzecz Transportowego Dozoru Technicznego.

Nowe przepisy pozwalają na podwyżki cen parkowania w miastach i za wprowadzenie opłat za wjazd do stref eko.

Większość ekspertów spodziewa się, że masło wróci jesienią do ceny sprzed roku - czyli ponad 7 złotych za 200-gramową kostkę, ale są też tacy, którzy przewidują osiem, dziewięć, a nawet dziesięć złotych.

Powodem jest wzrost apetytu na masło właściwie na całym świecie, związany częściowo z odwrotem od tłuszczów przetworzonych jak margaryna. Sprzedaż idzie jak po maśle - w 5 lat - wzrosła w Europie o dwie kostki rocznie na głowę, w Ameryce o trzy. Maślane oczy do masła robią Chińczycy, spożycie rośnie w zawrotnym tempie, chociaż przeciętny Chińczyk na razie rocznie zjada tylko jedną kostkę rocznie - Amerykanin trzynaście, w Polsce masło to artykuł podstawowy - 23 kostki na głowę, a w Danii czy Francji - narodowy - czterdzieści kostek rocznie.

Już teraz ceny zbóż są aż o 1/5 wyższe niż przed rokiem. I to mocno podniesie ceny zakupów w sklepach. To efekt wakacyjnej suszy, która przełożyła się na gorsze od zeszłorocznych plony. Droższe zboża automatycznie podbiją ceny innych produktów.

Droższe zboże to droższa mąka. Droższa mąka to droższy chleb, ciasta i makarony. Nie musimy się co prawda obawiać radykalnie wyższych cen pieczywa, ale szykujmy się na to, że albo bochenki chleba będą mniejsze albo ich cena wzrośnie o kilkanaście procent. I to nie koniec. Z danych Ministerstwa Rolnictwa wynika, że wyraźnie droższy jest jęczmień browarniany, a więc podrożeje piwo.

Zboże to także element paszy dla zwierząt. A to oznacza, że podrożeje zarówno mięso, jak i mleko oraz sery. I to przynajmniej o kilka procent.

(j.), Michał Zieliński, Krzysztof Berenda

Więcej informacji ekonomicznych na RMF24.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »